Prison Break 5x01. recenzja pilotowego odcinka
Michael Scofield w serialu Prison Break.

Prison Break 5×01. Premiera piątego sezonu Skazanego na śmierć

Kiedy X lat temu stawiałem ostatnią kropkę w napisach do ostatniego odcinka Prison Break (no tego filmu znaczy się, co to go zakończył), nie przypuszczałem, że bohaterowie Skazanego na śmierć jeszcze powrócą. Zupełnie nic na to nie wskazywało. No ale powrócili. Co z tego wyszło? Recenzja pilotowego odcinka Prison Break 5×01.

O czym był Prison Break

Było sobie kiedyś dwóch braci. Jeden – Lincoln Burrows (Dominic Purcell) – poszedł siedzieć za zabójstwo, w którego dokonanie według niego został wrobiony. Drugi – Michael Scofield (Wentworth Miller) – przeinteligentny chłopczyna postanowił go z tego więzienia wyciągnąć. Plan był misterny. Zaczął się od wytatuowania sobie na ciele planów więzienia, a potem było jeszcze lepiej. Mike dał się złapać na kradzieży i wylądował w tym samym więzieniu Fox River co jego brat. Po trzynastu odcinkach serial miał się skończyć, bracia mieli zwiać i tyle. Ale że spodobał się widzom, to droga ucieczki została braciom perfidnie zamknięta i tak potem uciekali przez całe cztery sezony. Nie zawsze z Fox River, bo i między innymi z panamskiego więzienia Sona, czy jak mu tam było. Skończyło się śmiercią Scofielda i pozostałymi przy życiu kolegami oraz żoną Sarą (Sarah Wayne Callies) nad jego grobem.

O czym jest Prison Break 5×01

Tyle tylko, że Michael Scofield nie zginął. Mijają lata, T-Bag (Robert Knepper) za dobre sprawowanie wychodzi właśnie z Fox River, na odchodnym otrzymując przeznaczoną do jego rąk (ręki) przesyłkę. W środku fotka Michaela Scofielda na tle bliżej nieokreślonego meczetu i dziwnie brzmiąca inskrypcja na jej spodzie. Dziwne. T-Bag od razu rusza z listem do Dominika, który wrócił na starą ścieżkę i aktualnie ucieka przed wierzycielami, którym wisi sporą kasę. Zaaferowany zdjęciem Linc rusza z konsultacjami do Sary, która z synem i nowym mężem mieszka sobie spokojnie i nie wadzi nikomu. Sara nie wierzy w prawdziwość zdjęcia, ale zaczyna podejrzewać, że coś jest nie tak, gdy tajemniczy ludzie próbują ją zabić. Próbują zabić też Lincolna, który wcześniej wykopał trumnę brata i odkrył, że w środku nie ma ciała. Ciekawiej robi się po odkodowaniu tajnej informacji na zdjęciu – okazuje się, że zostało zrobione w jemeńskim więzieniu Ogygia. Lincoln postanawia wybrać się do ogarniętego wojną domową kraju i na miejscu sprawdzić prawdziwość fotografii Scofielda. W tym celu kontaktuje się ze starymi druhami: C-Note’em (Rockmond Dunbar), który obecnie wstąpił na ścieżkę dobra i walczy o dobre imię islamu, a także Sucre’em (Amaury Nolasco), który po wyjściu z paki orze jak może, ale źle nie wygląda.

Recenzja Prison Break 5×01

W dobie odsmażania wszystkiego, co kiedyś było fajne, bądź choćby trochę się podobało, nie zdziwił fakt, że sięgnięto i w końcu po Prison Break. Nie przeszkodził nawet definitywny finał, w którym usmażono głównego bohatera i zaserwowano jedną z najlepszych piosenek serialowych, jakie słyszałem, przygrywającą widokowi grobu Scofielda. To wszystko ściema, spisek, kombinacja alpejska – mówią nam na dzień dobry w Prison Break 5×01 i w sumie spoko, I want to believe (inny odgrzany serial), nie przeszkadza mi to, bo już nawet nie pamiętam czy ta śmierć Mike’a była rzeczywiście taka definitywna. Nie przeszkadza może też dlatego, że nie czekałem aż tak na Prison Break 5×01 (gdybym czekał, mógłbym się przejmować takimi pierdołami) wiedząc, że nic dwa razy się nie zdarza. Ale oczywiście byłem bardzo ciekawy, co z tego wyszło.

Prison Break 5×01 to takie pomieszanie z poplątaniem rzeczy fajnych z rzeczami niefajnymi. Pilot jeszcze wychodzi na plus, bo nie bez znaczenia jest dawka ogromnego sentymentu, jakim atakuje nas na samym początku. Migawki z poprzednich sezonów, znajoma muzyka, szerokie ujęcie na dziedziniec Fox River – to wszystko działa jak należy i przez dłuższą chwilę chce się, żeby powróciła dawna magia. Boję się jednak, że to wszystko zgrało się już w pilocie, a następne odcinki bez tego sentymentu nie będą już tak w porządku. W porządku, bo choć jest OK, to nie bardziej niż w porządku. Wiele rzeczy przeszkadza, żeby nie było dobrze.

