Droga [The Road]

Chwalmy Pana! Obejrzałem film!
Chwalmy Pana! Piszę reckę!

[Cały akapit mojego marudzenia zredukowany łaskawie do tylko tego jednego zdania.]

Źle się dzieje w państwie ziemskim. Nadciągnęła apokalipsa i zmiotła wszystko z powierzchni ziemi. Ostało się trochę drzew, ku szczęściu garstki survivorów wody jest pod dostatkiem, ale co z tego skoro strach wyściubić nos, bo zaraz można wpaść pod nóż krwiożerczych hord kanibali wycinających w pień wszystko, co tylko nawinie im się pod muszkę. W tej ponurej rzeczywistości przyszło żyć bohaterom filmu opartego na powieści Cornika McCornika, którego to to dla kina odkryli bracia Coen ekranizując jego „To nie jest kraj dla starych ludzi„. Ojciec i syn podążają przed siebie ku mitycznemu „południu”, gdzie nawet nie wiadomo, czy coś lepszego na nich czeka.

Cóż, to nie jest film dla ludzi szukających rozrywki. Niesie co prawda wraz ze sobą jakąś tam nadzieję, ale ja tam nie mam wątpliwości – gdyby przyszło mi żyć w takiej rzeczywistości to skorzystałbym z uprzejmości kuli czekającej na mnie w bębenku kolta. Co innego dzielny ojciec, który robi wszystko by nie tylko samemu nie stracić nadziei, ale i udzielić choć trochę optymizmu swojemu synowi, któremu przyszło wychować się już w tej post apokaliptycznej scenerii. Scenerii szarej, burej, brudnej, błotnistej i przede wszystkim niebezpiecznej. Pełnej zagrożeń zgotowanych garstce tych którzy przeżyli przez, jakże by inaczej, ludzi. Przeżyj albo zostań zjedzony – wybór jest prosty.

„Droga” to film dość ciężkostrawny, ponury i stosunkowo rozlazły. Rozlazł się jednak w ten pozytywny sposób, dzięki któremu choć wiele się na ekranie nie dzieje, to jednak z zaciekawieniem czekamy na to, co przyniesie jego dalszy ciąg. Głównie jest tak za sprawą kapitalnego klimatu, jaki udało się stworzyć twórcom filmu. Nie miałem ani przez chwilę zastrzeżeń, że oglądam jakieś komputerowe krajobrazy (choć pewnie było ich więcej niż sądzę i podejrzewam) i nic w podobny deseń. A wszystko to udało się dokonać w sposób łatwy i prosty – znaleziono jakiś zabłocony middle of nowhere wiatrołom i przyjechano tam na jesieni. I voila – fallout. Do scenerii doszło też to, że szybko zżyłem się z bohaterami (choć łatwo nie było, głównie synek jakiś taki nie tego był – ale chyba każdy by był nie tego w takiej sytuacji) i szczerze co dziesięć minut miałem stracha, że ich złapią i zjedzą. Wczułem się w sytuację i każde zagrożenie powodowało u mnie zwiększone tętno. A chyba trudno o lepszy komplement dla filmu. Szczególnie że dawno nie widziałem filmu, którego bohaterowie nie byliby mi obojętni. Martwiłem się wiec o nich, choć jakoś nie byłem w stanie podziwiać ich zawziętości w chęci przeżycia – jak mówię, ja bym sobie jednak w łeb palnął. Bo do kanibali bym się nie mógł przyłączyć – nie lubię widoku krwi :)

„Droga” to film z reservoirdogsowego gatunku „my way or highway”. Albo się go polubi i szybko wciągnie się w klimat, albo uzna za największą nudę wszech czasów. Bo tak po prawdzie jest to sztuka rozpisana na dwóch tylko aktorów z praktycznie jednym miejscem akcji. Gdzieś tam towarzyszą im Charlize Theron, Robert Duvall, Guy Pearce (zrobiłem WTF-aka na creditsach; domyślam się kogo zagrał, ale nadal nie odnajduję podobieństwa) oraz bandy kanibali, ale w walce o przetrwanie kibicujemy tylko im i nikomu innemu.

Czasem „Drodze” blisko było do maksymalnej oceny, ale jednak ze dwa raz bliski byłem lekkiego przewinięcia filmu do przodu. A przede wszystkim nie podoba mi się jego zakończenie, które uważam za bzdurne. Tak jak i klika pojedynczych scenek nie mających jednak wpływu na cały film. Stąd 5(6).

Po seansie jestem już pewien, że nie tylko Lenin jest wiecznie żywy, ale i Coca Cola.
(980)

A na koniec żarcik rozładowujący ciężką atmosferę recenzji filmu z ciężką atmosferą. Takie cuda mi wpadły pod myszkę, gdym sobie myszkował po sieci w poszukiwaniu info o filmie. O TUTAJ:

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.