Piła 5 [Saw 5]

W życiu każdego kinomaniaka przychodzi taki moment, w który choć wie w co się pakuje, to i tak się w to pakuje. W moim życiu taki moment po raz kolejny przyszedł wczoraj, kiedy wymyśliłem sobie, żeby zobaczyć w kinie piątą część „Piły”. Żadnej poprzedniej części w kinie nie widziałem, więc uznałem, że przyszedł najwyższy czas, żeby to zrobić. Co więcej, wyciągnąłem ze sobą jeszcze dwie osoby, z których jedna poziom na filmowe okropieństwa ma obniżony do granic możliwości.

No i dobrze się dla tej osoby złożyło, że „Piła 5” w porównaniu do części poprzednich w sumie nie oferuje jakichś tam specjalnych okropieństw. A pewnie, sporo tego jest, ale mam wrażenie, że poprzednio było tego więcej. W połowie seansu uznałem nawet, że to dobry znak, bo pewnie więcej sił włożono w scenariusz niż w obmyślanie krwawych sposobów do pozbycia się kolejnych biedaków i z ciekawością czekałem na końcowego twista. A mój towarzysz niedoli stwierdził, że „w porównaniu do trójki to arcydzieło”. I tylko biedactwo z obniżoną tolerancją na krew przez pół seansu oglądała moje ramię.

Żebyśmy się czasem źle nie zrozumieli. Co prawda w powyższym akapicie użyłem słowa „scenariusz”, ale miałem na myśli taki scenariusz na poziomie ostatnich dwóch pił, czyli żaden. W jedynce scenariusz był, choć nielogiczny, dwójkę jak wszyscy wiedzą lubię najbardziej ze wszystkich (a właściwie to uważam, że to autentycznie dobry film), potem w trójce i czwórce scenariusza nie stwierdzono, a teraz w piątce trochę tego jest. Niedużo, ale zawsze. Kręci się wokół jednego i tego samego, ale jest. Całość zaczyna się w momencie końca czwórki. Z mieszkania Pana Piły (o tym potem) zdołało ujść żywcem dwóch policjantów – jeden dobry, drugi zły, kontynuator dzieła Pana Piły. No i ten dobry zaczyna co nieco kumać w temacie swojego drugiego kolegi po fachu. Zaczyna więc węszyć.

I w zasadzie złego słowa bym o filmie nie powiedział, bo i oczekiwań nie miałem żadnych, gdybym na sam koniec dostał porządnego twista wywracającego wszystko do góry nogami. Ja wiem, że to już piąta część, coraz trudniej o takiego (szczególnie, że jedno i to samo nam pokazują w każdym filmie) i że z każdą kolejną częścią twisty były coraz bardziej nędzne, ale człowiek to istota naiwna, wierzy w niemożliwe i często ma nadzieję, gdy nie powinien. Szczególnie, że dowiedział się przed seansem, że w celu zachowania twista w tajemnicy, nie odbyły się pokazy przedpremierowe, a na tych, które odbyć się miały film miał zostać pokazany bez końcówki. No to trudno było nie mieć minimalnej choćby nadziei. I co? I CO?! Zacytuję komentarz na IMDb.com, który całkowicie oddaje to, co też czekało na zakończenie filmu, gdy muzyka zaczynała „podpowiadać”, że to już teraz! Szykuj się! Zaraz cię zaskoczymy!

That was the twist? I thought that was the plot… I thought the whole story [CENSORED SPOILER], and it was abundantly clear that’s what was happening because we saw them doing it. If that is the twist it is so weak it defames the word twist. It’s like saying the twist in die hard is that John McClane defeats the terrorists.

Taaak…

Obiecałem, że wspomnę jeszcze o Panu Pile, czyli największym ROTFL-u tego filmu, a raczej tłumaczenia do niego. Ja nie wiem, pięć dialogów na krzyż, 50% z nich to „OŁ MAJ GAD!”, a tłumaczenie i tak skopane zrobili. Bywały takie momenty, w których bohaterowie mówili co innego, a w napisach było co innego. Szczególnie jeden taki moment, którego nie zapamiętałem. Filujcie na pierwsze sceny z dexterową Ritą (fatalna czarna peruka) i jej rozmowę z czarną współtowarzyszką niedoli. Wtedy, gdy Rita pyta się jej, czym się ona zajmuje… No i paru przecinków nie było 😛 I ten Pan Piła. LOL. Kto to wymyśla? Strzeżcie się, bo przyjdzie po Was Pan Piła!

Dałbym ze 4(6), naprawdę. Ale przez to zakończenie dam 2(6).

A na wypadek gdybyście się martwili: don’t worry, będzie szósta część.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.