Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Serialowo, s06e05

Po tradycyjnym serialowym szaleństwie na początku jesieni, czas na tradycyjny przesyt i lekkie spuszczenie z tonu. Inna sprawa, że wraz ze skończeniem się paru żelaznych serialowych hitów, do oglądania nie pozostało za dużo. A nic nowego mnie na razie nie urzekło.

Homeland, do 3×09 włącznie

Sporo dobrego dała „Homelandowi” przerwa w jego oglądaniu. Zaciąłem się na szóstym odcinku i oglądało mi się to coraz gorzej. Niby byłem ciekaw co dalej, ale nie potrafiłem tak po prostu poświęcić 50 minut na seans, żeby mi nie było żal czasu. I odpuściłem.

Wczoraj obejrzałem trzy zaległe odcinki z rzędu i było całkiem fajnie. Teraz już nie będę miał żadnego problemu z dociągnięciem do końca sezonu, a naprawdę się o to martwiłem. Choć było to raczej zmartwienie z gatunku takich, co to by zniknęło, gdy ktoś by mi opowiedział jak to się wszystko skończyło.

Połączyły się więc w jeden wątki Carrie i Łysego, który kiedyś był Rudym. Pionki zostały poustawiane na szachownicy i już do końca sezonu powinna zostać rozegrana dość ciekawa partia z jasno wytyczonym irańskim celem. Jack Bauer oczywiście załatwiłby sprawę w pół odcinka i sam, ale on niech się lepiej martwi o ten sezon „24”, który ma nadejść. W „Homelandzie” załatwiają to inaczej i albo się tego nie lubi, albo akceptuje. To akurat jest proste.

W swoim gatunku nie widzę dla „Homeland” konkurencji i choć nie ma się absolutnie czym zachwycać, to nie mam wątpliwości, że to porządna telewizja (szczególnie gdy zmarginalizowano zupełnie rodzinę Brody’ego).

***

Sons of Anarchy, 6×11

Jestem szczerze ciekaw, w jaki sposób scenarzyści wydostaną Jaksa z matni obietnic, jakie kazali mu złożyć. Blondas bez wątpienia ma jakiś plan, ale na chwilę obecną chwycenie wszystkich srok za ogon wydaje mi się niemożliwe. Powkurwiał po kolei wszystkich (Irlandczyków, Chińczyków, agentów itd.) i teraz zostały mu już tylko dwa odcinki na to, żeby to odkręcić. No i cały następny sezon na szczęście, bo s6 raczej nie pozostawia widoków na finał typu: i żyli długo i szczęśliwie ze stręczycielstwa.

Plus dla 11. odcinka za stos trupów, w tym trupa najgłośniejszego (choć długo miałem wrażenie, że wstanie i powie, że udawał), na którego w końcu się Sutter zdecydował. Tak unikał, tak unikał tych śmierci znanych postaci, a tu przecież tylko gdy one giną jest w ogóle o czym rozmawiać. Przez tę całą niechęć do ich zabijania tak długo się wstrzymywał z ukatrupieniem Claya, że aż człowiek zdążył zapomnieć, jaki z niego był skubaniec. Zupełnie jakby niewinnego człowieka zabijali – aż Tara musiała podrzucić streszczenie jego win :).

Zostały dwa odcinki do końca sezonu, pytanie na nie: w jaki sposób Jax chce się „przeczołgać przez rurę pełną gówna i wyjść czyściutki jak łza na drugą stronę”? Oczywiście w jego sposobie rozumienia tego pytania, bo Jax już dawno nie jest postacią, która zasługiwałaby na sympatię i dobry koniec.

***

Survivor, 27×11

Raz na pół roku w czwartek przeżywam trudny okres – nadchodzi 11 odcinek kolejnego sezonu „Survivora” i drżę o to, żeby to był normalny odcinek, a nie podsumowanie tego, co wydarzyło się do tej pory. Na szczęście jakiś czas temu producenci chyba się zorientowali, że takie podsumowanie zupełnie nikogo nie obchodzi.

„Survivor” jak „Survivor”, cóż tu pisać. Trochę zaprzepaścili okazję na epicki odcinek i HII został wykorzystany w sposób zupełnie niepotrzebny. Z jednej strony dobrze, bo są jakieś tam pozory, że to nie jest reżyserowane, a z drugiej szkoda, bo liczyłem, że odegra naprawdę ważną rolę na tribalu.

