Nieznośny ciężar wielkiego talentu, The Unbearable Weight of Massive Talent (2022), reż. Tom Gormican.
Nieznośny ciężar wielkiego talentu, The Unbearable Weight of Massive Talent (2022), reż. Tom Gormican.

Nieznośny ciężar wielkiego talentu. Recenzja filmu The Unbearable Weight of Massive Talent

Kojarzycie te filmy, o których przed premierą wyobrażacie sobie za dużo, bo zbyt wiele na ich temat przeczytaliście, a potem jesteście niezadowoleni, bo to, co zobaczyliście na ekranie nie dorównuje temu, co sobie wyobrażaliście? Nie? No trudno, bo Nieznośny ciężar wielkiego talentu to film, o którym przed premierą wyobrażałem sobie za dużo, bo… Recenzja filmu Nieznośny ciężar wielkiego talentu.

O czym jest film Nieznośny ciężar wielkiego talentu?

Nicolas Cage (Nicolas Cage) to gwiazdor dużego ekranu, który aktualnie przeżywa gorszy okres swojej kariery. Sytuację ma odmienić rola, o którą się ubiega. Bo cały czas wierzy w to, że jego talent jest zbyt duży, żeby ot tak się zmarnował. Nawet jeśli konsekwencją będzie dalszy rozpad jego rodziny, która powoli zaczyna mieć go dość. Aby podreperować swoje finanse, Cage zgadza się przyjąć propozycję milionera Javiego (Pedro Pascal), który jest największym fanem jego talentu aktorskiego. A przy okazji, jak informuje Cage’a CIA, szefem kartelu, który właśnie porwał córkę kandydata na prezydenta Katalonii. Wobec powyższego, Cage zgadza się wziąć udział w tajnej operacji mającej na celu uwolnienie tejże córki.

Zwiastun filmu Nieznośny ciężar wielkiego talentu

Recenzja filmu Nieznośny ciężar wielkiego talentu

Często (raz na półtora tygodnia często) mądrzę się tutaj na temat tego, co też nie poszło w jakimś tam filmie, co bym zmienił i takie tam, które #nikogo. Tym razem jednak nie mam za bardzo pomysłu w kwestii objaśnienia co też poszło nie tak w tym całym Nieznośnym ciężarze wielkiego talentu. Bo do końca nie wiem, w czym tkwi problem. Film jest OK, ma parę swoich momentów, ale finalnie zawodzi, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę to, czego się po nim oczekiwało. Ale może to nie wina filmu, tylko oczekiwań? W każdym razie film Toma Gormicana powinien raczej nosić tytuł Nieznośny ciężar wielkiego pomysłu.

Bo też pomysł na ten film był mocarny. Zrodził się w głowie generalnie rzecz biorąc zupełnych noname’ów, w czym – być może – tkwi jeden z problemów tego filmu. Oto nakręcimy film o Nicolasie Cage’u, w którym pojawią się dwaj Nicolasowie Cage’owie – teraźniejszy i młodszy – rozważający o tym, dokąd zmierza ich kariera i gdzie wcześniej już była. A najlepiej, gdyby nam w tym zagrał Nicolas Cage! Bo wiecie, oto Nicolas Cage w podwójnej roli starego Nicolasa Cage’a i młodego Nicolasa Cage’a. Będzie się klikać!

No i weź tu bądź Noname’m i przekonaj Nicolasa Cage’a do udziału w filmie, który wymyśliłeś specjalnie dla niego. Wyobraźcie sobie, że napisaliście taki scenariusz i chcecie dotrzeć do Nicolasa Cage’a. Czaicie, ile po drodze może wyjść nie tak?

Nie wiem, być może jestem w błędzie, ale łatwo wyobrazić sobie, taki nomen omen scenariusz, w którym scenariuszem filmu o Cage’u interesuje się duże studio filmowe. Napisało go jakichś dwóch anonimowych gości, którzy na pewno pójdą na pewne ustępstwa byle tylko taki film mógł powstać. A jeszcze bardziej, gdy zagra w nim Cage. Ingeruje więc studio ile wlezie w taką produkcję i ostatecznie wszystkie decyzje należą do niego. Co chce to zmieni, co chce to wywali – nie będą im jacyś anonimowi twórcy bruździć, kiedy załatwiło im się Nicolasa Cage’a do roli głównej!

Bo tak mi się wydaje, że ten projekt miał dużo więcej pazura w wersji niezależnej, nie tak przecież niemożliwej w świetle filmów, w których ostatnio grywał Cage. Pazura, jaja, brawury, ryzyka itd., itp. Z drugiej strony nie miałby pewnie praw choćby do sekundy poprzednich dzieł Cage’a, które się tu przewijają… Jak mówiłem, nie wiem, co o tym wszystkim sądzić.

