Predator: Prey, Prey (2022), rez. Dan Trachtenberg. Disney+
Predator: Prey, Prey (2022), rez. Dan Trachtenberg. Disney+

Predator: Prey. Recenzja filmu Prey. Disney+

Raczej nie ma większych wątpliwości, że Predator: Prey to najlepsza ze wszystkich „kontynuacji” oryginalnego Predatora, jakich nazbierało się przez lata całkiem sporo. To dobre kino i tutaj również nie ma wątpliwości. (Zgadza się jednak, „ale” wisi w powietrzu.). Ale film Dana Trachtenberga nie jest aż tak dobry jak wskazywałyby na to pierwsze, entuzjastyczne recenzje. Recenzja filmu Predator: Prey. Disney+.

O czym jest film Predator: Prey

Naru (Amber Midthunder) to zdolna łowczyni z plemienia Komanczów, której patriarchalne środowisko każe siedzieć w kuchni i gotować dla wodza leki z pomarańczowych kwiatków. Naru ma jednak większe ambicje i chce za wszelką cenę zająć się zawodowym łowieniem zwierzyny. Bez przejścia egzaminu zawodowego będzie to bez większych wątpliwości niemożliwe. Czekając na dogodny moment swojej inicjacji, Naru zauważa na niebie dziwne znaki. Coś zdecydowanie wisi w powietrzu, by potem w niewidzialnej formie rozpocząć polowanie na Wielkich Równinach. Gdy jeden po drugim zaczynają ginąć miejscowe drapieżniki, myśliwi z plemienia Komanczów są przekonani, że za obdzieraniem ze skóry miejscowej fauny stoi niedźwiedź, bądź grasująca w okolicy puma (polskie napisy każą nam wierzyć, że lew, ale mam wątpliwości). Tylko Naru zauważa, że za chwilę będą mieć do czynienia z czymś o wiele bardziej krwiożerczym. Pytanie, czy ktoś w ogóle weźmie ją na poważnie? Na wypadek, gdyby nie, dziewczyna przygotowuje zabójczy tomahawk na sznurku.

Zwiastun filmu Predator: Prey

Recenzja filmu Predator: Prey. Disney+

Niby człowiek wiedział, a jednak się łudził – wypadałoby teraz napisać, choć to mocno krzywdzące stwierdzenie dla filmu Dana Trachtenberga (Cloverfield Lane 10). Sugerowałoby bowiem, że coś z nim jest nie tak. A z filmem Predator: Prey z grubsza nic nie jest nie tak. Ot, wspomniane wyżej pierwsze recenzje, rozpaliły apetyt na coś, przed czym siadasz, wsiąkasz w ekran i co chwilę zachwycasz się głośnym „ojapierdolę, czad!”. Czyli z grubsza oglądasz to tak, jak na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku Predatora Johna McTiernana. To se ne wrati, przestańmy się łudzić.

O oryginalnym Predatorze pisałem tu już pewnie ze sto razy. Młody byłem, do kumpla poszedłem w odwiedziny takiego, co to miał już magnetowid, filmy oglądaliśmy. Nie lubiłem wtedy krwawych filmów, bo pewnie się ich bałem czy coś. Może spać po nocach nie mogłem, nie pamiętam. On zaproponował Predatora, a ja zapytałem, czy aby na pewno nie jest krwawy. Nie no, skąd – zapewnił kumpel, który już go widział z siedem razy pewnie, bo w sumie miał może ze cztery filmy (Klejnot Nilu, Trzech mistrzów i jeszcze jakiś horror; starzy zapewne mieli też jakiegoś pornosa, bo wtedy każdy miał jakiegoś pornosa). Uwierzyłem. Dwudziesta minuta filmu, kilka obdartych ze skóry trupów wisi na drzewie… Obejrzałem jednak do końca, a wspomnienie jest tak żywe, że czuję niemal zapach pustego pokoju, w którym go oglądaliśmy. Rodzice kumpla byli przy kasie, pachniał inaczej niż mój pokój (pokój, nie kumpel :P).

Nie da rady, żeby powtórzyć podobny seans współczesnego filmu. Predator: Prey już na starcie był więc bez szans, stąd pewnie ta moja trochę kpiąca recenzja. Ale mogę sobie pozwolić na tę sympatyczną kpinę, bo napisałem na początku: to najlepszy z Predatorów od czasu oryginału.