Kibicuję Katie, bo ładnie wygląda w bikini. Jednakowoż wielkiej szansy nie będzie miała, jeśli nie zacznie robić big mówsów, a tylko unosić się na fali tworzonej przez innych.

***

The Walking Dead, do 4×07 włącznie

Jak ten czas szybko leci, naprawdę… Dopiero co się sezon zaczynał, a tu już w poniedziałek przedzimowy finał.

Sytuacja bliźniacza co i w przypadku „Homeland”, z tą różnicą, że mnie tam TWD nie nudził. A przez to z lekką niechęcią przyjąłem dwa odcinki gubernatorocentryczne. Ja bym wolał pooglądać zmagania głównych bohaterów, a nie w połowie sezonu kompletnie zmieniać środowisko i na dwa odcinki zupełnie o nich zapomnieć. No ale większość chyba ucieszyła się z takiego powrotu Gubernatora. Ich prawo, ja się nie muszę z tym zgadzać.

Na szczęście obie serialowe ścieżki w półfinale się ze zobą zejdą i jest to dla mnie dobra wiadomość. Choć dwumiesięczna przerwa to bezsens.

***

I to chyba tyle z tego, co oglądam na bieżąco. Nic nowego nie zaliczyłem. Z Castle’em jestem prawie na bieżąco, ale w jego przypadku już zupełnie musiałbym w kółko to samo pisać. Nowy Czas honoru dostał cancela po drugim odcinku (a nawet w trakcie), ale zamierzam rzucić okiem na sam finał sezonu (podobno następny ma być o Powstaniu Warszawskim! to wrócę). „Almost Human” spróbowałem, ale nie dotrwałem do końca pilota – nie jest źle, ale nie jest też nadprzeciętnie; zresztą już kiedyś coś takiego było – „Alien Nation”. W Suitsach utknąłem, bo jest za poważnie.

A że zostało mi jeszcze trochę tagów do zagospodarowania, to:

Barwy szczęścia, do 1019 włącznie

Pisałem jakiś czas temu o tym, że współczesne kino amerykańskie cierpi na brak fajnych czarnych bohaterów (nie mylić z Afroamerykanami). Protagonistów straszą jacyś wymuskani kolesie bez charyzmy, którzy boją się ubrudzić sobie rączki. A takich „Barw szczęścia” ostatnio ten problem nie dotyczy, bo z hukiem pojawił się schwarzcharakter o twarzy Rosemary (tej od Dziecka) – niejaka Krystyna Złota. Krystyna, jak na nadopiekuńczą matkę przystało, robi wszystko, żeby pokrzyżować życie uczuciowe swojego syna. A że wyobraźnię ma sporą… Na listę jej ostatnich sukcesów na pewno należy zapisać posłanie babki Teresy z wylewem prosto do szpitala. Siłą rzeczy skutkowało to odsunięciem się Krychy na drugi plan, ale jestem dziwnie spokojny, że jeszcze powróci z siłą wodospadu.

Dla miłośników wątków sensacyjnych też się coś znajdzie. Przy okazji wątku Kostka Jelenia znów wychodzi na wierzch to, czego kino uczy nas od dawna. Otóż warto iść do więzienia, bo potem ma się dużo fajnych kolegów, którzy pomogą, gdy przyjdzie na to czas. A czas właśnie nadszedł. Oto córa Jelenia, Zuza, została podstępem zwabiona w szpony dwóch podrywaczy-szpanerów, a potem na ich kwadracie zgwałcona. Kostek póki co liczy na sprawiedliwość via policja, ale w kieszeni marynarki już ma dwa granaty w myśl powiedzenia „sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. A właściwie to nie granaty, a ww. kolegę spod celi. Mariana, bo jakże by inaczej.

Romantycznie? Proszę bardzo! Czego się nie robi dla kobiet, które wpadły ci w oko? Taki Tomala np. odzyskuje dla Sabiny skradziony aparat do mikrodermazji! A Kuba zgadza się na to, by jego Tina zrobiła karierę muzyczną w Chinach! W świetle tego zaproszenie do teatru Iwony przez Adriana wydaje się takie przyziemne… Ale i w drugą stronę znajdziemy w „Barwach…” pełno gestów. Oto Marta sprawiła, że Mikołaj przestał się jąkać!

Jak widać – dzieje się więcej niż w „Homeland”, bez dwóch zdań. 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.