Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Serialowo, s12e11. Outsider, s01-e01-02. HBO.
Serialowo, s12e11. Outsider, s01-e01-02. HBO.

Serialowo, s12e11. Outsider, The Morning Show

Z oglądaniem filmów w ostatnich trzech miesiącach było słabo, ale z serialami już nieco lepiej. Tym bardziej dziwne, że nie pojawił się żaden odcinek Serialowa. Teraz się pojawia.

Serialowo, s12e11

Outsider, The Outsider, s01-e01-02. HBO

Pamiętacie te czasy, kiedy ekranizacje literatury autorstwa Stephena Kinga były po prostu okropne? Tak, było kiedyś takie coś. Aktualnie sytuacja zmieniła się diametralnie, a wraz ze wzrostem jakości tych ekranizacji powiększa się też ich liczba. „Outsider” to kolejna serialowa propozycja w oparciu o książkę Kinga. I kolejna, która trzyma wysoki poziom realizacyjny.

Fabularnie jest już nieco gorzej, ale być może tylko dla mnie.

Znalezione zostaje ciało brutalnie zamordowanego i zabitego chłopca. Podejrzanym jest trener miejscowej drużyny baseballowej (Jason Bateman). Dowody go obciążające są tak duże, że miejscowy detektyw (Ben Mendelsohn) nie ma żadnych wątpliwości. Zwija trenera prosto z prowadzonego przez niego meczu i oskarża o morderstwo. Tyle, że trener ma mocne dowody na to, że w trakcie morderstwa był gdzie indziej.

Może to tylko mój problem, ale nie wchodzi mi połączenie kryminalnego thrillera z horrorem, jakie serwuje Stephen King. Outsider to ekranizacja czwartej części serii powieści rozpoczętych Panem Mercedesem. Trylogia Mercedesa była okropna nie tylko ze względu na pomieszanie kryminału z nadprzyrodzonym horrorem, ale była też okropna pod każdym innym względem. Co zaskakujące, jak na jakość, do jakiej przyzwyczaił King, jeśli chodzi o styl. Tymczasem książkowy Outsider to zupełnie inna para kaloszy. Czyta się go świetnie, wciąga i tylko znów, gdy na arenę wchodzi element horroru, czuć jakiś zgrzyt.

I o ile w książce zaczyna zgrzytać później, to w serialu zgrzyta prawie od razu. Zgrzyta mnie, Wam nie musi. Niby godzę się na taką konwencję, a jednak jestem staromodny. Po kryminalnej zagadce spodziewałbym się rozwiązania możliwego w moim świecie. A wszelkie elementy nadprzyrodzone to tylko pójście na łatwiznę w kwestii rozwiązania owej zagadki. Być może w serialu fabuła podąży w inną stronę, ale odcinek drugi pokazał, że raczej nie ma się co tego spodziewać. Przeciwnie, właściwie wyłożył już na stół wszystkie karty. Zaskakująco szybko.

Mówiąc wprost, ideałem byłoby, gdyby King znalazł zaskakujące rozwiązanie, które rzeczywiście potrafiłoby zaskoczyć. Było to jednak niemożliwe, czego ma się świadomość czytając książkę oraz oglądając serial. A bez tego to tylko fajne czytadło/porządny serial. Nie wierzę w to, że coś tu pójdzie inaczej.

Realizacyjnie Outsider daje radę. Jest odpowiednio mrocznie, krwawo gdzie trzeba. To typowy mroczny thriller kryminalny z intrygującą zagadką. Choć bardziej pozornie, bo King od razu pakuje się w maliny, z których wyjść się nie dało. Robi to z premedytacją, bo wyjdzie z nich jak na Króla Horroru przystało, ale po kryminalnym thrillerze spodziewałbym się czegoś innego.

Innymi słowy mówiąc: to po co oglądasz, skoro nie kupujesz konwencji?

