Ucieczka z Mogadiszu, Escape from Mogadishu (2021), reż. Seung-wan Ryoo. Amazon Prime.
Ucieczka z Mogadiszu, Escape from Mogadishu (2021), reż. Seung-wan Ryoo. Amazon Prime.

Ucieczka z Mogadiszu. Recenzja filmu Escape from Mogadishu

Południowi Koreańczycy potrafią kręcić filmy, ale nie potrafią wybierać swoich kandydatów do Oscara. Brzmi to karkołomnie po kosmicznym oscarowym sukcesie Parasite, ale takie są fakty. Dowód nad wyraz wyraźny widać w wyborze do walki o tegorocznego Oscara filmu Ucieczka z Mogadiszu. Recenzja filmu Ucieczka z Mogadiszu. Amazon Prime.

O czym jest film Ucieczka z Mogadiszu

Rok 1991, Somalia. Choć ambasada Korei Południowej została założona w Somalii stosunkowo niedawno, to koreańscy dyplomaci robią, co się tylko da, by Organizacja Narodów Zjednoczonych dostrzegła ich działania i przyjęła Korę Południową do grona jej członków. O wiele lepiej na krnąbrnym afrykańskim kontynencie radzą sobie jednak dyplomaci z Korei Północnej, którzy zabiegają o to samo i zawsze są o krok przed swoimi południowymi (nie)kolegami. Tymczasem sytuacja polityczna w Somalii wrze aż w końcu wybucha. Rebelianci rzucają wyzwanie rządowym wojskom i rozpoczyna się krwawa walka o władzę. W samym jej środku znajdują się dyplomaci z obydwu Korei. Aby bezpiecznie opuścić kraj będą zmuszeni do współpracy.

Zwiastun filmu Ucieczka z Mogadiszu

Recenzja filmu Ucieczka z Mogadiszu

No wiem, tak całkiem z dupy akurat taka recenzja, ale pomyślałem, że będzie dobrą okazją do ponarzekania na to, jak to bardzo zapóźniony jestem z kinem koreańskim czy indyjskim, których już prawie wcale nie oglądam. Żartuję, nie będę narzekał.

Co oczywiste, główne zainteresowanie akurat tym tytułem pojawiło się u mnie za sprawą koreańskiej nominacji tego filmu do Oscara. Poza tym lubię tematykę afrykańską, więc seans wydawał się oczywistością. Dawno temu zacząłem więc Ucieczkę z Mogadiszu oglądać, ale ponieważ było już późno, filmu nie dokończyłem. Obejrzałem tyle, żeby wiedzieć, że o żadnej dalszej nominacji do Oscara być nie może. I rzeczywiście, film został potem pominięty w ostatecznych nominacjach. No cóż za zaskoczenie!

I byłbym Ucieczki z Mogadiszu nie skończył, ale okazało się, że mają ją na Amazon Prime, no to zapuściłem. Szczególnie że jest z lektorem, a dziwnym trafem, jeśli chodzi o filmy z Korei Południowej to wolę oglądać je z lektorem.

Jestem trochę niesprawiedliwy dla południowokoreańskiej kinematografii, choć wychwalam ją od prawie dwudziestu lat (nie tak jak Wy, co zaczęliście słuchać Metalliki dopiero po Master of Puppets w Stranger Things!). Bo choć rzeczywiście nie potrafią wybierać swoich kandydatów do Oscara (Parasite był pierwszym filmem z Korei Południowej w historii, który w ogóle otrzymał nominację do Oscara), to z drugiej strony praktycznie nie kręcą tam tzw. oscarowych filmów. Jasne, nie śledzę tematu aż tak dokładnie (a teraz to już w ogóle), ale filmy z Korei zawsze kojarzyły mi się ze świetną, profesjonalnie zrobioną rozrywką, a w ogóle nie kojarzyły mi się z Oscarami. Wygląda na to, że decydujący o nominowanych koreański organ ma podobne refleksje, a w swoich wyborach kieruje się więc tytułami, które na papierze wyglądają na oscarowe. I tym sposobem pada m.in. na epickie opowieści z wielką, prawdziwą historią w tle, takie jak Ucieczka z Mogadiszu właśnie. Tyle, że nie na papierze są to ewidentnie za mało uniwersalne historie, które najbardziej wycelowane są w rodzimą publiczność. No bo kogo innego obchodzi, że koreańscy dyplomaci nie mogli wydostać się z Somalii, a plan ich ratunku nawet w jednej czwartej nie był tak ciekawy jak Operacja: Argo? (Choć akurat sama wojna domowa w Somalii, która trwa po dziś dzień, jest tematem bardzo ciekawym i szkoda, że została tu potraktowana po łebkach – trudno spodziewać się po widzu, że przed seansem południowokoreańskiego filmu będzie czytał o wojnie domowej w Somalii). Pod tym względem Ucieczka z Mogadiszu miała jeszcze mniejsze szanse na Oscara niż bardzo podobny realizacyjnie i fabularnie Taksówkarz. A porównywalne niż przenudny i w ogóle nieuniwersalny The Man Standing Next.

