Des (2020), reż. Lewis Arnold. HBO GO.
Des (2020), reż. Lewis Arnold. HBO GO.

Serialowo, s13e02. Des, Angielska gra

Nie przedłużając, nadmienię tylko, że brak ciekawych propozycji filmowych sprzyja nadganianiu seriali, co też staram się uczyniać.

Serialowo, s13e02

Des, s1. HBO GO

Brytyjska telewizja iTV w ostatnich latach wyemitowała bodaj osiem (czy coś koło tego) seriali poświęconych angielskim seryjnym mordercom. Bohaterem kolejnego jest Dennis Nilsen.

Oto do policji napływa zgłoszenie o odkryciu w odpływie kanalizacyjnym ludzkich szczątków. Policjanci są sceptyczni, ale okazuje się, że rzeczywiście, odpływ zatkały kawałki poćwiartowanego ciała. A może nawet i kilku. Wszystko wskazuje na to, że za ten osobliwy zator odpowiedzialny jest mieszkaniec owego budynku, niejaki Dennis Nilsen. Kiedy Des, bo tak mówią do niego znajomi, wraca do domu, policja już na niego czeka. Spokojnie przyznaje, że tak, to on zapchał szczątkami odpływ. A na pytanie czy to szczątki jednej, czy może dwóch ofiar, równie spokojnie odpowiada: piętnastu albo szesnastu.

Szkot Nilsen to jeden z najbardziej niesławnych brytyjskich morderców. Swoje ofiar dusił kablem, a potem w przerwach między ćwiartowaniem i pozbywaniem się ciał najpierw w ognisku, potem w kanalizacji, oddawał się nekrofilii i tego typu praktykom. Złapany, chętnie opowiadał o wszystkich szczegółach.

Z natury rzeczy, serialowy Des nie opowiada o pościgu za seryjnym mordercą. Bo takiego nie było. Nikt Nilsena nie szukał i mógłby dalej mordować, gdyby nie jego nonszalancja w pozbywaniu się ciał. W morderczym procederze pomagała mu aktualna sytuacja społeczna panująca w Wielkiej Brytanii. Kryzys, rosnące bezrobocie, bezdomność. Wystarczyło zaprzyjaźnić się z przybyłym do Londynu w poszukiwaniu szczęścia młodym homoseksualistą i nikt go potem nawet nie szukał.

Co za tym idzie, Des, poza opowiedzeniem interesującej historii, to przede wszystkim popis aktorski Davida Tennanta (nie lubię go, ale Nilsenem jest super), jak również rzut oka na coś, co niezbyt często jest tematem przewodnim produkcji o seryjnych mordercach. Czyli starania dążące do tego, by Nilsena skazać za popełnione morderstwa. Bo jak się okazuje, nie wystarczy, że morderca się do wszystkiego przyzna i ze szczegółami o wszystkim opowie. To dopiero początek długiej i żmudnej drogi, która wcale nie musi zakończyć się sukcesem. I trzyodcinkowy Des dobrze to pokazuje.

Angielska gra, The English Game, s1. Netflix

Końcówka XIX wieku. Piłka nożna przestaje być niewinna. Na salony tego sportu dla dżentelmenów wchodzą nie tylko robotnicze kluby z całej Anglii rozpychając się łokciami w grze zarezerwowanej dla wyższych klas społecznych. Wchodzi też przede wszystkim piniondz.

Oto Arthur Kinnaird (Edward Holcroft) założyciel ostatniego amatorskiego klubu, który zdobył Puchar Anglii. Old Etonians, w którego szeregach wciąż z sukcesami gra, jest niepokonany. Z wyższością patrzy na te wszystkie włókiennicze kluby z miasteczek, o których piłkarze Old Etonians nigdy nie słyszeli. Ale wkrótce usłyszą, bo do drużyny Darwen FC dołącza Szkot, Fergus Suter (Kevin Guthrie). Bodaj pierwszy zawodowy gracz w angielskiej piłce. Zawodowy w cudzysłowie, bo płacenie za grę w jakimś klubie nie przystoi dżentelmenom. Fergus jednak dżentelmenem nie jest i pod stołem otrzymuje kasę za grę dla Darwen FC. Nie ma z tym problemu, bo i zawodnicy Old Etonians nie do końca grają uczciwie. Dość powiedzieć, że w ich szeregach jest prezes angielskiej federacji piłkarskiej, który decyduje o wszystkim, co związane z Pucharem Anglii.

Stworzona przez Juliana Fellowesa, autora Downton Abbey, Angielska gra opowiada o początkach futbolu. Opowiada o pierwszych graczach zawodowych, o pierwszych transferach z klubów do klubów, o pierwszych kibicach, o przepaści dzielącej arystokrację z ludem robotniczym, o meczach, które przeszły do historii angielskiej piłki.

Tematyka jest to tak szeroka i ciekawa, że aż szkoda, że twórcy serialu jakąś połowę wszystkich sześciu odcinków poświęcają wątkom obyczajowym i romansom. Rozumiem wolność artystyczną i to, że filmy/seriale rzadko ściśle trzymają się faktów, ale uważam za zbyt daleko idące „popłynięcie”, jeśli chodzi o ważny dla fabuły serialu wątek niemożności zajścia w ciążę przez żonę Kinnairda. W rzeczywistości mieli siedmioro dzieci, w tym jakąś dwójkę w momencie, w którym dzieje się akcja serialu The English Game.

Wiele przekłamań znalazło się też w wątku piłkarskim. Ot choćby w serialu istnieje jeden klub piłkarski z Blackburn, w barwach którego Suter the Shooter podniesie w końcu Puchar Anglii. W rzeczywistości istniały dwa, a Suter dołączył akurat do tego, który nie zdobył Pucharu Anglii jako pierwszy w historii klub robotniczy. Trochę nie rozumiem tego typu uproszczeń w serialu, który ma opowiadać o początkach piłki nożnej.

Ale że zrobił go koleś od Downton Abbey, to w sumie chyba nie ma się co dziwić, że bardziej zainteresowała go warstwa obyczajowa. Być może też autorzy bali się, że tematyka ściśle piłkarska sprawi, że sami ograniczą sobie widownię do pasjonatów futbolu. W efekcie zwolenniczki obyczajówek znajdą tu sporo dla siebie, a z kolei ci, którzy chcieliby się dowiedzieć czegoś o początkach futbolu, skazani będą na poguglowanie, żeby się potem nie wygłupić w towarzystwie.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.