Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Drive

Nie jestem tym filmem zachwycony. To nic złego. Zachwycam się zaledwie kilkoma filmami i brak przynależności do tego ekskluzywnego grona wcale nie oznacza, że film powinien sobie strzelić w łeb. Nie powinien. Zachwycać nie można się co drugim filmem, bo wtedy takie zachwyty byłyby nic nie warte. Zachwycać można się rzadko i trzeba się cieszyć, gdy rocznie trafi się jeden, dwa zachwycające filmy. A często nie trafia się żaden. No i „Drive” nie jest dla mnie zachwycającym filmem. I nie wspominam seansu z wypiekami na twarzy ani nie mam zamiaru krzyczeć, że w końcu, W KOŃCU coś nowego, świeżego pojawiło się w kinie. Coś, co ogląda się z walącym sercem od początku do końca i japę rozdziawia coraz bardziej. Bo tak nie było w moim przypadku.

Co nie zmienia faktu, że jest to bardzo dobry film, którego najprostszą miarą jest to, że wciąż mi siedzi we łbie i go sobie wspominam. I zastanawiam się, czemu się nie zachwycam, skoro tak wielu się zachwyciło. I nie wiem.

Nie słuchajcie, gdy ktoś Wam będzie wmawiał, że „Drive” to przedstawiciel zupełnie nowego filmowego gatunku, bo to bzdura. Wszystkie filmowe gatunki już zostały wymyślone i wszystkie filmowe klisze zostały naświetlone i zdarte. Obym był złym prorokiem, ale myślę, że nic nowego w kinie nas już nie czeka, bi wszystko już było. Także i „Drive” nie otwiera żadnej nowej furtki, bo umówmy się – jeden taki film jak „Drive” to dobrze, ale kilka takich filmów, to już mniej dobrze, a nawet źle. Bo wolne tempo i dialogi wykastrowane do zera to nie jest pomysł na coś nowego. Zachwycające (niektórych) raz, w wielu dawkach przestanie zachwycać i to dość szybko.

No ale ostatecznie wszystko co przyniesie przyszłość nie jest zmartwieniem „Drive”.”Drive” niech się martwi o siebie, a o tego nie musi robić, bo już wygrało. I to wygrało słusznie, bo narzekanie na ten film uważam za bzdurę, ewentualnie standardowe niezrozumienie („idźcie oglądać „Rambo”, to film dla Was” 😉 ). Może się nie podobać, nie trafić w gust, zanudzić – ale złym filmem na pewno nie jest!

Nie jest też filmem cokolwiek odkrywającym dla kina. To taki „Leon Zawodowiec” nakręcony przez Michaela Manna z czołówką z „Blade Runnera” i makabrą podebraną od braci Coen. Nihil novi.

Potrafię sobie z łatwością wyobrazić, że powolne tempo wybuchające makabrą i podlane pulsującą muzyką rodem z lat 80. urzekło i urzeknie wielu. Że dadzą się zahipnotyzować i w kinie przeżyją katharsis. Tak, potrafię to sobie wyobrazić. Ale ja niestety nie stałem się tego udziałem. 8/10.
(1262)

PS. No co? Niestandardowy film to i recka niestandardowa 😛

PS2. Mam dziwne wrażenie, że czas może podnieść moją ocenę „Drive” :)

2 odpowiedzi

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.