Wiem, że spodziewałem się więcej i bardziej. Mnogość kultowych ról Cage’a to materiał na coś więcej niż kilka urywków starych filmów wepchniętych co jakiś czas, by Cage mógł pokiwać z niedowierzaniem głową, że tak zagrał. Wierzyłem, że na ekranie zobaczymy całą masę tych odmłodzonych wcieleń, w których aktualny Cage raz jeszcze odgrywa swoje role z przeszłości. Tymczasem zobaczyliśmy tylko jedno takie wcielenie, co bez dwóch zdań jest dla mnie mega zawodem. Liczyłem na takie ekranowe wariactwa nawet kosztem fabuły, która od momentu poznania pomysłu wiadomo było, że jest, cóż, ekwilibrystyczna – tak to ujmijmy. Bierzecie się za meta-meta-film, to jedźcie po bandzie, publiczność tego od was oczekuje!

A tymczasem dostaliśmy film nakręcony nieomal na poważnie. Posiadający większość tych spodziewanych walorów, ale podporządkowanych fabule i temu, by wraz z całą swoją absurdalnością, była ona jak najbardziej realna. Fajny pomysł na film podporządkowany został wyższemu celowi i nie pomogła samoświadomość. Filmowi bohaterowie rozmawiają o wyimaginowanym filmie tak, jak gdyby rozmawiali o tym filmie, który właśnie oglądamy. Oni to wiedzą, my to wiemy, producenci siedzą nad głową i nie pozwalają się wychylić. Zostawimy wasz pomysł, ale przytniemy mu pazurki – tak to widzę.

W efekcie jest co najwyżej poprawnie. Ani jakoś mocno śmiesznie, ani jakoś mocno emocjonująco (no sorry, ale jak mam się emocjonować tajną misją CIA z udziałem Tego Nicolasa Cage’a?). Cage przez pierwsze pół godziny pracuje na aktorskiego Oscara, ale i on potem spoczywa na laurach i gubi te wszystkie wspaniałe możliwości w kolejnych pościgach samochodowych, kolejnych strzelaninach, kolejnych sztucznych brodach (chłop przebrany za Włocha, boki zrywać!). No wiem, sami mi powiedzieli, że jeśli chcemy pokazać na ekranie poważny dramat, to musimy dodać też jakiś haczyk dla widza, ale według mnie nie jest to kierunek, w którym powinien podążyć ten film.

Nieznośny ciężar wielkiego talentu powinien, kurwa, być o wiele bardziej cool filmem niż finalnie wyszedł!

(2531)

Kojarzycie te filmy, o których przed premierą wyobrażacie sobie za dużo, bo zbyt wiele na ich temat przeczytaliście, a potem jesteście niezadowoleni, bo to, co zobaczyliście na ekranie nie dorównuje temu, co sobie wyobrażaliście? Nie? No trudno, bo Nieznośny ciężar wielkiego talentu to film, o którym przed premierą wyobrażałem sobie za dużo, bo… Recenzja filmu Nieznośny ciężar wielkiego talentu. O czym jest film Nieznośny ciężar wielkiego talentu? Nicolas Cage (Nicolas Cage) to gwiazdor dużego ekranu, który aktualnie przeżywa gorszy okres swojej kariery. Sytuację ma odmienić rola, o którą się ubiega. Bo cały czas wierzy w to, że jego talent jest…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Nicolas Cage bierze udział w tajnej misji CIA mającej na celu uwolnienie porwanej córki polityka z rąk kartelu. Wspaniały pomysł na meta-meta-film został tu spiłowany do poprawnej produkcji z przebłyskami, która, nie wiadomo po co, w miarę możliwości stara się być jak najbardziej poważna.

12 odpowiedzi

  1. frank drebin

    Primo po pierwsze – O filmie nic nie napiszę bo nawet nie wiedziałem, że taki jest, ale skoro już nastawiłem się na „słabo” to może być nawet niezły :) To przecież właśnie nastawienie robi często całą robotę, „Pulp Fiction” obejrzałem dopiero po dwóch latach, kiedy naprawdę nic ciekawego nie było w wypożyczalni kaset vhs. Wszyscy mówili, że słaby film i tak do niego siadłem, „na słabo”, i chyba wziął mnie z zaskoczenia bo oglądałem go z coraz większą przyjemnością.

    Primo po drugie – ale jak to #nikogo? A nas, Trzech Czytelników? Oprócz filmwebu i bloga nigdy nie czytam niczego „filmowego” w necie, no chyba że z jakiegoś z linka wejdę.
    Gdybym żył w dawnych czasach to twojego bloga czytałbym przy kominku, ze szklaneczką whisky i fajką, taki ceremoniał by był :)

  2. @frank drebin z tym Pulp Fiction to nie wiem czy żartujesz czy na poważnie piszesz. Bo może źle pamiętam, ale wydaje mi się, że PF od premiery zbierał prawie same pozytywne opinie (oprócz przeciwników nagrody, że dostał jakimś tam Tarantino i za jaki film, a nie Kieślowski). Przecież PF to jeden z tych filmów, który w bardzo szybkim tempie obrósł kultem.

    @quentin chyba rzeczywiście to za duże oczekiwania, bo jak czytam i oglądam recenzje innych to są bardziej pozytywne, że sympatyczny, fajny film, z super duetem na pierwszym planie. No i że to jednak przez większość filmu zabawny meta film, a to że idzie w kino akcji to też można potraktować, jako meta, że odnosi się do akcyjniaków w których kiedyś Cage grywał.

