Serialowo, s13e09. Luo Bao Bei. Netflix.
Serialowo, s13e09. Luo Bao Bei. Netflix.

Serialowo, s13e09. Strażak Sam, Luo Bao Bei, Abby Hatcher. Netflix

Tęskniliście? Nie odpowiadajcie 😛

Serialowo, s13e09

Strażak Sam, Netflix

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego mieszkańcy Pontypandy zawsze dzwonią z problemem po strażaka Sama, choć powinni raczej dzwonić do jego przełożonego? Ja się zastanawiam. Przecież ten wąsaty miłośnik drezyny Bessie powinien być non stop wkurzony na taką sytuację. Harował przez całe życie, żeby zostać kapitanem czy tam innym komendantem remizy, a tu wszyscy mają go w poważaniu, mógłby nie istnieć. Kot wlazł na drzewo? Dzwoń po strażaka Sama. Pali się grill ogrodowy? Dzwoń po strażaka Sama. Dwóch nastolatków zaginęło na morzu w pontonie? Dzwoń po strażaka Sama niech dzwoni po Toma Thomasa i helikopter.

Generalnie remizie w Pontypandy niepotrzebny jest nie tylko komendant, ale i cała reszta załogi poza strażakiem Samem, który i tak sam by wszystko ogarnął. Podobno są jakieś dwa odcinki, w których jest na urlopie, ale ja jeszcze na nie nie trafiłem.

Strażak Sam opowiada historię tytułowego strażaka Sama i miasteczka Pontypandy, w którym zamieszkuje mniej mieszkańców, niż pojazdów na wyposażeniu remizy. Mają tam wóz strażacki, siakąś wypasioną łódkę strażacką, quada, helikopter na wezwanie, pewnie też łódź podwodną i co tylko nowoczesnemu strażakowi do szczęścia potrzebne. Wszystko to po to, by gasić pożary i inne fuckupy spowodowane przez Normana Price’a. Jak przystało na rudzielca, Price jest prawdziwie wrednym dzieciakiem, który nawet lepienie bałwana jest w stanie zamienić w kłopot dla strażaków. Gdyby w jakiś sposób udało się go pozbyć z Pontypandy, strażacy nie mieliby już niczego do roboty, ale jeszcze nie wpadli na ten pomysł. Ale chyba zdają sobie sprawę z tego, gdzie leży problem. W jednym odcinku cieszyli się, że od paru dni w Pontypandy nuda i zrzucili to na Normana i jego pobyt na koloniach czy u innej ciotki poza Pontypandy.

Animacja Strażaka Sama nie należy do tych najbardziej wyszukanych, a przynajmniej jeśli mowa o tej wersji CGI. Scenariusze również nie porywają kreatywnością. Zwykle Norman odstawia kolejną manianę, a strażacy muszą ratować mieszkańców i ich dobytek. Głównie są to bzdury, które ogarnęliby bez strażaka Sama, ale czasem utknie jakiś dzieciak w przebieralni na basenie i trzeba to gasić z helikoptera. Przeważnie jednak nie jest tak tragicznie, ale lenie z Pontypandy, niczym ci z Psiego patrolu, gdy widzą jakiś problem – od razu dzwonią po straż zamiast kiwnąć palcem. Chciałbym zobaczyć taki odcinek, w którym strażacy nagle się gdzieś zdematerializowali. Te ofiary z Pontypandy by pewnie spłonęły.

No i trochę szkoda, że dopiero gdzieś na siódmym tle rozgrywa się romans samotnej matki Normana, Dilys Price, z kierowcą autobusu Trevorem Evansem. To kawałek na niezłą opowieść o samotnych kurach domowych z niewielkich miasteczek i niewielu mieszkających tam wolnych kawalerach po 60-tce.

Luo Bao Bei, Netflix

Moja ulubiona kreskówka spośród tych, które ogląda Anna Maria. Zawsze modlę się o to, żeby zażyczyła sobie właśnie Luo Bao Bei, a nie piosenek od Cocomelona (choć bardzo podoba mi się cocomelonowa mama, a i panna Appleberry jest w porządku) albo jeszcze czegoś innego.

Co byś chciała? Pewnie Luo Bao Bei? – pytam z nadzieją, ale nie zawsz odpowiedź brzmi „tak”.

Luo Bao Bei to rezolutna siedmiolatka, która mieszka w kolorowym bloku razem ze swoją mamą, tatą będącym sobowtórem Mateusza Morawieckiego, dziadkiem, który lubi słuchać radia i nosi skarpety do sandałów oraz babcią, która w młodości była zdolną gimnastyczką. Nie zarejestrowałem, jakie umiejętności posiada mama. Luo Bao Bei, w skrócie LBB to obdarzona sporą wyobraźnią dziewczynka, która próbuje zrozumieć otaczający ją świat. A gdy czegoś nie rozumie, to często pomaga jej tzw. Różomiś.

Fajne w Luo Bao Bei jest to, że to trzymająca się realnego życia bajka (pomijając Różomisia, Różomisie zdecydowanie nie istnieją w naturze), w której poruszane są kłopociki codzienności każdego dziecka, ale i dorosłego. Nie ma tam jakichś wydumanych problemów, silenia się na science-fiction czy niepotrzebne udziwnianie sytuacji, by było jak najbardziej zaskakująco. LBB nie rusza by walczyć ze smokiem, ale np. próbuje przekonać dziadka, żeby przerzucił się ze zwyczajnego radia na iPada. I takie tam. Ot młodzieżowa opowieść obyczajowa.

A wszystko to narysowane jest miyazakowską kreską. No i jest też kot Mao Mao.

Abby Hatcher, Netflix

Pisałem coś o trzymaniu się realnego życia, nie udziwnianiu i nie bawieniu się w science-fiction w bajce, którą można by określić mianem młodzieżowej opowieści obyczajowej? Tego samego zdecydowanie nie można powiedzieć o Abby Hatcher, która Pluszki łapie.

Abby Hatcher to też gdzieś tak na oko siedmiolatka, która wprowadza się wraz z rodzicami do hotelu, którego stają się właścicielami. W hotelu prawie nigdy nie ma żadnych gości, więc Abby może rozbijać się korytarzami na swoim wiernym rowerku. Marzeniem Abby Hatcher jest poznanie Pluszka. Pluszki to zamieszkujące abbyhatcherową krainę stworzenia na obraz i podobieństwo Pokemonów tylko bardziej puchate. Marzenie Abby spełnia się już w pierwszym odcinku, w którym dziewczynka poznaje Bozzly’ego. Niebieskiego stworka, który zostaje przyjacielem i sidekickiem Abby.

I tak, niczym Zielony Szerszeń i Kato, Abby i Bozzly przeżywają serię przygód, których sednem jest zwykle jakiś zaginiony Pluszek. Bo Pluszków jest więcej i zawsze się w coś wplączą. Abby nie ma jednak kłopotu z ich znalezieniem, bo ma specjalny zegarek, który zawsze pokazuje jej, gdzie są Pluszki. Abby to zresztą taka Dżejmsobondówa, bo oprócz zegarka ma też inne gadżety. Pompowaną kurteczkę, buty na sprężynach i takie tam. Bozzly z kolei ma helikopteruszy, które pozwalają mu latać. Takiemu duetowi żaden fuckup z Pluszkami nie jest straszny. Nie dość, że uratują sytuację, to jeszcze pomogą kucharzowi Jeffowi, który zawsze chce coś ugotować i zawsze ma z tym problem. Na szczęście nie musi się spieszyć, bo w hotelu zwykle nie ma gości.

Moje ulubione Pluszki to Piszczki, czyli kolorowe do, re, mi, fasola nutki, które śpiewają fajne pioseneczki i śpią w pudełku po jajkach. Szanuję też polskie tłumaczenie Teeny Terry’ego jako Tyci Tadzika.

Oprócz fantastycznonaukowych problemów z Pluszkami, Królową Plujką i kolegami, Abby Hatcher nie stroni też od tak modnej obecnie różnorodności. Nie tylko dlatego, że w żyłach Abby płynie azjatycka krew. W serialu pojawiają się również inne mniejszości, jak np. dwóch sympatycznych gejów (chyba nawet międzyrasowych, ale pewności nie mam), którzy szukając kanapy do salonu natykają się na zawstydzonego Burczka, który zamienił się w kanapę.

2 odpowiedzi

  1. Polarbear_pl

    Jeszcze nigdy opis strażaka sama nie był tak fascynujący.

  2. A ja czekam ma Smerfy i Gumisie żeby zaczęła oglądać :)
    @Polar- zgadzam się.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl