Extreme Job, Geukhanjikeob (2019), reż. Byeong-heon Lee.
Extreme Job, Geukhanjikeob (2019), reż. Byeong-heon Lee.

Extreme Job. Recenzja południowokoreańskiej komedii policyjnej

Ile wart jest dobry pomysł ble, ble, ble. Nie będę się powtarzał, wystarczy, że napiszę, że dużo jest wart. Udowadnia to południowokoreański Extreme Job, którego zarys fabuły nadawałby się idealnie do mojego primaaprilisowego wątku. Takie filmy lubię, choć… No ale może po kolei. Recenzja filmu Extreme Job.

O czym jest film Extreme Job

Czworo policjantów pod dowództwem pechowego kapitana (mniejsza o nazwiska, no może tylko Ha-nui Lee) nie jest pupilkami przełożonego drącego się na nich średnio raz dziennie. Że fajtłapy, że nieudacznicy, że śledztwa nie potrafią doprowadzić do końca, że podejrzanego zamiast nich złapał autobus miejski (międzymiastowy!). I faktycznie, tak właśnie wygląda sytuacja. W przeciwieństwie do innej ekipy z tego samego posterunku, nasza piątka rzeczywiście nie najlepiej wypełnia swoje obowiązki policyjne. Z tego względu kapitan już chyba zawsze zostanie kapitanem, co strasznie irytuje jego żonę. Pewnego dnia nadarza się okazja do tego, żeby odwrócić czarną serię niearesztowań. Nasi bohaterowie dostają cynk na temat jednego z groźnych gangsterów. Aby go schwytać, muszą rozpocząć obserwację jego ewentualnej kryjówki. Idealnym do tego jest mieszcząca się po drugiej stronie ulicy knajpa z kurczakami. Kiedy ta zostaje zamknięta, policjanci odkupują ją od właściciela i w formie przykrywki rozpoczynają handel smażonymi kurczakami. Okazuje się, że są w tym sto razy lepsi niż w byciu policjantami.

Zwiastun filmu Extreme Job

O czym jest film Extreme Job

Czyli w skrócie. Policjanci prowadzą śledztwo pod przykrywką kurzych restauratorów. Oto fabuły, jakich potrzebuje kino! Szczególnie to komediowo policyjne, którego Extreme Job jest przykładem.

Schłodźmy jednak na chwilę rozgrzane pomysłem głowy, bo nie wszystko w Extreme Job jest bez zarzutu. Przede wszystkim podstawowy problem z południowokoreańskimi komediami – no trzeba się wczuć w ten klimat, który często oddziela mężczyzn od chłopców. Tutaj nie jest tak, że mur azjatyckiego poczucia humoru stoi twardo i skruszyć się go nie da. Extreme Job bliższe jest naszej, zachodniej (a co!) wrażliwości i tylko niewiele wysiłku potrzeba włożyć to, by spojrzeć poza przesadzone aktorstwo, które tu istnieje. Bo to wciąż południowokoreańska komedia.

Wszystko, co dobre w Extreme Job znajduje się w scenariuszu. Świetny i prosty pomysł na fabułę został tu wykorzystany do granic możliwości. Czyli po azjatycku, bo oni potrafią się dobrze obchodzić z pomysłami na film. Żarty wynikające z bycia zarówno glinami jak i kucharzami są udane, a sytuacje, do których prowadzą, budzą uśmiech. „Bo się pogubiłam, planujecie dostawę kurczaków, czy policyjną akcję?” pyta jedna z bohaterek i tak to właśnie wygląda. Niby oglądasz kino policyjne, a oni o sprzedawaniu kurczaków gadają.

Co w Extreme Job uwiera to realizacja tego scenariusza. W zbyt częstych momentach brakuje mu powera i tempa. Ma się wrażenie, że ktoś zapomniał o tym, że film musi być nie tylko dobrze napisany, ale efektownie zrealizowany. Po pierwszej policyjnej akcji trzeba będzie czekać prawie cały film na kolejną. Udaną, zaskakującą (no powiedzmy) i fajną do oglądania, ale właśnie takiej energii potrzeba było przez resztę filmu. Po to, żeby nie myśleć o tym, że ogląda się południowokoreańską komedię policyjną.

Myślę więc, że identyczny scenariusz zrealizowany w Hollywood wypadłby dużo lepiej. A tak to pozostaje sympatyczny film z fajnym scenariuszem i przebłyskami. Inna sprawa – nie wiem, czy Bruce Willis i Mel Gibson sprawdziliby się w rolach sprzedawców smażonych kurczaków.

(2394)

Ile wart jest dobry pomysł ble, ble, ble. Nie będę się powtarzał, wystarczy, że napiszę, że dużo jest wart. Udowadnia to południowokoreański Extreme Job, którego zarys fabuły nadawałby się idealnie do mojego primaaprilisowego wątku. Takie filmy lubię, choć… No ale może po kolei. Recenzja filmu Extreme Job. O czym jest film Extreme Job Czworo policjantów pod dowództwem pechowego kapitana (mniejsza o nazwiska, no może tylko Ha-nui Lee) nie jest pupilkami przełożonego drącego się na nich średnio raz dziennie. Że fajtłapy, że nieudacznicy, że śledztwa nie potrafią doprowadzić do końca, że podejrzanego zamiast nich złapał autobus miejski (międzymiastowy!). I faktycznie, tak…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Grupa policjantów w trakcie obserwacji oprycha rozkręca dobrze prosperujący biznes gastronomiczny. Pomysłowy scenariusz wykorzystany w pełnej krasie możliwości. Przydałaby się jednak bardziej efektowna i wartka realizacja.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.