Clarice (2021), CBS.
Clarice (2021), CBS.

Clarice. Recenzja pilotowego odcinka kontynuacji Milczenia owiec

Milczenie owiec to zdecydowanie jeden z moich ulubionych filmów wszech czasów. Clarice, będący jego kontynuacją, zdecydowanie nie będzie jednym z moich ulubionych seriali wszech czasów. Nie miał na to szans. Biorąc się za bary z tak potężną klasyką, nie posiadając książkowego wsparcia Thomasa Harrisa, skazany jesteś albo na nakręcenie nieoglądalnego gniota, albo na coś solidnie porządnego, co bez pierwowzoru głośnego filmu, przepadło by bez echa. A pewnie nawet nie zostałoby zrealizowane. Szanse na zbliżenie się do oryginału są w takim przypadku malusieńkie, więc nie może dziwić fakt, że Clarice podążył ścieżką porządności. Co może cieszyć, bo mogło być gorzej. Ale nie może w żaden sposób ekscytować.

O czym jest serial Clarice

Równo rok po wpakowaniu Buffalo Billa do trumny, Clarice Starling (Rebecca Breeds) pracuje w piwnicach wydziału behawioralnego FBI i jest jej tam w miarę dobrze. Regularnie odwiedza firmowego psychoterapeutę, ale trudno spodziewać się cudów po facecie, dla którego ważniejsi są pracodawcy niż pacjenci. Clarice chodzi tam, bo musi, ale wszelkie traumy, jakie pozostały jej po spotkaniu z seryjnym mordercą, tłumi w sobie. Aby to sobie ułatwić, ignoruje próby kontaktu, jakie stara się nawiązać z nią Catherine (Marnee Carpenter) – ocalona przez nią ze studni Buffalo Billa. Roczne status quo zmienia pani senator Ruth Martin (Jayne Atkinson), która aktualnie pełni funkcję prokuratora generalnego. Jej ambicją jest wyplenienie seryjnych morderców z mapy Ameryki i ma nadzieję na to, że pomoże jej w tym Starling. Wzywa ją do Waszyngtonu i niechętnej nowemu zadaniu Clarice oznajmia, żeby się pakowała i jechała na miejsce zbrodni, gdzie znaleziono ciała dwóch kobiet. Wiele wskazuje na to, że są ofiarami seryjnego mordercy, a Clarice ma pomóc w śledztwie. Nie podoba się to prowadzącemu je agentowi FBI Paulowi Krendlerowi (Michael Cudlitz).

Zwiastun serialu Clarice

Recenzja pilota serialu Clarice

Zdecydowanie na plus serialu Clarice trzeba uznać to, że nie udaje kontynuacji Milczenia owiec. Nie traktuje filmu Jonathana Demme jako pretekstu do powstania serialu. Miejmy go z tyłu głowy, ale zróbmy coś innego – nic z tych rzeczy. Choć prawa do postaci z książek Thomasa Harrisa są tak dziwnie podzielone, że nawet twórcy Clarice do końca tego nie ogarniają – z tego powodu w serialu nie może np. paść nazwisko Hannibal Lecter – nie ma to żadnego negatywnego wpływu na serial. Przecież nie trzeba mówić o Hannibalu per Hannibal, wystarczy powiedzieć per ten psychopata, z którym gadałaś w szpitalu psychiatrycznym w Baltimore i już. Dlatego, gdyby nie doniesienia medialne o tych perturbacjach związanych z prawami autorskimi, nikt by się nawet nie domyślił, że coś jest na rzeczy. Szczególnie że w Clarice pojawia się od groma i ciut nawiązań do Milczenia owiec. Są powtórki z domu Buffalo Billa, jest National Tattler, jest pudel Precious, Aerdelia Mapp (Devyn A. Tyler), a nawet te same fonty tytułu i informacji dotyczących miejsca rozgrywania się danej akcji. Jeszcze tylko muzyka Howarda Shore’a by się przydała. Co za tym wszystkim idzie – twórcy starają się, żeby stylistycznie wszystko było spójne z Milczeniem owiec. Gdyby jeszcze trochę przybrudzili i zaciemnili swoje plany, byłoby jeszcze fajniej, bo niestety pod względem takiego „klimatu”, za bardzo śmierdzi tu telewizją. No ale hej, o serialu telewizyjnym mowa.

Akcja serialu Clarice rozgrywa się rok po schwytaniu Buffalo Billa, a jego twórcy – Alex Kurtzman i Jenny Lumet – stąpają po terytorium nieodkrytym przez Thomasa Harrisa w jego książkach. Mają wystarczająco dużo elementów układanki, żeby dopełnić ją brakującymi puzzlami (znają Clarice z Milczenia owiec, znają Clarice z Hannibala) i wydaje się, że tworząc psychologiczny portret tytułowej bohaterki radzą sobie nieźle. W Clarice Starling cały czas walczy ta jej przeszłość sięgająca krzyku zarzynanych owiec z chłodnym, analitycznym umysłem, który pozwala jej nie zwariować i pokazać swoją wartość. Nie najlepiej wypada w tej roli Rebecca Breeds, no ale aktorsko nie ma tutaj na razie cudów. Przez dłuższą chwilę partneruje jej jeszcze gorszy Lucca De Oliveira, co okazuje się być dla serialowej Clarice zbawieniem, bo przy nim nie wypada już tak przeciętnie. Pomagają jej też autorzy serialu, którzy starają się jak mogą, by tytułowa postać nie była papierowa. I nie jest. A da się z tego wyciągnąć coś więcej, co może być sporym atutem w zderzeniu z pachnącą proceduralem fabułą.

Fabularnie Clarice prezentuje właśnie poziom porządnego policyjnego procedurala. Sprawa, nad którą pracuje Clarice zostaje rozwiązana w jednym odcinku, choć zostawia furtkę na kontynuowanie tej historii. Na razie nie wiadomo, jak to będzie dalej wyglądać, ale zdaje się, że można liczyć na nowe sprawy przeplatające ten główny wątek. Póki co za dużo zmieszczono w czterdziestu minutach, przez co trochę słabo wyglądają sceny, w których Clarice po pół minucie przebywania na miejscu zbrodni ma przedstawić zaskakujący wszystkich profil psychologiczny mordercy. No ale wpisuje się to w założenie serialu, którym jest zderzenie Clarice Starling z męskim światem FBI i waszyngtońskiej policji. Jest początek lat 90. ubiegłego wieku, it’s a man’s world out there, a w szwalni FBI nie szyją kurtek w rozmiarze Clarice Starling.

Odpowiedź

  1. Z tymi prawami to rzeczywiście pokręcona sprawa. Podobnie było z serialem Fullera Hannibal. Nie mieli praw do postaci z Milczenia owiec, więc Clarice Starling nie pojawiła się w serialu Fullera. Ale za to pojawiła się w kilku odcinkach inna agentka mocno wzorowana na Clarice, którą grała Anna Chlumsky. Jak mnie pamięć nie myli to w 2 serii zekranizowali Hannibala Harrisa, oczywiście sporo pozmieniali, i bez Clarice, a w 3 serii Red Dragon.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.