Na pewno przeszkadza ten wielki spisek w tle, który moim zdaniem jest zupełnie niepotrzebny. Nie wiadomo kto, nie wiadomo co, ale i wcale nie interesuje dowiedzenie się szczegółów. Człowiek chce się nacieszyć starymi kolegami, a tu już jacyś śmiertelnie poważni agenci chcą wszystkich pozabijać, a na wypadek robią to tak, że chce się śmiać. Koszmarny wątek z przechwyceniem samochodu Lincolna i parodystyczna scena wyskoczenia przez jego przednią szybę nie przystoi serialowi, który chciałby, żeby traktować go poważnie. A przynajmniej tak poważnie jak poważne są miny jego bohaterów świadczące o tym, że oglądamy coś, co ma być poważne. Za chwilę tajna laska podjeżdża pod dom Sary, całą drogę do domu paraduje z wyciągniętym pistoletem nawet nie próbując udawać, że nie chce wszystkich zamordować. Śmiechu warte. Podobnie jak futurystyczna operacja T-Baga. Litości, naprawdę, takie sceny sprawiają, że nie chce się dalej oglądać Prison Break 5×01. To jakieś nieporozumienia niestety, których nie sposób traktować poważnie. I za bardzo odciągają od tego, co w Prison Break 5×01 ma przebłyski fajności.

Naprawdę super, że udało się zebrać całą starą ekipę. To największy plus Prison Break 5×01. Jak grają tak grają, ale są w komplecie, co podwyższa jakość tego kolejnego sequela, bo przecież mogli olać sprawę, przywrócić ze dwie postaci i basta. Fajna – no może nie fajna, ale w porządku, bo to nic wymyślnego – jest też koncepcja na wyciąganie Scofielda z jemeńskiego więzienia. O tym był ten serial i tu nie ma co kombinować. No właśnie, po co te spiski i tajne organizacje w domyśle? W zupełności wystarczyłaby jakaś widowiskowa ucieczka z egzotycznego więzienia bez rozdrabniania się na wątki poboczne. I więcej luzu. Prison Break 5×01 jest tak poważny jak aktorstwo Purcella, co zdecydowanie przeszkadza. To wszystko nie zagra, jeśli chce się, by widzowie traktowali Prison Break 5×01 poważnie. Przydałoby się dużo więcej dystansu i ironii, a w efekcie rozrywkowy serial i nic więcej. A nie jakiś obyczajowy dramat komentujący sytuację geopolityczną, na który nikt nie czekał.

5 odpowiedzi

  1. Parę uwag:
    – Z ekipy brakuje Williama Fichtnera, w sumie dziwnym nie jest, bo on z obsady chyba jako jedyny ma sensowną karierę filmowo-telewizyjną
    – Futurystycznej operacji bym się nie czepiał, już w s04 leczyli Scofielda jakimś sci-fi
    – Śmiechowy jest nagrobek. Na końcu pierwotnego serialu (+filmu) była data śmierci 2005 (co miało sugerować, że cała akcja serialu zamknęła się w przeciągu roku), teraz widnieje 2010, ale to nic przy zmianie lokalizacji grobu. Przecież jego pochowali gdzieś nad morzem w Panamie.
    – Najgorsze jest to, że przez sentyment pewnie obejrzę do końca, choć przecież ten serial już od trzeciego sezonu był żałosny.

  2. Z minusów jak dla mnie to głównie brak Mahone’a. Motyw z przejęciem auta taki od czapy nie jest, Wikileaks ostatnio udowodniło że amerykańskie służby mogą takie cuda robić. Sama fabuła za to jest mocno naciągana. Nie chodzi mi o wojnę domową i sci-fi, ale o podstawowe rzeczy. O logiczną konsekwencję z wydarzeń z finału.

    Są jakieś kłopoty? Dlaczego więc po prostu Link nie zadzwoni do senatora Kellermana, który położył ponoć ostatecznie firmę do piachu? Drugą osobą najbardziej kompetentną byłby Mahone. A tymczasem pomóc ma T-Bag i te low-life’y C-Note i Sucre? (który to zresztą mógł się ogolić do nowego sezonu)

    Niech to nie będzie aż tak głupie, pls! Chociaż oglądało się fajnie!

    To jeszcze czekam na Losta i powrót Dextera Morgana… 😉

  3. Dzieki Quentin za tekst i za tlumaczenie. Dobrze jest zawsze liczyc na Twoje mega szybkie tlumaczenia. Zgadzam sie i z Quentinem i z Plutonem…. ale z sentymentu obejrzymy:)

  4. Quentin

    @moszhenryk
    Tym razem to już nie moje napisy :(. Nie wyrobiłbym czasowo.

    @all
    Mnie tam Mahone’a nie brakuje. Znaczy nie tak, że coś do niego mam :), ale jego brak mi nie przeszkadza. Z oryginalnej ekipy są wszyscy żywi i to mi wystarczy.

    Wiadomo, że obejrzymy do końca, phy :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl