Najlepszy film roku nie dostanie Oscara dla najlepszego filmu roku

– Jak pozbyliście się z kraju wszystkich komunistów?
– Zabiliśmy ich.

Taka oto głęboka myśl z tytułu tej notki przyszła mi do głowy parę dni temu. Miałem się jej rozwinięciem podzielić już wtedy, ale film, o którym dzisiaj chcę napisać nie jest filmem łatwym do opisania, więc odłożyłem to trochę w czasie, żeby ww. myśl zdążyła dojrzeć.

Podczas gdy wielu zastanawia się czy może Oscara dla najlepszego filmu roku zgarnie 12 Years a Slave (stawiam na to, że zgarnie), czy może American Hustle (Boże, nieee!), a może coś zupełnie innego, to film, który w tym (ubiegłym) roku był wg mnie najlepszy nie ma najmniejszych szans na tę statuetkę. Co nie oznacza, że nie ma szans na Oscara w ogóle. Otóż ma i to właściwie 100% – tyle tylko, że jest nominowany w kategorii dokumentalnej. Ten film to „The Act of Killing”, czyli „Scena zbrodni”, jeśli użyć polskiego tytułu (premiera pod koniec lutego; wcześniej był grany już u nas podczas 10. edycji PLANETE+ DOC FILM FESTIVAL).

Stawiając go jednak w tej samej konkurencji z nominowanymi filmami fabularnymi, każdy jeden z nich bije na głowę i z łatwością pokonałby je zostając w głowie widza na wiele dłużej niż cokolwiek, co ostatnio udało się Wam obejrzeć. Jest naprawdę wstrząsający. I nie dla ludzi o słabych nerwach – tym razem to NIE JEST banał.

Oto reżyser filmu przez lata towarzyszył członkom indonezyjskich szwadronów śmierci, którzy w połowie lat 60. ubiegłego wieku dokonali krwawej czystki politycznej pozbywając się z kraju wszystkich, na których padł choćby cień podejrzenia o bycie komunistą i sprzyjanie komunistycznemu rządowi, który w wyniku wojskowego puczu (spontaniczny ruch narodowowyzwoleńczy, jak kto woli) został obalony. Krew setek ofiar, często niewinnych, nie przeszkadza im w barwnym opowiedzeniu o tym, jak idealnie naoliwiona maszyna śmierci zostawia za sobą krwawy ślad.

Oprawcy z dumą opowiadają o technikach przesłuchań, wymyślonych przez siebie sposobach w miarę bezkrwawego pozbywania się ofiar, pokazują miejsca, w których dochodziło do zabójstw, a jakby tego było mało, ochoczo przystają na sugestię reżysera, by swoje morderstwa zaimprowizowali raz jeszcze na modłę amerykańskich gatunków filmowych. Pomagają zdobyć rekwizyty, napisać scenariusz, znaleźć statystów… Nagła okazja do „zostania gwiazdą” na nowo budzi w nich potwory, choć o wszystkim opowiadają raczej beznamiętnie i z dumą oraz przekonaniem słuszności tego, co robili. Redaktor naczelny miejscowej gazety, niczym dobrą historię, opowiada jak na zlecenie władz wojskowych preparował w swojej gazecie artykuły szkalujące tych, których chciano się pozbyć. A wystarczyło napisać w gazecie, że jest komunistą – znikał potem bez śladu.

Tylko niektórych z bohaterów tego filmu dopadają wyrzuty sumienia i na to chyba jeszcze ciężej patrzeć niż na inscenizowane sceny zbrodni.

Wstrząsająca jest tutaj nie tylko przeszłość, ale i teraźniejszość. Oprawcy żyją sobie w dobrobycie i w poważaniu aktualnie rządzących w kraju, a wiceprezydent z dumą chwali to, co wydarzyło się 50 lat temu i to, że należy do organizacji wojskowej odpowiedzialnej za mordy. Ba, uczestniczy też w inscenizacji… spalenia wioski. Sama organizacja ma ogromne wpływy i ponad trzy miliony członków i nie ma większej wątpliwości, że przy byle okazji historia mogła by się powtórzyć. Zresztą wszystko tu jest wstrząsające, począwszy od zwykłych obywateli, którzy zaśmiewają się do rozpuku na widok dzieci genialnie wg nich wcielających się w tych inscenizacjach w zrozpaczone dzieci, których rodzice za chwilę zostaną zamordowani. Bo przecież to taka dobra zabawa.

Po obejrzeniu czegoś takiego człowiek traci jakąkolwiek nadzieję na to, że kiedyś będzie normalnie. I budzi się w nim rasista – ale to już opowieść na inną historię. 10/10

(1670)

PS. Film nie jest rozpowszechniany w Indonezji, a o tym dlaczego tak właśnie jest świadczą napisy końcowe, gdzie około połowa listy płac to „Anonimy”. 

2 odpowiedzi

  1. Wow, w końcu obejrzałem do końca TAoK. Niestety trochę na raty, ale i tak jestem pod wrażeniem. Świetny, ciężki dokument.

    Oglądałeś The Look of Silence? To jest drugi film Oppenheimera na ten temat. Tylko tym razem widzimy bardziej jak to wyglądało od strony ofiar. Jak dla mnie jeszcze bardziej wstrząsający i poruszający, bo widzimy bezpośrednią konfrontację oprawców z rodziną ofiar.
    Skoro tak wysoko oceniłeś TAoK koniecznie musisz zobaczyć TLoS. W sumie to jestem zdziwiony, że nigdzie nie pojawiła się o nim wzmianka (chyba że coś przeoczyłem).

  2. Quentin

    Z TLoS ta sama śpiewka co z całkiem dużą ilością filmów w moim przypadku – zbieram się do obejrzenia i zebrać nie mogę. Film wisi na liście Do Obejrzenia od momentu, kiedy nawet jeszcze plakatu nie miał, więc może rzeczywiście nie być tu po nim śladu, ale na orbicie zainteresowań krąży od dawna.

    Mam jakieś podskórne wrażenie, że nie jest tak dobry i pewnie dlatego jeszcze nie obejrzałem.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl