Antisocial. The Agression Scale.

Bezwzględnie muszę coś zrobić, żeby w tym roku aż tyle obejrzanych przeze mnie filmów nie zostało bez recenzji. Bo w roku zeszłym sporo tytułów w „notce podsumowującej” nie miałem do czego zalinkować. „Muszę coś zrobić” = wystarczy po seansie stuknąć trzy słowa. Ale często tak naprawdę trzy, bo przecież nie wszystkie filmy zasługują na więcej niż dwa akapity.

Zobaczymy jak to pójdzie.

Antisocial

Z przykrością muszę napisać, że to film z mojej ekskluzywnej listy „Do obejrzenia”. Z przykrością, bo jednak taki niewypał to dowód na to, że jeszcze nie osiągnąłem master levelu w nieoglądaniu pierdół. Co innego obejrzeć jakąś świadomie i z premedytacją, a co innego namaścić ją wcześniej miejscem na liście filmów, które wg mnie będą choćby ciut lepsze niż przeciętność.

Ów kanadyjski horror opowiada o wirusie, który zamienia w zombie członków portali społecznościowych… Wiem, brzmi bzdurnie, ale przy odpowiednim podejściu do sprawy mogło wyjść coś fajnego. Nie wyszło.

Twórcy zapewne chcieli nam coś metaforycznie powiedzieć o stanie cyberludzkości, ale nie zawsze dobre chęci wystarczą. Wyszedł sztampowy film o grupce małolatów odizolowanych od epidemii w pozabijanym dechami domu. A zanim pokapują się, żeby wyłączyć laptopy i smartfony jest już za późno.

Strasznie toto mroczne, bez cienia poczucia humoru i dystansu do niepoważnego storyline’u. I z kiepskim aktorstwem. 4/10 nawet jak na produkcję półamatorską.

***

The Agression Scale

Kevin zamknięty sam w domu był dobrodusznym chłopakiem, który oprycha by nie skrzywdził. Spaliłby mu włosy, przyfanzolił z cegły na sznurku, czy wypieprzył z hukiem na lodzie (bez skojarzeń), ale tak, żeby oprychowi nic poważniejszego się nie stało. Co jednak, gdyby Kevin był małym psychopatą? Poznajcie Owena.

Owen jest małomównym introwertykiem. Oto wraz z ojcem, jego dziewczyną i jej córką wybiera się do domku w środku lasu. Ich drogą podąża grupka oprychów, która podejrzewa, że nasza niewinna familia wcale nie jest taka niewinna. Buchnęła ich szefowi kupę kaski, a szef za wszelką cenę chce ją odzyskać.

I byłoby prosto, gdyby nasz Owen nie okazał się sadystą…

Nietrudno się domyślić co będzie dalej, ale niestety trudno mówić też o jakichkolwiek większych emocjach podczas oglądania. Aczkolwiek TAS ma kilka plusów, które nie czynią go aż tak słabym jak „Antisocial”. Za plus przede wszystkim trzeba uznać pomysł na film. Intrygująco krwawy początek i krwistość aż do końca również są na plus. Strasznie urzekł mnie również sposób filmowania w początkowych minutach pobytu w domu stanowiącego miejsce większości akcji. Reżyser z lubością pokazywał nam różne przedmioty, które bez wątpienia zostaną potem wykorzystane do tępienia oprychów. Przyjemne, ale też nienachalne, mrugnięcie do nas okiem to było.

Niestety plusów nie wystarczyło na coś więcej niż 6/10.

(1650)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.