Pomysł na przeniesienie akcji Predator: Prey na początek XVIII wieku był cokolwiek ryzykowny, ale uzasadniony, bo w poprzednich filmach była już zdaje się mowa o tym, że Predatory odwiedzały naszą planetę od czasów średniowiecza. Budzić mógł jednak wątpliwości, bo wyobrażając sobie arniowego Predka przeniesionego do bodaj 1719 roku wydawać by się mogło, że Indianie z toporkiem nie mają z nim za dużych szans. No ale szybko okazuje się, że choć Predatory latają już w kosmos, to jednak nie są aż tak dobrze rozwiniętym gatunkiem jak trzysta lat później. Dalej posiadają cały arsenał nowoczesnej broni, ale jest ona jakby mniej nowoczesna niż później. A przy okazji na Ziemię wybrał się chyba jakiś mniej zdolny Predator, bo mimo tej całej przewagi technologicznej, co chwilę ktoś go rani mniej lub bardziej poważnie. To z jednej strony wyrównuje szanse dzielnych Indian w walce ze stworem z kosmosu, ale z drugiej trochę za bardzo sprawia, że nasz groźny Predator przypomina Ghostface’a z Krzyku. On też był groźny i krwawo zabijał, ale co chwila ktoś mu kopa w jaja zasadził albo zepchnął na niego fortepian po schodach (tak, wiem, to nie ten film). Jednym słowem nie jest ten nowy/stary Predator jakąś niezniszczalną maszyną do zabijania, przez co łatwiej dobrać mu się do skóry. Czy to źle? Nie wiem. Na pewno nie byłoby sensu kręcić tego filmu, gdyby nie dało się Predatora pokonać. No ale może warto byłoby się przy tym jednak namęczyć trochę bardziej. Nie zrozumcie mnie źle, to nadal prawdziwa mordęga granicząca z niemożliwością, ale momentami wydaje się odwrotnie niż w pierwszym Rambo, gdzie to nie oni go tropili, to on na nich polował.

Co jednak najważniejsze, poza tym XVIII-wiecznym settingiem, nie ma w filmie Predator: Prey żadnego udziwniania. To powrót do korzeni serii, w których chodzi o polowanie. Jest zwierzyna, jest drapieżnik, kamera akcja, jedziemy. To ważne, bo takim właśnie niepotrzebnym kombinowaniem zepsuto poprzednie filmy o Predatorach. Tutaj nie ma po tym ani śladu. Granice filmowej fabuły zostają wyznaczone bardzo szybko, a potem rozpoczyna się polowanie, które potrwa do zakończenia.

Realizacyjnie Predator: Prey został nakręcony niemal perfekcyjnie. Lasy, równiny, wzgórza i pozostały krajobraz Wielkich Równin wyglądają na ekranie pięknie i przyjemnie jest pooddychać tym powietrzem w przerwach pomiędzy rozpierduchą. Nie martwcie się, Predator będzie miał kogo zabijać i ofiar mu nie zabraknie, czego można by się obawiać po pierwszych zajawkach. Rozpierducha wygląda na ekranie efektownie, choć można by powzdychać za prawdziwą krwią, no i lepiej animowanym niedźwiedziem. Do oglądania Predator: Prey jest prawdziwym cukiereczkiem, więc trochę szkoda, że na duży ekran nie trafi. Z drugiej strony chyba znalazł odpowiedni balans pomiędzy tym, co tylko na mały, a tym, co tylko na duży ekran.

No i ma sympatycznego pieseła. Zdecydowanie jestem więc na tak, choć skłamałbym, że piszę tę recenzję z wypiekami na twarzy po zakończonym seansie.

(2542)

Raczej nie ma większych wątpliwości, że Predator: Prey to najlepsza ze wszystkich „kontynuacji” oryginalnego Predatora, jakich nazbierało się przez lata całkiem sporo. To dobre kino i tutaj również nie ma wątpliwości. (Zgadza się jednak, „ale” wisi w powietrzu.). Ale film Dana Trachtenberga nie jest aż tak dobry jak wskazywałyby na to pierwsze, entuzjastyczne recenzje. Recenzja filmu Predator: Prey. Disney+. O czym jest film Predator: Prey Naru (Amber Midthunder) to zdolna łowczyni z plemienia Komanczów, której patriarchalne środowisko każe siedzieć w kuchni i gotować dla wodza leki z pomarańczowych kwiatków. Naru ma jednak większe ambicje i chce za wszelką cenę zająć…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali:

Podsumowanie: Początek XVIII wieku. Indianie z plemienia Komanczów zostają zmuszeni do walki z krwiożerczym Predatorem z kosmosu. Niemal perfekcyjnie zrealizowane kino, które dobrze się ogląda i w którym po raz pierwszy od premiery oryginalnego „Predatora” dostajemy to, czego należy oczekiwać po tym cyklu: krwawej rozgrywki pomiędzy drapieżnikiem, a jego ofiarami.

