Slender Man (2018), reż. Sylvain White.
Slender Man (2018), reż. Sylvain White.

Slender Man. Recenzja horroru Sylvaina White’a

Dobremu horrorowi potrzeba dobrego złoczyńcy. Bez niego ani rusz. Kiedy złoczyńca efektownie nie zabija i nie ma żadnego sposobu na to, żeby zabić jego, wtedy nie jest dobrym złoczyńcą. Dobrym złym złoczyńcą. To główny problem horroru Sylvaina White’a Slender Man. Recenzja horroru Slender Man.

O czym jest horror Slender Man

W naszym mieście niewiele się dzieje. Jest paru kumpli, są przyjaciele. Dokładnie tak samo razem z Big Cycem mogłyby zaśpiewać cztery koleżanki z liceum: Wren (Joey King), Hallie (Julia Goldani Telles), Chloe (Jaz Sinclair) i Katie (Annalise Basso). Szczególnie tę ostatnią uwiera to rodzinne miasteczko, w którym utknęła z ojcem alkoholikiem. Chciałaby stąd jak najszybciej wyjechać, ale gdzie, za co? Dobrze choć, że ma przyjaciółki, z którymi każdego dnia może sobie ponarzekać, pooglądać porno, pogrzebać w Internecie. Właśnie w tym ostatnim podczas jednego z wieczorów natrafiają film poświęcony tajemniczemu Slender Manowi. Slender Man falującymi ramionami zaprasza do siebie niewinne dzieci oraz młodzież, która potem znika bez śladu, a w najlepszym wypadku wraca z urazem psychicznym na całe życie. Jak każdy na miejscu przyjaciółek, Wren i ekipa biorą to za historyjkę z Internetu, miejską legendę, w której nie ma nawet ziarna prawdy. Kiedy tydzień później w powietrzu rozpływa się Katie, wiedzą już, że zadarły z czymś więcej niż miejska legenda.

Recenzja filmu Slender Man

Kilkumetrowy szczupły facet o twarzy jajka, ubrany w elegancki garniak, urodził się w Internecie. Wymyślony na potrzeby internetowego konkursu zaczął żyć własnym życiem i wkrótce zawładnął wyobraźnią małolatów. Niczym wróżki z Cottingley zaczął pojawiać się na kolejnych zdjęciach budząc strach i przerażając. Lata później jego fenomenem zajęli się autorzy dokumentalnego filmu Beware the Slenderman, a teraz trafił do kina fabularnego.

Teoretycznie nic dziwnego. Slender Man ma wszelkie zadatki na kultowego bohatera slashera. Swoją własną historię, przerażający wygląd, bodycount, którego nie powstydziłby się Freddy Krueger. Nie ulega wątpliwości, że gdyby ktoś wpadł na niego w lesie w środku nocy to zesrałby się ze strachu, a towarzysząca mu otoczka budzi dreszczyk przerażenia. Niby to wymyślone, ale wiadomo, w każdym kłamstwie jest ziarenko prawdy. Z Człowieka Mola z Zachodniej Wirginii też wszyscy kpili… ;).

Niestety, teoria teorią, a praktyka praktyką. Przerażająca postać stojąca w cieniu pomiędzy drzewami tylko przez chwilę robi wrażenie. A co potem? Potem stoi tak między tymi drzewami i ani nie rozerwie na strzępy żadnej z bohaterek, ani jemu nic nie można zrobić. W klasycznych horrorach zwykle pojawiał się jakiś ekscentryk, który w starej książce wyczytał jak nakopać boogeymanowi. Tutaj nic takiego się nie wydarza. Slender Man stoi w cieniu między drzewami, a kolejne dziewczęta same wskakują mu w zmultiplikowane ramiona.

I choćby nie wiem jak się wytężać, to nie zrobi się z tego interesującego filmu. Slender Man z każdą sekundą blednie i po niezłym początku – powtarzam, historia Slender Mana to dobra historia, a Slender Man to ciekawe straszydło – potem właściwie nie dzieje się już nic ciekawego. Mroczny filtr, w jakim nakręcony został film Slender Man sprawia, że praktycznie cały seans upływa w półmroku – nawet w dzień – a autorzy filmu chcą urozmaicić opowiadaną historię niepokojącymi migawkami z gatunku tych z wiedo z japońskiego Ringu. Szybko zaczyna to męczyć i zamiast kontynuować seans przychodzą do głowy myśli o tym, żeby pojawił się Slender Man i nas zabrał z kina.

(2162)

Dobremu horrorowi potrzeba dobrego złoczyńcy. Bez niego ani rusz. Kiedy złoczyńca efektownie nie zabija i nie ma żadnego sposobu na to, żeby zabić jego, wtedy nie jest dobrym złoczyńcą. Dobrym złym złoczyńcą. To główny problem horroru Sylvaina White'a Slender Man. Recenzja horroru Slender Man. O czym jest horror Slender Man W naszym mieście niewiele się dzieje. Jest paru kumpli, są przyjaciele. Dokładnie tak samo razem z Big Cycem mogłyby zaśpiewać cztery koleżanki z liceum: Wren (Joey King), Hallie (Julia Goldani Telles), Chloe (Jaz Sinclair) i Katie (Annalise Basso). Szczególnie tę ostatnią uwiera to rodzinne miasteczko, w którym utknęła z ojcem…

Czas na ocenę:

Ocena: 3

3

wg Q-skali

Podsumowanie: Cztery przyjaciółki wzywają przerażającą istotę porywającą dzieci. Slender Man udowadnia bez wątpliwości, że to co dobre na przerażający wpis w Internecie, nie zawsze jest dobre na przerażający film pełnometrażowy.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.