Warto też dodać, że serial w dwóch pierwszych odcinkach jest dość wierny książce. Zmiany są kosmetyczne, czasem na lepsze (syn detektywa). W kolejnych odcinkach pojawi się największa zmiana, czyli łącząca cztery powieści kryminalne Kinga postać Holly Gibney. Obsadzenie w niej Cynthii Erivo zgrzyta nie tylko ze względu na zmianę koloru skóry, ale oceniając po poprzednich rolach Erivo, aktorka jakoś średnio pasuje do neurotycznej Holly.

The Morning Show, s1. Apple TV+

The Morning Show to świetny dowód na to, że gdy masz dużo pieniędzy, dobrych aktorów i jeszcze lepszych scenarzystów, to jesteś w stanie nakręcić naprawdę porządny serial, któremu ciężko coś wielkiego zarzucić. Kiedy jednak nie masz naprawdę dobrego pomysłu na ten serial, to powyżej pewnego poziomu nie wzlecisz. The Morning Show nie wzlatuje.

Oto opowieść o dziennikarzach prowadzących popularny program śniadaniowy i stacji, która go produkuje. Milionowa publiczność, ustalona renoma, sława i nagrody, aż tu nagle twarz stacji (Steve Carell) zostaje oskarżona o molestowanie seksualne i tworzenie nieprzyjaznej atmosfery w pracy. Skandal jest ogromny. Stacja wywala prowadzącego na zbity pysk, a do współprowadzenia programu z Jennifer Aniston (kurde, przeklęty upływ czasu…) zatrudnia krnąbrną dziennikarkę znikąd (Reese Witherspoon). Potrzeba będzie jednak dużo więcej by przykryć wizerunkowy kryzys. Szczególnie że zwolniony dziennikarz upiera się przy tym, że został wywalony niesłusznie.

Opowieść o kulisach telewizji w cieniu ruchu #metoo zabiera widza na drugą stronę telewizyjnej kamery. Samego The Morning Show tu niewiele, dużo więcej dzieje się po ciemnej stronie Księżyca. Autorzy pokazują jak robi się telewizję w wielkim świecie, ale przede wszystkim stąpają po cienkiej linii oddzielającej niewinny flirt (komu to oceniać?) od seksualnego molestowania. Świetnie to napisane i od początku niejednoznaczne. The Morning Show robi wrażenie tym, jak sprawnie potrafi poruszać się po wszystkich płaszczyznach problemu. Od techników na spodzie po szefostwo na szczycie. Przez długi czas nie jest się pewnym czy wywalony dziennikarz wyleciał słusznie, czy nie. Potrafi przedstawić swoje racje tak, że zaczyna się wątpić, a jednocześnie w jego towarzystwie pojawiają się ohydne osoby, co do których wątpliwości się nie ma. To jedna szala problemu, po którego drugiej stronie jest paranoja spowodowana tym, że jedno oskarżenie może wywołać lawinę konsekwencji nawet wtedy, gdy nie ma z czego tych konsekwencji wyciągać. W świecie przed #metwoo związek pogodynką z koleżanką z pracy (Nestor Carbonell, Bel Powley) byłby po prostu fajnym związkiem pogodynka i współpracownicy. W 2019 roku przeczytać go można na tysiąc różnych sposobów. I scenarzyści umiejętnie prowadzą przez te wszystkie meandry współczesnych problemów.

Niejeden film pozazdrościłbym kasy, jaka poszła na ten serial. Odcinek o pożarze w Los Angeles to realizacyjna perełka. Zdolni aktorzy robią, co należy, choć daleki byłbym od przesadnych zachwytów. Jak i daleki jestem od zachwytów nad samym serialem. Jak napisałem, to dobry kawał telewizji, ale nie wciąga ten dobry kawał tak jak powinien wciągać. Za dużo tu dłużyzn, zbyt hermetycznych kulis świata przedstawionego i oczekiwania na to aż akcja w końcu ruszy do przodu.

Tak czy siak warto rzucić okiem choćby dla rewelayjnego Billy’ego Crudupa w roli nowego szefa działu mediów informacyjnych.

2 odpowiedzi

  1. O mój boże. Myślałem. że ten format na Qblogu już umarł. Szczerze powiem, że tęskniłem :)

  2. Quentin

    IT’S AAAALIVEEEEE!

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.