"The Last Man on Earth" - fot. screen z Youtube
"The Last Man on Earth" - fot. screen z Youtube

The Last Man on Earth

Korzystając z chwili czasu między końcem dnia, a snem zarzuciłem coś, co pierwsze nawinęło się pod PLAY. Padło na serial z Willem Forte’em, który zdaje się dopiero co miał premierę. Za mną dwa odcinki, przede mną chyba niewiele więcej.

Nie ma żadnej metafory w tytule serialu – jego fabuła opowiada o ostatnim człowieku na Ziemi. A konkretniej rzecz ujmując o ostatnim mężczyźnie na Ziemi. Tajemnicza plaga zredukowała populację naszej planety do jednego osobnika, który przemierzając całe Stany stara się odnaleźć jeszcze kogoś. Bez skutku.

Wraca więc do Tucson, osiedla się w wypasionej rezydencji i zabija czas starając się nie zwariować. Możliwości ma dużo, więc nie siada z założonymi rękami tylko działa. Nie inaczej niż pewnie działałby każdy z nas, znalazwszy się w podobnej sytuacji. No może tylko na basen przerobiony na kibelek mało kto by wpadł.

Odcinki są krótkie, bo 20-minutowe (taki sitcom bez śmiechów z taśmy i z ambitniejszym podejściem do rozśmieszania), ale już po tych dwóch epizodach widać, że pomysłu nie ma więcej niż na połowę tego czasu. Nie zaprzeczę, że sam pomysł jest ciekawy i w pierwszym odcinku dobrze się sprawdza zapewniając sympatyczną rozrywkę, ale co dalej?

No dalej to już sami twórcy odpowiadają, że nic się nie wymyśli w temacie „ostatniego człowieka” podsuwając mu kobietę. W tym momencie pomysł na serial zostaje oficjalnie zabity, a z listy płac widać, że tych towarzyszy niedoli będzie jeszcze więcej. Za chwilę więc zrobią się z tego „Ostatni ludzie na Ziemi”, a to już niczym nie różni się od innych seriali, w których też głównych bohaterów jest nie więcej niż kilku. Tylko widoki opuszczonej Ziemi będą oryginalne.

Zastanawiałem się przed seansem, jak to pociągną, bo myślałem, że się nie da. I rzeczywiście: nie da się. Z serialu z intrygującym punktem wyjścia został już tylko serial, jak każdy inny.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl