Lucas Till jako MacGyver.
Lucas Till jako MacGyver.

MacGyver 1×01. To nie jest MacGyver, którego nie szukaliście

Był już telewizyjny Rush Hour, Lethal Weapon, jest The Exorcist, będzie Training Day i Shooter, a między tymi remakami właśnie pojawił się Angus MacGyver. Sympatyczny młody człowiek o wielkich umiejętnościach naukowych, bohater serialu MacGyver. Nikt do końca nie wie po co – taka moda i już, przyzwyczajmy się, bo będzie tego jeszcze więcej. Oczywiście nikt nie zmusza do oglądania i w przypadku nowego MacGyvera rzeczywiście nie ma po co się za niego brać.

MacGyver 1×01. Recenzja pilota

Nie jest to zresztą niespodzianką, bo taki werdykt wiadomy był już na etapie zwiastuna, który nie przekonał nikogo – nie mówiąc o wyborze Lucasa Tilla na nowego MacGyvera. Potem było jeszcze gorzej. Nakręcony pilot nie przekonał zamawiającej go stacji, poszedł do kosza i przygotowano nowego pilota. Strach pomyśleć, jaki był ten pierwszy, skoro i ten drugi rewolucji w telewizji nie przyniesie.

Bohaterami MacGyver 1×01 są członkowie jakiejś tam megatajnej organizacji walczącej o pokój na świecie. Naukowiec MacGyver, koleżanka ogarniająca komputery oraz kolega mięśniak osłaniający naszego mózga. Podczas jednej z akcji dochodzi do nieszczęścia z kolorową bronią biologiczną w roli głównej. Mija jakiś czas, agenci po raz kolejny wpadają na trop kolorowej broni i tym razem cały świat pójdzie w powietrze, jeśli szybko tego nie ogarną.

Myślę sobie tak: każdego roku – nie tylko ostatnio, zawsze tak było – w gusta nazwijmy to typowego oglądacza seriali trafiają produkcje banalnie proste, niewyróżniające się niczym. Jakaś akcja na odcinek, trochę humoru, trochę bójek wręcz i tak byle do następnego odcinka. Teoretycznie dawno powinno się to przeciętnemu widzowi znudzić, ale jakoś się nie nudzi. I MacGyver adresowany jest do takiego właśnie widza, któremu nie przeszkadzają wyświechtane schematy rozrywkowego serialu akcji. A w MacGyver 1×01 takich schematów jest pełno. Standardowa akcja, która kończy się fiaskiem, jakiś dramat, potem przekomarzająca się ekipa znów jest na tropie, dołącza do niej jakaś tam groźna hakerka i nim skończy się odcinek wszystko będzie na swoim miejscu. MacGyver 1×01 jest na tyle typowy, że nie uniknął nawet „twista” pod tytułem: ktoś zginął, ale – oho – nie było widać zwłok. Reguła Gietka-Quentina, wiadomo.

MacGyver 1×01 to propozycja dla zupełnie niewymagającego widza, a piszę tak dyplomatycznie tylko dlatego, żeby nie napisać, że to propozycja dla kretyna. „Sztuczkom” MacGyvera towarzyszą dokładne opisy – gdy używa spinacza, to na ekranie pojawia się… napis: „spinacz” :) – a opowieści o tym, czym był Feniks brzmią tu jak jakaś wiadomość, którą odkryto po dziesięciu latach badań i właśnie ogłoszono ją światu. W odcinku pojawia się Vinnie Jones, ale kogo dzisiaj wystraszy Vinnie Jones? MacGyver za dużo do roboty nie ma, bo większość trudnych rzeczy ogarnia spec od komputerów. W tej sytuacji tytułowy bohater serialu robi to, co powinien robić jego kolega mięśniak (CSI-owy George Eads). Serio, po co MacGyverowi ten koleś, skoro to MacGyver dyma z buta za samolotem, wiesza się na jego kole podczas startu, a potem zeskakuje z helikoptera na pędzącą ciężarówkę? Ej, George’u Eadsie, po cholerę tam jesteś? Żeby się przyglądać?

Warto na koniec też wspomnieć o najbardziej facepalmowych momentach odcinka – czyli tych, w których pojawia się współlokator MacGyvera. Japrdl! Jeśli za chwilę jakieś organizacje walczące o prawa Afroamerykanów się nie upomną o przeprosiny, to mocno się zdziwię. Dziesiątki lat walk o równe prawa, a ci ładują do serialu czarnego kuchtę, który po domu dyma w fartuszku i czapeczce kucharza, a gdy pojawiają się biali grzecznie zasuwa do kuchni, żeby im naleśniory usmażyć.

PS. W MacGyver 1×01 znajdziecie też m.in. beznadziejne wybuchy, a nie znajdziecie klasycznego motywu muzycznego. Nowy jest oparty na jego fragmencie i właściwie nie wiadomo, czemu nie zostawili tak jak było tylko dali coś zupełnie nijakiego.

PS2. Nigdy nie byłem fanem oryginalnego MacGyvera. Nie wiem nawet czy ze trzy odcinki na krzyż obejrzałem. Więc to nie chodzi o to, że mi świętość zepsuli.

4 odpowiedzi

  1. Obejrzałem ten zwiastun i wygląda jak gorsza wersja Chucka. Którego nie lubiłem i widziałem może sumarycznie 2 odcinki. Musiałem nawet googlać aktorki polskiego pochodzenia żeby znaleść Yvonne i gdzie grała, żeby sobie przypomniec nazwę serialu.

    Że naywa się to macgyver to jakieś nie porozumienie,

  2. Moje ostatnie zdanie z poprzedniego komentarza to też niezłe nieporozumienie 😉

  3. Quentin

    No nie ma dyskusji, niewypał pod każdym względem. Też się w „Chucka” nie wciągnąłem, może z półtora odcinka widziałem :) ale bezdyskusyjnie o kilka klas był lepszy od tego tu.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.