22 odpowiedzi

  1. frank drebin

    Eh, oglądanie pierwszego Predatora się nie zapomina, odwrotnie niż fabuły i zawodu jaki sprawił drugi Predator :) Fakt, takie filmy oglądało się po kilkanaście razy – kilka samemu i reszta z zaproszonymi gośćmi – magnetowid to jednak rzadkość był co, tak naprawdę, zmieniło dopiero pojawienie się tanich odtwarzaczy vhs. A ja, do dziś pamiętam swoje pierwsze w życiu obejrzane filmy – Mad Max oraz Klasa 1984, oba u wujka kumpla i oba mnie rozszarpały, czegoś takiego nie widziałem w naszej tv. potem był Rambo 1 i Rambo 2 a pierwszym filmem obejrzanym na własnym (tzn. rodziców) Panasonicu za 539 $ zPewexu byli chyba Szpiedzy tacy jak my, do dziś kocham ten film.

    A co do nowego Predka to obejrzę, jak każdego, i jak każde sensowne scifi a i nie tylko ty piszesz, że fajny jest. Trochę wkurza mnie ta poprawność każąca główną rolę dać kobiecie (obowiązkowo silnej i sprytnej) ale nie mam z tym żadnego problemu. Ot, wkurza mnie powszechność i nachalność tego zjawiska a nie silne kobiety, bo tych było całkiem sporo we wcześniejszej kinematografii. Taka sztuka z klucza zawsze kojarzy mi się z komuną. Obyśmy nie dożyli czasów kiedy obsada będzie procentowo z klucza dobierana do filmu zanim jeszcze powstanie scenariusz (pisany przez 12 scenarzystów). Ma być główna rola silnej kobiety (dobrze aby była czarną lesbijką), ma być czarny naukowiec czy inny profesor, ma być 30% lgbt (obowiązkowo jako ci dobrzy), wszystkie role badgajów dać białym mężczyznom. Azjatę też gdzieś wcisnąć żeby Chińczycy zasilili kina.
    A kiedyś jakiś Columbus czy inny Lucas przez lata udoskonalali w myślach fabułę filmu :)

  2. Pomimo pozytywnych opinii nie wierzyłem w to, że kolejny film z tej serii będzie dobry. Nie to, że nie wierzyłem w reżysera Dana Trachtenberga, bo zrobił dość dawno temu, czyli w 2016 roku, dobry 10 Cloverfield Lane też z twardą laską graną przez Mary Elizabeth Winstead. Zaskoczony jestem, że prequel Predatora to dopiero jego drugi film. Nie miałem nic przeciwko temu, że mała Indianka będzie walczyć z wielkim łowcą, ale nie byłem pewien poziomu filmu, bo Amber Midthunder to był jeden ze słabszych elementów świetnego serialu Legion, ale w prequelu Predatora dobrze wypadła. Nie przeszkadzało mi, że dostaniemy walkę niesprawiedliwą, jak Dawida z Goliatem, bo w filmie McTiernana przepakowani macho z lat 80 nie dali łowcy rady. Chodzi mi o to, że Arnold pokonał Predatora nie siłą nowoczesnej broni, tylko metodami jak ze średniowiecza, jak jakiś Tarzan, czyli prymitywną bronią, i sprytem. Podobnie jest w tym filmie.

    Choć nie wiem czy Prey, czyli Zdobycz/Ofiara odnosi się do Indianki czy raczej do łowcy, bo kosmita zbiera niezłe wciry. Ale kupuję wyjaśnienie, że to pierwsza wyprawa Predatora na Ziemię, widzimy jak bada naszą planetę, zwierzęta, i nie traktuje poważnie Indianki, nie traktuje Naru jako zagrożenia, co okaże się dla niego błędem. Naru też nie jest przepakowana, jest silna na miarę swoich możliwości, wykazuje się sprytem, ale też popełnia błędy, ma trochę szczęścia, nie wszystko się jej udaje. Naru to nie jest Arnold w spódnicy.

