I Saw the Devil aka Akmareul boattda

Najgłośniejszy przedstawiciel koreańskiej krwawej fali, jaka w tym roku przelała się przez kina w Seulu i okolicach. O filmie w reżyserii Ji-woon Kim – który na swoim koncie ma takie filmy jak „Opowieść o dwóch siostrach” i „Dobry, zły i zakręcony”, który w końcu wypadałoby, żebym skończył oglądać – było głośno na długo przed jego premierą. Co oczywiście z pewnością wielkiej krzywdy i nieszczęścia filmowi nie zrobiło, bo nic tak nie nabija kin jak pikiety babć w beretach. W przypadku „I Saw the Devil” poszło o krwawe sceny, które stały się solą w oku koreańskich cenzorów. Filmowi groziło dowalenie takiej kategorii, że nawet na DVD by go nie można było wydać, więc pan reżyser poszedł na ugodę i wyciachał z filmu około półtorej minuty materiału zawierającego kanibalizm i inne takie. Ale spokojnie, to czego nie wyciął nadal wystarczyło, żeby film dostał kategorię od 18 lat.

Ofiarą mordercy granego przez dobrze znanego u nas Oldboya – Min-sika Choia – pada ciężarna dziewczyna. Kang – morderca ów – ma wielkiego pecha, gdyż dziewczyna okazuje się być córką emerytowanego gliniarza i narzeczoną koreańskiego agenta specjalnego – Kima So-Hyuna. Kim nad urną z prochami narzeczonej przysięga jej, że ją pomści, a morderca będzie cierpiał. Zaopatrzony w wywiadowczy sprzęt i małą naiwność scenariuszową rusza by dokonać krwawej pomsty w imię zasad skurwysynu.

Prawie dwuipółgodzinny rape and revenge movie z nieco odwróconym schematem, w wyniku czego głównym bohaterem filmu jest bezlitosny morderca, który umyka przed srogą pomstą. I to praktycznie z jego punktu widzenia obserwujemy akcję, a nie odwrotnie jak to zwykło bywać w filmach tego typu. Co więcej, nasz stojący po jasnej stronie księżyca, aczkolwiek nie działający zgodnie z literą prawa bohater w całym filmie prezentuje właściwie jedną tylko minę. Za to Oldboy (dla dobra recki i dla niewprowadzania zbytniego zamieszania zostańmy przy określeniu, które jednoznacznie pokazuje, o kogo chodzi) ma tutaj prawdziwe pole do popisu i z tej możliwości korzysta. W jednej chwili jest bezlitosnym mordercą, by za chwilę być całkiem zagubionym psychopatą, a jeszcze potem seksmaniakiem, któremu co chwilę ktoś przerywa dobrze zapowiadający się gwałt. Tu nie ma wątpliwości – pod względem aktorskim to film Oldboya. Reszta stanowi tło.

Drugim głównym bohaterem filmu jest realistycznie pokazana przemoc, a co za tym idzie seans nie jest wskazany dla ludzi o słabych nerwach. Nie jest jednak tak źle, jakby to mogło wynikać z poprzedniego zdanie. Owszem, dekapitacje, ćwiartowania i przybijanie dłoni do blatu stołu śrubokrętem (świetna scena wyciągania tego śrubokręta – chyba najlepsza w całym filmie) są tu na porządku dziennym, ale same akty okrucieństwa nie są tutaj tylko i wyłącznie po to, żeby tanim kosztem szokować widza, ale logicznie wynikają z fabuły. No a przynajmniej tak broni to okrucieństwo reżyser filmu, bo oczywiście, gdyby chciał, to wcale nie musiałby pokazać ćwiartowania. Tak czy srak – „I Saw the Devil” na pewno nie jest filmem z gatunku tych używających czerwonej farby jako rozwiązania wszystkich problemów związanych z zainteresowaniem widzów i skupieniem na siebie uwagi. To przede wszystkim psychologiczny thriller i krwawa zabawa w kotka i myszkę z postaciami, które nie są tak jednoznaczne jak czarny i biały kowboj. No dobra, czarny jest naprawdę czarny i trudno znaleźć dla niego usprawiedliwienie, a także nie życzyć mu jeszcze więcej cierpień niż zaznaje w przeciągu 2/3 filmu.

No a teraz to, czego uniknąć się nie dało – film mimo wielu zalet (zapomniałem wyżej wspomnieć o pięknych zimowych zdjęciach, szerokich panoramach itd., które szczególnie przez pierwszą godzinę cieszą oczy – realizatorsko ten film to majstersztyk), ma też swoje wady. Przede wszystkim jest ciut za długi. Do tego ma kilka scenariuszowych rozwiązań, które ciężko na spokojnie przetrawić i wytłumaczyć je sobie azjatycką mentalnością. No i, co dziwne po opisaniu krwawego okrucieństwa, tak naprawdę nie przynosi mordercy takiej zemsty jakiej by się można spodziewać. Film zamiast skupić się na sednie sprawy stanowczo zbyt często rozmywa się i dryfuje w strony przynudzające niestety. No z pewnością można by go było lepiej napisać, tu nie mam wątpliwości.

Tak czy siak mocne 7/10 leci.
(1053)

Odpowiedź

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.