  3. frank drebin

    @michax czemu mam żartować? W czasach premiery Pulp Fiction nie było netu ani tym bardziej portali filmowych, wszelacy znajomi którzy widzieli film oceniali go średnio więc taka opinię miałem założoną.

  4. Quentin

    W sumie też się miałem zaprotestować w kwestii PF i jego średnich ocen w trakcie premiery, ale przypomniałem sobie, że sam zasnąłem na tym filmie, gdy oglądałem go po raz pierwszy :). Co nie zmienia faktu, że Frank powinien zmienić znajomych :)

  5. frank drebin

    @Q to było w zeszłym tysiącleciu, niektórzy już pewnie nie żyją :)
    Wracając do PF, wyjątkowo dokładnie pamiętam ten moment. Kolega brata otwierał właśnie wypożyczalnię vhs i miał niewiele jeszcze filmów. Gdzieś tam pomogłem mu w sprawach technicznych i za to miałem do wypożyczenia 10 filmów za free i właśnie któregoś razu chciałem coś wypożyczyć z tej niewielkiej jeszcze oferty a dosłownie nic dla mnie nie było. Z musu, niechętnie (bo długie, słabawe, z zaburzoną chronologią) wziąłem właśnie PF a to było świetne. To był dla mnie pierwszy Tarantino (Wściekłe Psy obejrzałem później i były świetne) i do dziś się zastanawiam czy jakbym siadł do PF z nastawieniem na świetną rozrywkę czy bym się nie rozczarował. Tak właśnie było potem z Jackie Brown a to nie jest zły film.

  6. Quentin

    „Jackie Brown” już tyle razy dawałem szansę i ciągle kiepskie :)

  7. Quentin

    @michax
    A myślisz, że inni nie mieli dużych oczekiwań co do Nieznośnego ciężaru? Po prostu są mało wymagający :).

  8. Nie byłem wywołany ostatnim komentarzem, dlatego się wypowiem, a co!

    Na początku byłem strasznie, pozytywnie, nakręcony samą ideą filmu.
    Później pojawił się sceptycyzm po pierwszym zwiastunie.
    Następnie pojawiły się pierwsze, bardzo, pozytywne recenzje, więc znowu wkroczyłem w poziom hypu.
    Już po zaopatrzeniu się w bilety pojawiła się recenzja Q, który dał 6 – znowu oczekiwania w dół.

    I tak oto podszedłem do filmu nie wiedząc czego się do końca spodziewać, to też uzyskałem (bo nie spodziewałem się, pisałem przecież!) ale bawiłem się raz super, raz dobrze a raz OK.
    Niemniej jednak seans na bardzo duży plus. Takie mocne 7-8/10.

  9. Quentin

    Musisz się zdecydować, bo mocne 7 to tak naprawdę 8, a mocne 8 to tak naprawdę 9 ;). A średnia z super-dobrze-OK ni chuja taka nie wychodzi ;).

  10. Quentin

    Pardon my French BTW, ale przyszedłem tu prosto po napisaniu recenzji „365 dni 2” :)

  11. @frankdrebin ja zasiadając do seansu PF w kinie byłem nastawiony na dobry film i dostałem dobre kino, więc nie przeżyłem rozczarowania. A nawet jak były jakieś opinie negatywne wśród znajomych, choć takich nie pamiętam, to i tak szedłem na seans mając w głowie recenzje z FILMu, innych gazet, które były pozytywne. Ale nawet gdyby opinie znajomych były negatywne, to i tak bym poszedł do kina, bo nigdy opinie moich znajomych, nawet jak podobny mają gust do mojego, nie wywołał u mnie sytuacji takiej, że skoro wg nich słaby film to nie sprawdzę. W takim przypadku to musiałbym sporo filmów odpuścić. Wolę sprawdzić sam nie kierując się nikogo opinią, nawet jak szanuję kogoś zdanie, albo gusta mamy zbliżone.

    Film może być zjechany przez znajomych, dziennikarzy, krytyków, a ja na film i tak idę. Próbuję sobie przypomnieć z lat 90 jakiś film, który poniósł klape finansową, albo został zjechany a i tak byłem w kinie na premierze. A już pamiętam, Wyspa Piratów Harlina z Geeną Davis, który podobał mi sie. No i po latach powtarzałem nie jeden raz i wciąż bardzo mi się podoba. Podobnie było ze Zdradą z Pittem i Fordem o IRA. Jest to bardzo dobry film, a chyba był średnio przyjęty.

    Podobał mi się też Jackie Brown, za premiery w kinie, i tak zostało.

  12. @Quentin
    Bo to średnia ważona, a nie arytmetyczna.

    Ogólnie początek i koniec na wielki plus filmu. W środku momentami poziom spadał, ale z racji metrażu filmu to nie dłużyło mi się. Stąd ocena obniżona z maksa do tych 7-8.

    Ale jak już muszę się określić, to zostanę przy 8!

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl