Król tygrysów, Tiger King: Murder, Mayhem and Madness (2020). Netflix.
Król tygrysów, Tiger King: Murder, Mayhem and Madness (2020). Netflix.

Król tygrysów. Recenzja serialu Tiger King: Murder, Mayhem and Madness, s1. Netflix

Oto bardzo interesujący przypadek. Zwykle seriale, które zyskują popularność w Stanach, u nas przyjmowane są w podobnie gorący sposób. Tymczasem Król tygrysów wcale nie wpisuje się w ten wzór. W Stanach na jego punkcie panuje istny pierdolec. To najchętniej oglądana produkcja Netfliksa i nie ma dnia, żeby na jej temat nie pojawiały się jakieś nowe informacje. O Królu tygrysów się twittuje, przebiera się za bohaterów na Instagramie i robi co może, żeby via Zoom pogadać z jego bohaterami i dowiedzieć się czegoś więcej.

Tymczasem w Polsce cisza, spokój, czasem jakaś opinia tu i tam – amerykański pierdolec do nas nie dotarł. I z jednej strony trudno się dziwić, bo to bardzo amerykański (czyt. poświęcony Ameryce) serial dokumentalny. Ale z drugiej dziwi jednak taki obrót sprawy. Gdy ktoś już Króla tygrysów obejrzy, raczej jest więcej niż zadowolony, ale nie przekłada się to póki co w solidną fanbazę.

O czym jest serial Netfliksa Król tygrysów

A było to tak. Mieszkał sobie w Ameryce niejaki Joe Exotic znany pod kilkoma innymi nazwiskami. Gej, muzyk country, polityk, właściciel zoo z dzikimi kotami. Jego miłości pod adresem lwów i tygrysów głośno sprzeciwiła się działaczka na rzecz praw zwierząt – Carole Baskin. Powiedziała, że lwy i tygrysy mają u Exotica źle i postanowiła mu je odebrać. A on postanowił wynająć płatnego mordercę, by ją zabił.

Z grubsza tak wygląda punkt wyjścia tego serialu dokumentalnego, który pierwotnie miał zostać poświęcony zjawisku hodowania dzikich zwierząt w Stanach Zjednoczonych, a finalnie wyszło, że stoi za tym taka historia, że żal jej nie opowiedzieć. Pełna zwrotów akcji, barwnych postaci i spojrzenia na amerykańskie redneckowo, którego nie sposób pomylić z żadnym innymi zakątkiem na Ziemi.

Recenzja serialu Król tygrysów. Netflix

Bezapelacyjnie Króla tygrysów warto obejrzeć. To połączenie programu Jerry’ego Springera z docu-crime’em i dokumentem społecznym poświęconym interesującemu tematowi. Połączenie, któremu wstrzyknięto sterydy i które miało to szczęście, że główny bohater, tytułowy Król tygrysów, miał zwyczaj nagrywać wszystko, co się wokół niego działo. Zapewniło to atrakcyjny materiał, który twórcy Króla tygrysów wykorzystali w sposób więcej niż solidny. Prowadząc widza przez meandry tego kolorowego świata, w którym trudno szukać pozytywnych bohaterów, ale przede wszystkim zmuszającego do dyskusji na temat rzeczy, które wcale nie okazują się tak oczywiste jak na pierwszy rzut oka się wydają. Każdy element Króla tygrysów można sobie obrócić pod dowolnie wybranym kątem i dostrzec coś nowego.

Wystarczyły zaledwie trzy tygodnie, żeby Netflix dokręcił dodatkowy odcinek serialu, a telewizje zaczęły się prześcigać w pomysłach na to, jak wykorzystać ten atrakcyjny temat. Powstanie filmu fabularnego na podstawie Króla tygrysów jest już pewne, a zabawy obsadowe trwają w najlepsze. Bohaterowie Króla tygrysów zostali gwiazdami Internetu i nic nie wskazuje na to, żeby temat Króla tygrysów miał w najbliższych latach ucichnąć. Powstają kolejne programy, drukują się książki, a powstanie drugiego sezonu też jest właściwie formalnością.

Nie oglądałem Króla tygrysów z rozjawioną japą, to na pewno nie. Rzeczywiście nie jest to produkcja, po której spodziewałbym się aż takich reakcji. Na pewno trafiła w świetny moment kwarantanny, w którym ludzie rozglądają się za fajnymi nowościami do obejrzenia. A ta się zdecydowanie wyróżnia pod tym względem. Nie mogę jednak powiedzieć, żebym uważał Króla tygrysów za dzieło wiekopomne i tzw. instant classic. Ot godny uwagi serial dokumentalny, który warto zobaczyć.

Z drugiej strony jego prawdziwą siłę pokazuje to, co sobą wzbudził. Gdy po seansie zapomina się o tych momentach, w których nieco się dłużył, a pamięta tylko te, które pchały go na nowe ścieżki. I zauważa, że co jego postać, to właściwie temat na nowy serial. I gdy chciałoby się obejrzeć, co dalej i w jakim miejscu znajdują się pootwierane na nowo dzięki serialowi śledztwa. Wtedy dostrzega się fenomen tej produkcji.

Bo tak naprawdę Król tygrysów tylko poskrobał po powierzchni wiele tematów, którymi zajęli się tutaj jego twórcy.

2 odpowiedzi

  1. Na nasz grunt się nie przyjęło. Obejrzałem, ale bez zachwytów, tylko raczej ze zdziwieniem że tacy ludzie chodzą po tym padole. W naszym klimacie szał zrobił by serial o Rydzyku:)

  2. frank drebin

    Tydzień temu męczyłem pierwszy odcinek, dotarłem za połowę i kompletnie nie chce mi się dalej ciągnąć. Nie mam pojęcia z czego to „halo” – ani postacie, ani fabuła, ani tygrysy – no nie wiem.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.