Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

WFF 2013 – Wielkie złe wilki [Big Bad Wolves]

Mam od niedawna taką małą ambicję, żeby nie być takim festiwalowym dzieckiem we mgle i rozpoznawać tytuły, jakie pojawią się na WFF-ie. W tym roku to się już nie uda, ale na przyszłość chciałbym móc spojrzeć na jakiś tytuł i powiedzieć „o tym słyszałem idę/o tym słyszałem nie idę”. Dość sprawne poruszanie się po mainstreamie za bardzo kontrastuje u mnie z omackiem dotyczącym tzw. kina festiwalowego, niszowym ktoś by powiedział, co nie podoba mi się z wielu względów. Po pierwsze choćby dlatego, że w ten sposób omija mnie co roku pewnie przynajmniej kilka dobrych filmów… I to chyba – po zastanowieniu – jednak właściwie tyle, bo to podstawowy problem. Bo dla mnie podział na kino masowe i niszowe to bzdura – liczy się tylko to, czy film jest dobry czy zły. Czemu więc w takiej festiwalowej ciemnej dupie jestem?

Piszę o tym, bo „Wielkie, złe wilki” były jednym z niewielu filmów na tegorocznym festiwalu, jakie wybrałem z pełną świadomością wyboru. Dość powiedzieć, że na film ten czekałem już od kilku miesięcy, więc to od niego zacząłem kompletowanie listy seansów. Ba, był najbardziej przeze mnie wyczekiwanym filmem tego roku.

BBW to dzieło izraelskiego duet Keshales&Papushado (piszę z pamięci, więc jakby co to przepraszam), który do tej pory miał na swoim koncie sprytny slasher Rabies, w którym z humorem postawił nieco na głowie skostniały schemat slashera i udowodnił, że czarny humor nie jest mu obcy. To ostatnie udowadnia również w BBW, który tym razem eksploatuje inny horrorowy gatunek – rape and revenge.

W mieście grasuje pedofil, który porywa młode dziewczyny, gwałci je, a ich bezgłowe ciała podrzuca na widok publiczny grając w ten sposób na nosie organom ścigania. Właśnie odnalezione zostało ciało nowej ofiary, a policja tym razem ma podejrzanego. Ojciec dziewczynki nie zamierza jednak czekać na wyniki śledztwa. Porywa podejrzanego i zamierza torturować go do momentu, w którym zdradzi, gdzie ukrył głowę córki. Nasz podejrzany oczywiście solennie zapewnia, że jest niewinny.

Quentin Tarantino niedawno uznał BBW za najlepszy film tego roku i uczciwie trzeba przyznać, że nieco przesadził. Choć i tak jak na swój kiepski gust (owszem, uważam, że QT ma kiepski gust) trafił z opinią na naprawdę dobry film.

Przewagą izraelskiego duetu twórców filmu jest znajomość zasad gatunku, znakomite wprost budowanie napięcia przy pomocy najprostszych środków oraz również znakomite rozładowywanie go przy pomocy żartów. Dowcipy, tekściki, niespodziewane sytuacje przy podjęciu tak poważnego tematu jak pedofilia z łatwością mogłyby zostać uznane za niesmaczne i nie na miejscu, ale tutaj ani razu nie miałem tego uczucia. Tak samo jak nawet nie pomyślałbym o tym, że twórcy są niezdecydowani, choć BBW na zmianę jest straszny i śmieszny. Przy czym nie jest to strach-strach tylko efekt ww. napięcia, które sprawiło, że widzowie dookoła co trochę podskakiwali na krzesełkach (pozdrowienia dla chłopaka obok, który co pięć minut nie mógł na coś patrzeć). Napięcia często rzeczywiście rozładowywanego w krwawy – jak na rape and revenge – sposób przystało. 9/10

To czemu nie 10/10? BBW trochę wolno się rozkręca, dość szybko rezygnuje z obiecanej podczas sceny początkowej stylistyki bajki, no i mimo wszystko to jednak tylko zabawa kinem, która nie wnosi żadnego ważnego głosu do sprawy pedofilii, a jedynie traktuje ją jako środek do zapewnienia widzowi interesującej fabuły.

(1601)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.