    Super że dostaliśmy trochę innego łowcę, który ma nowe zabawki, choć jak się dzieje wcześniej to takie bronie powinni mieć łowcy w filmach z Arnoldem i Gloverem. Jest to dobra produkcja i jedynie przyczepię się do tego, że zwierzęta są CGI, ale nie ma takich scen za dużo. Film mógłby polecieć w kinach, ale przez to jak to nierówna seria to nie dziwię się, że wrzucili Prey na Disney+. Jest to lepszy film od dzieła Blacka, co nie było trudne, ale też żadne arcydzieło, ani dorównujące Predatorowi 1 i 2 (uwielbiam dwójkę, prawie tak samo jak jedynkę, oczywiście jest nawiązanie do wiadomej sceny z Predatora 2). To nie jest najlepszy film z całej serii, bez przesady z tymi mega pozytywnymi opiniami, ale dobry, z tym się mogę zgodzić. Ocena: 7/10.

    Film można też na D+ obejrzeć w języku Komanczów, taka wersja jest w dodatkach, a dubbingują ci sami aktorzy, którzy grają w filmie.

    A co do wcześniejszych filmów to nie do końca rozumiem popularności u niektórych widzów Predators, bo to prawie że remake jedynki, tylko że akcja dzieje się na innej planecie jak Ziemia. Choć w sumie to każdy z tych filmów, nie liczę AVP, to są remaki, czyli łowca poluje na ludzi, tylko się sceneria zmienia.

    Z filmem Blacka to jak średnio mi wszedł, to rozumiem co chciał zrobić. Pewnie chciał oddać kllimat filmów z macho z lat 80, które są campowe i kiczowate miejscami, pełne sucharów, nieśmiesznych żartów, i przepakowanych facetów, którzy się testują kto ma wiekszego, i poszedł tak daleko w tej formule, że zrobił parodię kina akcji lat 80. Ale nie do końca to wyszło. Film jest chaotyczny i przedobrzony w wielu elementach. Do AVP nigdy nie wracałem, a P 1 i 2 widziałem wiele razy i dla mnie jedynka najlepsza a dwójka zaraz za nią.

  3. Ładne zdjęcia, fakt. Tempo też dobre. No i z grubsza tyle dobrego. Muzyka biedniejsza niż CGI miś. Fabuła ma tyle głupot, że można by z 5 filmów Netflixa obdzielić, a Predzio w tym filmie jest ewidentnie intelektualnie upośledzony i zachowuje się jak pijany dresiarz na dyskotece. Od początku wiadomo kto przeżyje, kto wygra, film tak się skupia na głównej laseczce, że cała reszta to tylko mięso armatnie, którego los nikogo nie obchodzi. Taa… wiem, że dwójce wiele brakowało do ideału, a ten z Pianistą to taki remake jedynki w sumie, ale… chyba i tak wypadają ciut lepiej w ogólnym rozrachunku.

  4. Quentin

    @frank drebin
    Ja tam nigdy złego słowa na drugiego „Predatora” nie powiedziałem, ale też nie oglądałem go już chyba po epoce VHS-a, kiedy mi się podobał. Grali w nim moi ulubieni wtedy aktorzy – Ruben Blades i Maria Conchita Alonso – o czym świadczy to, że nadal pamiętam ich nazwiska :). Jedyny problem, jaki z nim miałem, to… mocna scena erotyczna. Najpierw obejrzałem film sam, a potem z rodzicami. I gdy zbliżała się ta scena, hyc do łazienki, że niby chce mi się siusiu. Z tego, co potem obiło mi się o uszy, starzy się pokapowali, że specjalnie akurat na tę scenę wyszedłem, żeby nie oglądać jej z nimi i nie nasłuchać się jakichś nieprzyjemności, że takie bezeceństwa oglądam :).
    A takich czasów to już dożyliśmy. Prawie. Bardziej liczę na to, że będzie jak w przypadku PG-13. Był taki czas, że wszystkie filmy były PG-13 i jeszcze tak zrobione, żeby zadowolić dziewczęcy fandom Cumberbatchów itd. Pójdzie młodzież, pójdą dziewczyny, zarobimy. A potem wjechał „Deadpool”, zarobił kupę siana, i skapowali się, że na bluzgach i bebechach też można zarabiać i zaczęli kręcić więcej takich filmów. Trzeba więc przeczekać.
    A mocna heroina to już w pierwszym „Predatorze” była i nawet przeżyła cały film.
    Wspomnień VHS na teraz daruję, bo trochę czasu nie mam :).

    @michax
    Ja tam w Amber Midthunder wierzyłem, bo wpadła mi w oko w „The Ice Road” z Neesonem.
    Po co Predkowi inne zabawki jak dopracował sobie działko i zamiast strzał walił potem laserami :).
    Jak na moje oko, to „Prey” jest najlepszy z wszystkich kontynuacji pod względem nazwijmy to filmowym. Mnie pewnie też np. drugi „Predator” podobał się bardziej, ale nie powiem, że to lepszy film. W stosunku do jedynki był tam przeskok jak pomiędzy filmem kinowym, a prosto na VHS.
    Z filmem Blacka mam ten problem, że cały czas mam wrażenie, że za nisko go oceniłem :). Z jednej strony pamiętam, że był dość nieporadny, a z drugiej pamiętam też, że dobrze się na nim bawiłem. Musiałbym powtórkę zrobić.
    Z dubbingiem w języku Komanczów moim zdaniem ogląda się „Prey” słabo. Powinien być zrobiony w drugą stronę. Nakręcony w języku Komanczów z opcjonalnym angielskim dubbingiem. Wtedy miałoby to sens. Jakoś w „Apocalypto” sobie poradzili bez angielskiego.

    @Koper
    Ale dlaczego zabraniasz wysyłania na polowanie predatorskiego dresiarza i oceniasz to jako słabość filmu? Nie wiemy, co się wydarzyło na planecie Predatorów i kogo król Predatorów wysłał gdzie. Może właśnie była jakaś beka z tego tutaj i jak we wspomnianych wyżej „Szpiegach takich jak my” wysłali najsłabszego w całej klasie wmawiając mu, że ma super ważną misję do wykonania. Wszystkie zajebiste Predatory poleciały na lepsze planety i do lepszych cywilizacji, a tego dla beki wysłali do Indian z patykami ;).
    Z tego, co mi miga przed oczami, to głównym powodem krytyki „Prey” (choć wiele jej nie ma), jest właśnie to przywiązanie do nowoczesnego Predatora. Trochę się trzeba przestawić, że to nie to samo. Choć zgadzam się, zresztą wspomniałem o tym w recce, że wygląda to problematycznie, gdy Predzio dostaje w palnik jak Ghostface.

  5. Dlaczego oceniam to jako słabość filmu? Kirk Lazarus w „Tropic Thunder” mówił wyraźnie: „Everybody knows you never go full retard”. A oni tu zrobili z tego Predatora Full Retarda. 😀
    Twoja argumentacja byłaby dobrą linią obrony filmu, gdyby to była komedia. Niestety twórcy potraktowali temat zbyt poważnie- gdyby chociaż Latynoska… – wiem że ma ileś % indiańskiej krwi, ale meksykańskiej ponoć też i bardziej mi na Meksykankę wyglądała, a przynajmniej na Indiankę z tej drugiej Ameryki, jak znalazł do tego filmu co 16-letnia Indianka biegała topless… jak mu tam było… ach, już wiem: „The Emmerald Forest”… anyway… gdyby ona chociaż rzucała jakimiś on-linerami tam jak Arnie („Get to the wigwam!” albo co), to można by przymknąć oko na predatora-debila. No i może jakby to była komedia to można by olać inne głupoty: magiczny kwiatuszek dający niewidzialność (ale tylko na chwilę, bo jak się scenarzystom zapomniało, to już Predzio ją zaczął widzieć, a może się rozgrzała… w sumie jak na teoretyczną hipotermię to i tak nieźle zasuwała laska), pies który pojawiał się i znikał z ekranu wedle widzimisię twórców, Predzio który niczym Jason Voorhees raz był za wilkiem, raz przed (teleportacja?) i którego można było dźgać, ciąć, nawet na wylot włócznią przebić a ten nic, nawet nie kuśtykał po tym jak wlazł w pułapkę i jeszcze mu wbili w stopę coś.
    Zatem nie, główny zarzut nie dotyczy tego, że Predzio nie wyglądał jak… prawdziwy Predzio. Tylko, że fabuła jest pełna absurdów, a Predator to idiota.
    No i jeszcze że nie było porządnej muzyki (może kiedyś fani podłożą kawałki Alana Silvestriego z cz. 1 i 2, bo to rzępolenie w tle w Prey jest beznadziejne).
    I jeszcze, że te zwierzątka CGI takie trochę średnie.
    A tak poza tym to spoko film. 😛

  6. Quentin

    Nie no, full retard nie poszli, bo przecież pozabijał prawie wszystkich Indian i wszystkich Francuzów! ZTCP Midthunder ma ileś tam procent krwi Siuksów, a to to samo co Komancze ;). A co do zastrzeżeń jasonovorheesowych to odsyłam do Lesliego Vernona, choć na pewno znasz i pamiętasz.
    Pies tak, wszędzie piszą, że laska i jej wierny pies walczą z Predatorem, ale ten wierny pies to za każdym prawie razem, gdy coś się dzieje – daje w długą i tyle go widzieli.

