W głębi lasu (2020), reż. Leszek Dawid, Bartosz Konopka. Netflix.
W głębi lasu (2020), reż. Leszek Dawid, Bartosz Konopka. Netflix.

W głębi lasu. Recenzja polskiego serialu Netfliksa

Jeśli twórcom kolejnego oryginalnego polskiego serialu Netfliksa zależało na stworzeniu produkcji, o której można by mówić, że pełnymi garściami czerpie ze skandynawskiego serialu kryminalnego – mogą stuknąć się kielichami. Zadanie zostało wykonane jak należy. Chciałoby się jednak więcej niż to. Recenzja serialu W głębi lasu. Netflix

O czym jest serial W głębi lasu

Prokurator Paweł Kopiński (Grzegorz Damięcki) ból po śmierci żony próbuje zagłuszyć opieką nad córką oraz pracą. W tej drugiej zbliża się właśnie rozprawa w sprawie gwałtu, o który oskarżony został syn znanego dziennikarza. Wkrótce jednak na horyzoncie pojawia się inna sprawa. Kopiński zostaje wezwany do zidentyfikowania zwłok mężczyzny, który miał przy sobie plik wycinków z gazet dotyczących naszego prokuratora. Mężczyzny nie rozpoznaje, ale gazetowe wycinki przypominają mu sprawę sprzed ćwierć wieku. W 1994 roku Kopiński był opiekunem podczas letniego obozu dla młodzieży. W jego trakcie doszło do tragedii. Czworo młodych ludzi opuściło teren obozu i zaginęło w lesie. Ciała dwojga z nich odnaleziono dość szybko, jednak los pozostałej dwójki nigdy nie został ustalony. Dla Kopińskiego to osobista sprawa, bo jedną z zaginionych osób jest jego siostra Kamila.

Zwiastun serialu W głębi lasu

Recenzja serialu W głębi lasu

W głębi lasu to propozycja zaskakująca, bo oparta na motywach powieści Harlana Cobena. Dlaczego polscy twórcy wzięli na warsztat właśnie ją? Tego nie wiem, nie wczytywałem się w szczegóły, ale wiadomo, że pisarz podpisał z Netfliksem umowę, w myśl której gigant przeniesie na streamingowy ekran czternaście jego powieści. Najwyraźniej ktoś w Netfliksie uznał, że część z nich można oddać twórcom innym niż anglosascy. Voila, Polacy nakręcą W głębi lasu. Dlaczego akurat tę ekranizację? Nie wiem. Akcja oryginalnej książki nie rozgrywa się w Polsce.

Książki nie czytałem, więc o porównania do serialu nie pytajcie. Nie ma za co.

Jak przystało na rasowy kryminał, punkt wyjścia do całej tej opowieści jest interesujący. Choć nie sposób nie skrzywić nosa na fakt, że to już kolejna polska propozycja, której fabuła oparta została na tajemnicy z przeszłości. Tak czy siak chęć poznania odpowiedzi na pytanie: co się stało z dwojgiem zaginionych młodych ludzi? bez problemu pozwala przetrwać przez cały, krótki przecież, bo sześcioodcinkowy serial.

Realizacyjnie W głębi lasu pozostawia w pokonanym polu te wszystkie Belfry, Żmijowiska i inne Pułapki. Nie jest to co prawda realizacja, której należy bić brawo i kłaniać się nisko, ale w zupełności spełnia standardy, do jakich przyzwyczaił nas współczesny serial zagraniczny. Nieco słabiej wygląda sprawa, jeśli chodzi o aktorstwo, a dużo słabiej, jeśli chodzi o dźwięk, ale to akurat w niczym nie wpływa na moją ocenę końcową. Nie wpływa, bo w kryminale najważniejsza dla mnie jest fabuła. Cała reszta może jedynie sprawić, że coś ogląda się z przyjemnością, bądź nie. Moje poczucie serialowej estetyki nie ucierpiało w trakcie oglądania W głębi lasu.

Siłą rzeczy trudno jest pisać o fabule w przypadku kryminału, którego sednem są odpowiedzi na zagadki zasygnalizowane w opisie. Nie zdziwi chyba jednak nikogo fakt, że w sytuacji, gdy takich tajemniczych historii każdego roku powstaje coraz więcej, coraz też trudniej zaskoczyć czymkolwiek widza. Twórcy kombinują, próbują jakoś na nowo układać elementy układanki i dzięki temu przedstawić widzowi satysfakcjonujący finałowy twist. Rzadko jednak kiedy takie kombinowanie ograniczoną liczbą puzzli (ktoś zginął/zaginął, ktoś zabił/uprowadził) przynosi satysfakcjonujący efekt. Można z przeświadczeniem graniczącym z pewnością stwierdzić, że wszystkie zaskakujące twisty zostały już wymyślone, a to, co pozostaje, zbliżać się będzie za bardzo w kierunku absurdu. I tak też jest z serialem W głębi lasu, który żeruje na zbiegu okoliczności.

Całościowo więc trzeba uznać dzieło Leszka Dawida i Bartosza Konopki za przeciętne. Zawsze tak jest, że gdy rozwiązanie zagadki zawodzi, mocniej zwraca się uwagę na inne rzeczy, które nie uwierałyby aż tak bardzo, gdyby dostać na koniec obuchem w łeb. Nagle okazuje się, że duża część serialu to nudne chodzenie tu i ówdzie w rytm denerwującej ścieżki dźwiękowej mającej za zadania budowanie napięcia tam, gdzie go nie ma. Potem przychodzi refleksja, że cały ten wątek gwałtu jest zbędny, a serial dałoby się zamknąć w trzech odcinkach.

Z drugiej jednak strony rzucić na niego okiem można i bezapelacyjnie nie zniechęcił mnie do siebie tak jak inny netfliksowy Coben, jakiego próbowałem i nie dokończyłem – Safe z Dexterem. Traktując go jako kolejną polską próbę stworzenia skandynawskiego kryminału, daje radę i miłośnikom tych schematycznych przecież produkcji może podejść. Nie ma tu żadnych prób zabawy tą konwencją, czy przemycania niepotrzebnego humoru. Mroczna fabuła powoli idzie przed siebie w kierunku finału, w którego momencie dopiero zaczynają się pojawiać pytania o to, czy aby na pewno warto było poświęcić te sześć godzin swojego życia.

2 odpowiedzi

  1. frank drebin

    1. Szczęść Boże, ja z wnioskiem formalnym – co to jest „pokonane pole”?

    2. Ze dwa dni nie mogłem wejść na bloga i cieszę się, że pogłoski o jego śmierci są mocno przesadzone. Nawet pomyślałem, że zarobiłeś na nim mnóstwo hajsu i udałeś się na recenzencką emeryturę 😉

    3. Serialu nie oglądałem i raczej nie obejrzę, dość skutecznie mnie zniechęciłeś (albo mało skutecznie mnie zachęciłeś)

  2. Quentin

    Allahu Akbar.
    1. Odległe miejsce znajdujące się w tyle, w którym w stosunku do W głębi lasu znajdują się Żmijowska.
    2. Tylko dwa dni? Leżał co najmniej z pięć. Nie zabija się kury znoszącej złote jajka, dalej będę trzepał hajsy na Q-Blogu! 😀
    3. Niewiele stracisz.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.