Archiwum tagów Fakty – tak te autentyczne

An American Crime feat. The Girl Next Door

An American Crime feat. The Girl Next Door

26 października 1965 roku do drzwi jednego ze skromnych domów w Indianapolis zapukała policja. Trafiła tu nie pierwszy raz, ale tym razem miała solidne podstawy do tego, by spodziewać się odnalezienia śladów przestępstwa. Odpowiedź na telefon, w którym anonimowy rozmówca zawiadomił o tymże przestępstwie przyniosła brutalne odkrycie. W piwnicy więziona była 16-letnia Sylvia Likens, a jej oprawcami okazali się blisko ...

Czytaj dalej »

Dlaczego wolę Lockout od Lincolna

Dlaczego wolę Lockout od Lincolna

Obejrzałem wczoraj dwa wymienione w tytule wpisu filmy na L. Jeden z nich obsypany nominacjami do Oscara, drugi wymyślony przez Luca Bessona, który średnio co trzy dni wymyśla jakiś film. Jeden pełen aktorskich kreacji na najwyższym poziomie, drugi aktorstwo zrzucający na trzeci plan daleko za mięśnie napakowanego jak kabanos Guya Pearce’a. Jeden z misternie napisanym scenariuszem, w którym jego autor ...

Czytaj dalej »

Operacja Argo [Argo]

Operacja Argo [Argo]

Bardzo często tu powtarzam, że bardzo duże znaczenie (o ile nie największe) w pozytywnym odbiorze filmu mają jego pierwsze minuty. Jeśli od początku coś zaskoczy (można rozumieć dwojako, wedle uznania), to potem już spora szansa na to, że do końca seansu będzie dobrze. Oczywiście często zdarza się tak, że twórcom wystarczyło pomysłu tylko na pół godziny, a potem akcja i ...

Czytaj dalej »

Jesteś Bogiem

Jesteś Bogiem

Zdaję sobie sprawę, że często określenie „jak na polski film” jest dla każdego polskiego filmu lekko obraźliwe, ale nie sposób przed nim uciec w tym przypadku. Bo jak na polski film „Jesteś Bogiem” jest pozycją z pewnością godną uwagi. Uciekającą od taniej rozrywki i nie starającą się za wszelką cenę wkupić w łaski widza cool tekstami (choć nad dialogami pasowało ...

Czytaj dalej »

Atakujemy 1400

Atakujemy 1400

Nie wiem, co mnie podkusiło do ataku na to 1400. Jakie 1400? No 1400 recenzji na Q-Blogu. W tej chwili brakuje do tej liczby tylko 14. Tylko i aż. Bo napisanie czternastu recek za jednym zamachem to nie takie hop siup, jakby się to mogło wydawać. Przy piątej/szóstej nadchodzi kryzys, a do końca w takim momencie jeszcze daleko. No ale ...

Czytaj dalej »

Red Tails

Red Tails

Nie mają szczęścia do filmów chłopaki z Tuskegee, ale też ich historia jest raczej trudna do przeniesienia jej na ekran bez popadania w banał. W związku z czym najpierw był dość marny film telewizyjny, a teraz przyszedł czas na dzieło z rozmachem dużo większym, ale też nie do końca spełniający moje nadzieje w nim pokładane. A były spore – to ...

Czytaj dalej »

REC 3 Genesis plus The Lady

REC 3 Genesis plus The Lady

Zawiodłem się. Nie wiem teraz tylko dlaczego. Może dlatego, że pewnych pięciu panów skutecznie psuło klimat seansu i automatycznie dostroiłem się do ich odbioru filmu, a teraz wydaje mi się, że miałem o nim podobne zdanie jak i oni. Czyli kpiące. A może dlatego, że pierwszych dwóch części nie pamiętam aż tak, żeby mieć jakąś ciągłość i automatycznie wyłapywać nawiązania, ...

Czytaj dalej »

La casa muda

La casa muda

Kolejny z filmów opartych na prawdziwych wydarzeniach. Nie! (ach, to amerykańskie poczucie humoru). W połowie lat czterdziestych w domu w jednej z urugwajskich miejscowości znaleziono dwa okaleczone ciała z wydłubanymi oczami. Nikt do dzisiaj nie wie, kto dokonał tego morderstwa i w ogóle ococho. Przyszedł pan reżyser i postanowił opowiedzieć swoją wariację na temat wydarzeń, które doprowadziły tajemniczych denatów do ...

Czytaj dalej »

Goon, Megan Is Missing

Goon, Megan Is Missing

Dzisiaj o dwóch filmach skrajnie różnych, które łączy jeden wspólny mianownik – obydwa oparte są na faktach. Jeden chyba bardziej, drugi jak cię mogę. Goon Czyli film oparty na faktach bardziej. Nie guglowałem za tematem, więc cała sprawa może być zręczną manipulacją, choć wątpię. Na napisach końcowych są archiwalne urywki z meczów hokejowych z naszym bohaterem i wątpię, żeby komuś ...

Czytaj dalej »

Moje półtorej godziny z Marilyn

Moje półtorej godziny z Marilyn

Taka ikona, a ja chyba nigdy nie nauczę się, że pisze się Marilyn, a nie Marylin… Jeśli istnieje jakaś dziejowa sprawiedliwość to podczas seansu „Mojego tygodnia z Marilyn” byłem jej świadkiem. Otóż okazało się w końcu, że warto było wybrać się do teatru na „Personę Marilyn”, bo teraz byłem od razu zorientowany kto to Paula Strasberg, co pomogło w oglądaniu ...

Czytaj dalej »