  7. Z Predatorem, że zbiera taki oklep, to też o tym pisałem, ale nie wziąłem tego za błąd filmu, tylko rozmyślne działanie kosmitów, czyli wysłali młodzika na naszą planetę, na której wcześniej nie byli, bo sądzili, że łatwo mu pójdzie, więc wysłali kandydata na łowcę, bo uznali, że ludzie to zwierzyna, którą łatwo się pokona, ale przeliczyli się.

    Był to pierwszy predator na naszej planecie, co pokazują też sceny, jak bada i obserwuje naszą florę i faunę, jak walczy, głównie fizycznie, jak często się myli. A potem przylecieli kolejni i załatwili wszystkich w wiosce, taki widzę ciąg dalszy. Choć mój ciąg dalszy to bardzo pesymistyczne rozwiązanie, ale jak uzna się Predatora za metaforę tego co spotka Indian z rąk ludzkich to ma sens.

    Ale spotkałem się z teorią mniej pesymistyczną, że Indianka jak przylecieli kumple po swojego, to oddała głowę ich kandydata na łowcę i pistolet, czyli to co zrobili kosmici w końcówce filmu z Gloverem, któremu też podarowali pistolet. Na napisach końcowych jest scena, jak przylatują kolejni predatorzy, czyli scena o czym kolejny film mógłby być. Wiem że to dopowiadanie sobie, ale jak wie się kim są predatorzy, czym się kierują (choć aż tak honorowi nie są, to jak załatwił brata Indianki, przegrywał, więc ułatwił sobie i poszedł w niewidzialność), a scena na napisach końcowych częściowo tłumaczy skąd pistolet się wziął u kosmitów w Predator 2, to ma sens w tym uniwersum.

  8. Quentin

    Problem nie w tym, że Predek zbiera oklep, ale zbiera absurdalny oklep. Coś jakby przyleciał na Ziemię i wdepnął w klocek LEGO :)

  9. No, powybijał białasów i nastoletnich Indian, ale tylko dlatego, że mu scenarzyści włączyli GodMode. Przecież normalnie to by go ubili albo jedni, albo drudzy, bracholek bohaterki na wylot go przebił nawet a ten nic. Nawet nie kaszlnął. 😉
    Myślę, że pomysł wyjściowy otwierał drogę do ciekawszych rozwiązań. Albo można było pójść w stronę swoistego sojuszu bohaterki z Predziem przeciw białasom, albo uczynić bardziej równorzędnie bohaterami laskę i jej brata. I wówczas bracholkowi dać się naparzać z kosmitą fizycznie i bronią a koniec końców pozwolić Indiance wygrać dzięki sprytowi a nie umiejętnościom walki. No bo, nie oszukujmy się: Predator w momencie jak chwycił ją ręką za szyję powinien jej zmiażdżyć tchawicę i byłoby po zawodach. Tymczasem laska 50 kilo potrafi trzymana przez Predatora (który waży ze 3 razy tyle) się przesunąć między głazy, by się uratować przed jego „tarczą” (notabene ten głaz pewnie by pękł w którymś momencie a nie dawał się ciąć jak masło). Generalnie cały ten finalny pojedynek to jakby Andrzej Gołota w szczycie formy miał się napieprzać z Jasiem Kapelą. No, ok, może jakby pojedynek polegał na cytowaniu Sartre’a to Kapela by wygrał, ale jakby ich zamknąć na ringu i kazać się bić do oporu to niezależnie od tego jakie tam który ma IQ, przy pierwszym zwarciu siła fizyczna i masa Endrju wzięłaby górę. ;]
    I ja rozumiem, że to mogło być i ziemskie „rozdziewiczanie” łowcy, który wielu rzeczy na Ziemi nie ogarniał, ale come on- on de facto sam się zabił, po tym jak Indianka nie znająca nawet jeszcze broni prochowej etc. rozgryzła w mgnieniu oka jego kosmiczne zabawki lepiej niż on i na tyle, że kretyn sam się nimi wykończył.

  10. frank drebin

    @michax zaraz zaraz, jak to pierwszy Predek na naszej planecie??? To już AvP już nie należy do uniwersum? Tam przecież było, że od prehistorii przylatywali na Ziemię a za przeciwnika nie brali sobie indiańskiej gówniary tylko coś, co rozpierdziela spacemariners hurtowo (A2)

    @everyone uwielbam rozkminy typu „co reżyser miał na myśli” :) A może ten Predek urwał się z przedszkola?

    Dajcie spokój, ten film mógłby być jako taki reboot pierwszego Predatora, niestety pojebane czasy nakazały za przeciwnika dać mu superinteligentną nastolatkę o nadludzkiej sile i wytrzymałości, co wszystko przychodziło jej bez trudu. Jeszcze jakby promieniami z oczu strzelała to pod jakiegoś marvela możnaby podpiąć ale tu?
    To mógłby być naprawdę niezły film ale poprawność polityczna zabiła logikę i ucierpiał scenariusz.

  11. @frank drebin, nic nie pamiętam z AvP, a tym bardziej że przylatywali do nas od wieków. Byłem pewien, że pistolet, który dostał Glover w Predatorze 2 był po to pokazany, żebyśmy dowiedzieli się, kiedy kosmici pojawili się pierwszy raz na Ziemi.

  12. Quentin

    Nie no, ale już nie przesadzajmy z tą polityczną poprawnością. Pierwszy jestem do nabijania się z Idrisa Elby w roli Alberta Einsteina czy robienia żeńskiej wersji „12 gniewnych ludzi”, ale nie wrzucajmy wszystkiego do jednego wora. Dajmy czasem kobiecie porobić za nadludzką heroinę. Ktoś kiedyś podliczył, że John McClane w pierwszej „Szklanej pułapce” powinien zginąć kilkanaście razy od ran, upadków etc., ale nikt nie będzie się tego przypierdalał, wszyscy będziemy się zachwycać filmem. Ale jak laskę sponiewierał Predzio to giń, nie jesteś superwytrzymała! :)

    Nie mówiąc o tym, że 1. laska przeżyła już pierwszego „Predatora”; 2. choćby i statystycznie po pięciu filmach wypadałoby w końcu, żeby z Predziem zawalczyła laska; 3. jak rozpoznać czy coś jest spowodowane polityczną poprawnością, a nie jest? Czy gdyby dzisiaj Ripley walczyła z Obcym, to byłaby to polityczna poprawność?

  13. frank drebin

    Ale Q, sam wiesz, że tu chodzi masowo kręcone filmy z heroinami w rolach głównych i wszystkie na jedno kopyto – kobieta lepsza jest niż wszyscy mężczyźni w koło niej. Nie, że kobieta w filmie jest i gra rolę typowo kobiecą, 9na musi być kuźwa panią prezydent, generał, najlepszą policjantką w mieście itp. itd. Taka Ripley była po prostu pilotem, zwykłą kobietą, a rozwój jej postaci był w kolejnych częściach zupełnie naturalny. Noomi Rapace w Prometeuszu też była zwykłą kobietą i nie wyczyniała niczego, czego nie byliśmy w stanie zaakceptować bez robienia .urwy z logiki. I to działało, miało uzasadnienie i widz nie zgrzytał zębami podczas seansu. Zobacz dlaczego pierwszy Predator obrósł taką legendą? Bo tam nie było – ale jak? dlaczego? skąd? kiedy? A tu mamy non stop takie wątpliwości.

    A John McClane? Film wpisywał się idealnie w męskie kino z lekkim przymrużeniem oka a Prey jest zrobiony na poważnie i jedynie w co się wpisuje to „Woman Strong”.

  14. Quentin

    Noomi Rapace, z tego co pamiętam, przeprowadziła na sobie cesarskie cięcie bez znieczulenia ;). Jak mówię, jestem pierwszy do pokazywania paluchem politycznej poprawności, ale w „Prey” akurat nie czułem się jej ofiarą.

    Mężczyźni wokół głównej bohaterki popełnili błąd Predatora. Gdyby od początku doceniali powagę sytuacji, pewnie poradziliby sobie bez niej. A tak to wzięła sprawy w swoje ręce i natłukła dziadowi. Skoro jesteśmy w stanie uwierzyć, że Predatory istnieją, to czemu nie uwierzyć, że istnieją niezniszczalne panie prezydent z policji stanowej w Komanczowie?

  15. W sumie oboje są irytujący: i laska, i Predzio. Ona to kolejna Mary Sue (jak Rey w nowych Star Warsach) co wszystko umie (no, ok, oprócz ubicia królika), wszystko potrafi, na wszystkim się zna i z wszystkiego wychodzi cało. Predator to z kolei debil, ale bardziej odporny na ciosy niż T-1000 (z wyłączeniem ciosów z broni własnej, najwyraźniej tryb GodMode nie oferuje ochrony przed samobójstwem). Jest jeszcze pies, który w pułapkę wpada ogonem (sic!), a tak poza tym to pojawia się i znika, jakby dysponował jakimś teleporterem.

    Odświeżyłem sobie dziś pierwszego, niepowtarzalnego Predatora. McTiernan nakręcił go w czasach gdy testosteronowi mięśniacy rządzili kinem i co zrobił? Choć film zaczyna się jak jakaś Delta Force ileś-tam, z megapaką mięśniaków (dwóch gubernatorów i Apollo Creed w składzie) która rozchrzania całą ekipę partyznatów, to szybko ten schemat kina akcji lat 80. zostaje obrócony o 180 st. i niezniszczalni z pozoru bohaterowie stają się ofiarami Predatora, a sam Arnie, żeby przetrwać musi w pewnym momencie salwować się paniczną ucieczką. A finalnie wygrywa podstępem, bo wcześniej znów zbiera oklep od Predzia.

    A tu się okazuje, że 200 lat wcześniej Predatora lała jak chciała indniańska Mary Sue. Kto by się spodziewał… :]

    A w ogóle to pierwszy Predator wyprzedzał swe czasy poprawnością. W drużynie było dwóch czarnoskórych, latynos i Indianin. No i babeczka się przyłączyła. LGBT wprawdzie nie stwierdzono, ale kto wie czy przyjaźń tego co się ciągle golił i Jessiego Ventury była ino platoniczna… 😉
    I nawet czarny nie zginął pierwszy. No, ok, pierwszy zginął BLACK… ale to był Shane BLACK, który był jednak (i ciągle jest) białasem, więc znów McTiernan zadrwił ze schematu. 😉

    A „Prey” co? W ogóle nie wyprzedza swoich czasów, ino wpisuje się w nie, mając dokładnie te same cechy, które w dzisiejszych produkcjach potrafią cieszyć oko (dopieszczone zdjęcia, efektowne sceny akcji), jak i wszystko to, co irytuje (odporność bohaterów rodem z Marvela, Mary Sue, ścieżka dźwiękowa bez wyrazu, zwierzaczki CGI…).

  16. Ja również z niecierpliwością czekałam na nowego Predatora. Miałam obawy, czy głowny bohater, a raczej bohaterka da radę, wszak kobieta nigdy nie walczyła z obcym. Zazwyczaj byli to twardzi maczo. Tutaj jednak widać, że film został „skobiecony” Widać to po samej scenerii, ale i krajobrazach, które bądź co bądź są diablo piękne :) Ogólnie film ogląda się miło i łza kręci się w oku kiedy widzimy „przyjaciela” z dawnych lat w akcji, chociaż gdyby główną rolę dostał facet wyszłoby chyba lepiej.

  17. Quentin

    @Koper
    Drugi „Predator” też wyprzedza swoje czasy poprawnością. Z Predkiem walczą Afroamerykanin i dwoje Latynosów, a białas jest typowym „token black guyem” :).

  18. Quentin

    @gabrrrysia
    W sumie tak sobie teraz myślę, że chyba nie zostało to jasno powiedziane i niewykluczone, że nowy Predator też był kobietą? Sporo by to wyjaśniało ;).

  19. @Quentin
    Prawda. :] Chociaż żeby nie było tak dobrze, badguyami (w ramach wojny gangów) też są latynosi z Kolumbii i czarnoskórzy Jamajczycy. 😉
    Zaś Maria Conchita Alonso w starciu z Predatorem wychodzi cało tylko dlatego, że jest w ciąży – jakaś propaganda pro-life? ;):D
    A tak w ogóle to P2 (bo też żem sobie odświeżył) fajny jest, ale aktorstwo jakieś takie drewniane (poza Gloverem i Buseyem), dialogi też, parę rzeczy karykaturalnych niczym Francuzi w „Prey”, oryginalnością tez to nie grzeszy (próba schwytania Predatora to pod względem sposobu budowania napięcia kopiuj-wklej ze sceny z marines z „Aliens”) a i głupotek parę jest dość poważnych (z finałowym statkiem ukrytym pod budynkiem w LA na czele).

  20. Trochę się zawiodłem ale tak czy owak zawsze warto oglądać i powspominać…
    Kiedyś kino było inne.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl