Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Tokyo Gore Police

Czekałem na ten film jak Radosław Matusiak na strzelenie bramki (ciągle czeka…) odkąd z rok temu przeczytałem jego recenzję z jakiegoś nowojorskiego festiwalu kina azjatyckiego. Zresztą pomijając już nawet recenzję – sam tytuł zachęcał mnie do rzucenia okiem na to, co tam Japończycy znowu wymyślili w tych swoich pełnych dziwnych pomysłów głowach. I jak to zawsze w przypadku czekania się zdarza – doczekałem się i obejrzałem w końcu oczekiwany film. I co? I dupa. Kiepskie toto jak… no bardzo kiepskie.

Japonia przyszłości. Sprywatyzowana policja poszukuje tajemniczego naukowca, który zamienia ludzi w tzw. Inżynierów. Inżynierowie mają to do siebie, że gdy ich zranić, to z ran wyrasta im wszelkiej maści broń. Na przykład – uciachasz Inżynierowi łapę, urośnie mu zamiast niej bazooka. Do walki z Inżynierami stworzony zostaje specjalny oddział, którego członkowie charakteryzują się uwielbieniem przemocy i sadystycznymi skłonnościami służącym oczywiście prawu – wszystko by zachować ład i porządek. Nikt tak jednak nie potrafi nakopać Inżynierowi jak Ruka. Posiadająca samobójcze skłonności Ruka, w chwilach wolnych od naparzania się z Inżynierami poszukuje mordercy swojego ojca, oficera poilicji, który zginął od strzału w głowę. Zawodowo zaś zostaje wyznaczona do odnalezienia twórcy Inżynierów. Rozpoczyna poszukiwania.

Generalnie to nie wiem czego się spodziewałem, ale spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Spodziewałem się normalnego nienormalnego filmu, a nie nienormalnego teatru telewizji. Zrealizowany przez wesołych japońskich chłopaków od efektów specjalnych (reżyserią zajął się Yoshihiro Nishimura, czyli koleżka od krwawych efektów specjalnych z m.in. „The Machine Girl” – nawiasem mówiąc, nieporównywalnie lepszego filmu) nie zapowiadał się na arcydzieło reżyserii, ale liczyłem na coś więcej niż na sztucznie do bólu zrealizowany film, z którego każdej klatki wieje amatorską zabawą w kino. Idę o zakład, że spokojnie znalazłbym na YT przynajmniej kilka podobnych amatorsko zrobionych filmików zrealizowanych przez fanów czerwonej posoki. Choć szukał nie będę i z wrodzoną sobie pewnością w swoją nieomylność pozostanę przy swoim zdaniu.

Nie o ludzkich wewnętrznych dylematach miał to być jednak film, a o ludzkich wnętrznościach wyszarpywanych na światło dzienne. I rzeczywiście, o tym w rzeczy samej był. Napisać, że krew leje się tu z każdego kąta byłoby niesprawiedliwe, bo leje się jej jeszcze więcej. I ja nie mam nic przeciwko temu, ba, lubię to i na to czekałem, ale jakoś nie potrafiło mnie to cieszyć, gdy w przerwach między jedną a drugą napieprzanką dostawałem japońską nudę. A właściwie Nudę, bo to przez duże N była nuda. Na dodatek źle zrealizowana Nuda. A i te efekty też takie sobie były, nie ma się co oszukiwać. Pewnie gdyby dać realizatorom więcej kasy to zrobiliby to lepiej, a tak to wyszła żałość. Niestety.

Jedno nie ulega wątpliwości: jest coś w japońskim powietrzu, co sprawia, że w ichnich mózgach rodzą się takie pomysły. Jedno nie ulega wątpliwości – film taki jak „Tokyo Gore Police” nie mógł powstać nigdzie indziej niż tylko w Japonii.

A i powiem prawdę, wytrzymałem tylko 40 minut przed totalnym zanudzeniem się amatorskimi siekaninami, fruwającymi kończynami i bluzgającą posoką. Obejrzę do końca i jakbym zrewidował swoje zdanie o filmie to zedytuję tę reckę. Ale wątpię. I choć wiem, że to nieprofesjonalne (a ja przecież nie jestem profesjonalistą i mam to gdzieś) oceniać film po 40 minutach seansu, ale i tak to zrobię. Więcej niż 2(6) nie dam, a i tak mam wrażenie, że przesadziłem z oceną.

Film tylko dla miłośników gatunku lub sadystów (ewentualnie dwa w jednym). Jeśli ktoś chciałby rozpocząć swoją przygodę z porąbanym kinem japońskim od „Tokyo Gore Police” to stawiam na to, że po TGP ją skończy.

Zresztą, pooglądajmy sobie trochę:

[…] Ale zanim pooglądamy, znalazłem coś, co niweluje moje wrażenie o „zawysokości” oceny 2(6). Znaczy przypomniałem sobie. Są w „Tokyo Gore Police” godne uwagi reklamy telewizyjne rodem z „Żołnierzy kosmosu”. Chciał(a)byś wiedzieć więcej? No to lu:

Tu wersja pełniejsza, ale bez napisów:

A teraz sobie trochę pooglądajmy. Wystarczy zwiastun 😉

(746)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.