Save the Green Planet!, Jigureul jikyeora! (2003), reż. Joon-Hwan Jang.
Save the Green Planet!, Jigureul jikyeora! (2003), reż. Joon-Hwan Jang.

Save the Green Planet! Recenzja filmu Jigureul jikyeora!

Informacja o planowanym przez Ariego Astera remake’u tego południowokoreańskiego klasyka sprawiła, że pojawiła się dobra okazja do nadrobienia tej filmowej zaległości. Aster, który będzie jednym ze współproducentów filmu, wyrażał się o nim w samych superlatywach, tymczasem ja go nigdy nie widziałem, bo sto lat temu kalina powiedział, że jest kiepski. Uwierzyłem mu, a teraz postanowiłem sprawdzić, czy słusznie. Recenzja filmu Save the Green Planet!

O czym jest film Save the Green Planet!

Byeong-gu Lee jest przekonany o tym, że pozaziemskie istoty z Andromedy planują inwazję na Ziemię. Dojdzie do niej pod koniec tygodnia, więc czasu na ratunek planety nie ma za wiele. Sytuację komplikuje fakt, że tylko Byeong-gu jest świadom zagrożenia ze strony kosmitów i nie ma co liczyć na czyjąkolwiek pomoc. Ludzie prędzej uznają go za wariata niż uwierzą w jego rewelacje. W tej sytuacji jedynym sprzymierzeńcem chłopaka jest jego dziewczyna Su-ni, która zawodowo zajmuje się chodzeniem po linie. Szansą na powstrzymanie inwazji jest porwanie przywódcy kosmitów, który już jest na Ziemi i stąd zawiaduje całą akcją. To bogaty właściciel fabryki chemikaliów Man-shik Kang. Byeong-gu postanawia go porwać i zmusić do przyznania się do dowodzenia kosmiczną inwazją na Ziemię. Jak można się było tego spodziewać, w odpowiedzi usłyszy jedynie: człowieku, pogięło cię, jestem zwykłym biznesmenem!

Zwiastun filmu Save the Green Planet!

Recenzja filmu Save the Green Planet!

Cóż, kalina nie miał racji. Nie jestem specjalnie wściekły, że z tego powodu zwlekałem z seansem jakieś piętnaście lat, ale wydaje się, że gdybym nie zwlekał, to film Joon-Hwang Janga zrobiłby na mnie o wiele większe wrażenie. Bałem się wtedy, że jest zbyt pokręcony, co w połączeniu z azjatyckim poczuciem humoru złoży się na dawkę kina, której mój organizm nie zdoła zaabsorbować. Jednak obejrzany po latach – w ogóle nie wydaje się być pokręcony, co sprawia, że przed laty pewnie wszedłby jeszcze lepiej. A tak to kino zdążyło już przyzwyczaić do takich hybryd gatunkowych, które kiedyś byłyby objawieniem.

Co w ogóle nie oznacza, że z filmem Save the Green Planet! jest cokolwiek nie tak. Wszystko jest z nim w porządku, a siedemnaście lat, jakie upłynęły od premiery filmu tylko pokazuje, że się nie zestarzał i słusznie zalicza się go do miana południowokoreańskiej klasyki. Również i teraz ogląda się go bardzo dobrze i w zasadzie to nawet się dziwię, że Aster i koledzy (film wyreżyseruje twórca oryginału), wśród nich scenarzysta Sukcesji, postarają się, żeby remake był zrozumiały dla zachodniej publiczności przy zachowaniu wszystkiego, co koreańskie i co wyróżnia ten film spośród innych. Przecież i oryginał jest w pełni zrozumiały. Nie znalazłem w nim nic, co by kazało powiedzieć: „no tak, dziwni ci Azjaci”.

Save the Green Planet! to tego rodzaju kino, w którym łączy się pozornie niezwiązane ze sobą gatunki oraz filmowe motywy i w którym pasują one do siebie. Gdybyś usłyszał, że w jednym filmie masz tortury kosmity, chwytający za serce dramat głównego bohatera i zdziecinniałą kobietę chodzącą po linie, to pomyślałbyś, że to jakieś kuriozum dla amatorów tego typu rozrywki. Tymczasem tu układają się w spójny film, który kupuje serca widzów interesującą historią i ciekawością tego, jak to się wszystko potoczy.

Udało uniknąć się Joon-Hwang Jangowi pułapek czyhających na filmowców w opowieściach typu „tylko on myśli, że sąsiad jest mordercą i do końca filmu będziemy się bawić z widzem serwując mu na zmianę dowody za i przeciw”. Jest to sednem fabuły, ale zarazem ukrywa się gdzieś w tle opowieści o być może obłędzie, a być może byciu niezrozumiałym przez wszystkich. Macki fabuły sięgają o wiele głębiej w tę historię, składając się na rasowy psychologiczny dramat zamiast mylnie zapowiadanej przez plakat komedii. Niewiele tu do śmiechu, choć pojawiają się komediowe wstawki. Są nieuniknione, gdy nie masz przeszkolenia do stawienia czoła kosmitom w pojedynkę.

Przemyślana od początku do końca opowieść przynosi satysfakcjonujący finał, choć parę niedopowiedzeń wymagałoby wytłumaczenia. Nie wiadomo, skąd u głównego bohatera tak dokładna wiedza biologii Andromedianinów i szczegóły ich inwazji. Lakoniczne „z filmów”, jako odpowiedź, tu nie wystarczy. Spodziewałem się zresztą większego zgłębienia tego zafascynowania bohatera kinem science-fiction. Myślę, że to jeden z najlepszych motywów do potraktowania go bardziej skrupulatnie niż w postaci migawki na grzbiety wydań DVD.

Nie zmienia to wszystko faktu, że oto film, który z powodzeniem znajdzie się w każdym zestawieniu pod tytułem „świetne filmy science-fiction, o których nigdy nie słyszałeś”. Przynajmniej do momentu premiery remake’u.

(2413)

Informacja o planowanym przez Ariego Astera remake’u tego południowokoreańskiego klasyka sprawiła, że pojawiła się dobra okazja do nadrobienia tej filmowej zaległości. Aster, który będzie jednym ze współproducentów filmu, wyrażał się o nim w samych superlatywach, tymczasem ja go nigdy nie widziałem, bo sto lat temu kalina powiedział, że jest kiepski. Uwierzyłem mu, a teraz postanowiłem sprawdzić, czy słusznie. Recenzja filmu Save the Green Planet! O czym jest film Save the Green Planet! Byeong-gu Lee jest przekonany o tym, że pozaziemskie istoty z Andromedy planują inwazję na Ziemię. Dojdzie do niej pod koniec tygodnia, więc czasu na ratunek planety nie ma…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Przekonany o inwazji kosmitów na Ziemię, Byeong-gu porywa biznesmena, którego uważa za ich przywódcę. Oto film, który z powodzeniem znajdzie się w każdym zestawieniu pod tytułem „świetne filmy science-fiction, o których nigdy nie słyszałeś”.

2 odpowiedzi

  1. Poluje na ten film od jakiegoś czasu, ale absolutnie żadnego dobrego źródła nie potrafię znaleźć :(

  2. Co prawda nie mówi o ratowaniu planety XD ale sam trailer kusi

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.