Wiem, wiem, uparłem się na te Oscary tak jakby w ogóle były miarodajne, szczególnie ostatnio. No ale nic nie poradzę. Jestem tym starym pokoleniem, które Oscary szanuje i uważa je za największe możliwe wyróżnienie. Nawet jeśli wie, jaka polityka za tym stoi i że same filmy często nie mają tak wiele do gadania.

Jestem surowy jeśli chodzi o opinię o filmie Ucieczka z Mogadiszu, bo mam wobec południowokoreańskich filmów duże wymagania. Wiem, że potrafią dużo lepiej, ale wiem też, że ostatnimi laty trochę się pogubili w tym, co i jak kręcić. Świadczy już o tym choćby sama Ucieczka z Mogadiszu, której akcja niespodziewanie rozgrywa się na kontynencie afrykańskim. To właśnie te rozpaczliwe próby zapewnienia widzom czegoś nowego, świeżego. Nie zawsze słuszne, bo czasem lepiej fajnie opowiedzieć sto razy powtarzaną historię niż słabo opowiedzieć historię zupełnie oryginalną. Dlatego też Ucieczka z Mogadiszu nie przypadła mi do gustu i w ogóle w siebie nie zaangażowała.

Ne jest to jednak tak słaby film, jak sugerowałaby jego ocena (5/10). To bardzo dobrze zrealizowana opowieść, która na papierze wygląda emocjonująco. Tyle, że na ekranie te emocje gdzieś uciekają. Nie pomaga ta goofy koreańska maniera stąpania po granicy slapstikowej komedii podbijana charakterystycznym, azjatyckim aktorstwem. Kiedy dochodzi do scen sugestywnie pokazanej przemocy, mocno to zgrzyta. Czasem potrafią pożenić ze sobą te dwa zupełnie różne gatunki i nie ma się co do tego zastrzeżeń (działało w poprzednim filmie Seunga-wana Ryoo Battleship Island), czasem – jak w przypadku Ucieczki z Mogadiszu – gra to na niekorzyść samego filmu.

Opartego na prawdziwej historii filmu, który ku pokrzepieniu koreańskich serc jest kolejną typową ekranową mrzonką o tym, że rodaków z dwóch bratnich krajów więcej łączy niż dzieli i przy odrobinie dobrej woli Korea znów może być jednością. Podczas gdy Kim Dzong Un dalej sobie grzebie nad swoją atomówką (a raczej póki co nad rakietą, która zdoła się unieść w powietrze), w Korei Południowej co roku powstaje kilka takich filmów, które niczego nie zmienią, bo nie są w stanie.

(2539)

Południowi Koreańczycy potrafią kręcić filmy, ale nie potrafią wybierać swoich kandydatów do Oscara. Brzmi to karkołomnie po kosmicznym oscarowym sukcesie Parasite, ale takie są fakty. Dowód nad wyraz wyraźny widać w wyborze do walki o tegorocznego Oscara filmu Ucieczka z Mogadiszu. Recenzja filmu Ucieczka z Mogadiszu. Amazon Prime. O czym jest film Ucieczka z Mogadiszu Rok 1991, Somalia. Choć ambasada Korei Południowej została założona w Somalii stosunkowo niedawno, to koreańscy dyplomaci robią, co się tylko da, by Organizacja Narodów Zjednoczonych dostrzegła ich działania i przyjęła Korę Południową do grona jej członków. O wiele lepiej na krnąbrnym afrykańskim kontynencie radzą sobie…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Gdy wybucha wojna domowa w Somalii, dyplomaci z Korei Południowej i Północnej muszą współpracować, by bezpiecznie wydostać się z kraju. Pomimo bardzo dobrej realizacji i interesującego tematu, ten południowokoreański kandydat do Oscara nie potrafi wzbudzić żadnych większych emocji. Po filmach z Korei oczekuję dużo, dużo więcej.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl