Serialowo, s12e10. Stranger Thing s3.
Serialowo, s12e10. Stranger Thing s3.

Serialowo, s12e10. Stranger Things s3, The 100 s6. Netflix

Na weekend zostawiam Was z nowym Serialowem. W najbliższy poniedziałek mam urodziny, wyrazy sympatii można więc przesyłać pod adres, który podam wszystkim zainteresowanym na priv. Nie bądź ostatni, odezwało się już szesnaście osób!

Serialowo, s12e10

Stranger Things, s3. Netflix

Nie potrafię przekonać się do tego serialu. Pomijam fakt, że jest przeważnie nudny, ale nawet mimo tego powinien posiadać wystarczająco dużo plusów, by oglądać go z przyjemnością. Tymczasem tylko na s1 nie mam powodów, żeby za dużo narzekać. s2 był już nudny, s3 jest nudny również.

W Hawkins niby wszystko wróciło do normy, ale to tylko pozorny spokój. Ruscy coś tam dziobią głęboko pod nowo otwartym centrum handlowym, by na powrót otworzyć przejście na Drugą Stronę. Wkrótce na ich ślad wpada serialowa ekipa uzupełniona tym razem przez sympatyczną sprzedawczynię lodów Robin (Maya Hawke) oraz siostrę Lucasa. Podzieleni przebiegiem wydarzeń na kilka podgrup, po raz kolejny będą musieli stawić czoła Łupieżcy, czy jak on się tam nazywa.

Wynudziłem się ja, wynudziła się Asiek. Anna Maria też by się wybudziła, gdyby wiedziała, o co chodzi. Sądząc po innych opiniach o sezonie należałoby raczej szukać winy w sobie, a nie w serialu, ale co to widza obchodzi kto jest winny, kiedy oglądanie się nie klei? To nie oglądaj, w czym problem?

Problem w tym, że pomimo tej nudy, po Stranger Things nigdy nie wiadomo czy czasem nie będzie miało w zanadrzu czegoś ciekawego. Tak jak np. „Neverending Story” w tym sezonie. Nudzisz się, ale liczysz na jakieś fajne nawiązanie do swoich ulubionych filmów. Czasem jakieś znajdziesz, ale jest tego zdecydowanie za mało, jak na oczekiwania. Obniż oczekiwania, w czym problem?

Problem w tym, że serial obiecuje te nawiązania do produkcji, które go zainspirowały. OK, mieliśmy dwa sezony na ogranie tego 80’s vibe’u, arkadowych gier komputerowych, BMX-ów itepe, w trzecim sezonie nie robi to już takiego wrażenia. Chciałoby się czegoś więcej niż chwila akcji w kinie, w którym grają „Powrót do przyszłości”.

Zamiast tego akcja rozmyta jest przez problemy sercowe nastolatków, które są średnio interesujące. Bohaterowie są zbyt infantylni, zachowują się zbyt debilnie jak na swój wiek, co jest źródłem większości serialowego humoru. Ponadto wyglądają coraz poważniej, nie pasując coraz bardziej do swoich postaci. Najbardziej Will, który w hełmofryzurze wygląda, nie przebierając w słowach, debilnie.

Wycinając te wszystkie wątki Dustino-Suzie’owe – zostaje niewiele. Fajnie, że do akcji wkroczyli Sowieci, którzy dodali Stranger Thing czegoś nowego, ale całość nie wypada jakoś szczególnie interesująco. Nadal wybija się formą ponad przeciętność, ale to powinno oglądać się jak The Goonies!

The 100, do s06e07. Netflix

I znowu fajnie ogląda się The 100! Po niezbyt udanych sezonach numer 4 i 5, serial wrócił na dobre ścieżki i właściwie tylko o tym chciałem tu napisać.

Bohaterowie serialu w końcu wydostali się z Ziemi, na której wydrenowali chyba już wszystkie możliwości rozwoju fabuły i poszybowali w hibernacji przed siebie. Docierając do Sanctum. Miejsca, w którym wylądowała inna ekipa z umierającej Ziemi. Bodaj księżyca – przyznam, że nie miałem jakoś zapału do s6 i pierwsze odcinki oglądałem niezbyt uważnie – na którym znów, wszystko chce cię zabić, a nawet jeszcze nie pojawiają się ludzie. Ci okazują się serdeczni, przyjaźni i do rany przyłóż, ale oczywiście za chwilę wychodzi na jaw ich prawdziwa natura. Bohaterom zaczyna palić się ziemia pod stopami, a widoki na ratunek nie rysują się zbyt atrakcyjnie.

Ogląda się to interesująco nie tylko przez wzgląd na fabułę, ale i na wysokie, jak to w The 100, wartości produkcyjne. Szczególnie w pierwszych odcinkach Sanctum wygląda bardzo psychodelicznie, kojarząc się trochę z niedawnym kinowym Midsommar. Te same sielskie, anielskie klimaty, tutaj jeszcze podbijane kolorystycznie przez Czerwone Słońce, czy jak to się tam nazywa. Czuć, że warstwa wizualna jest dla twórców równie ważna i że nie zadowolą się tym, że napiszą na początku „Odległa przyszłość”, a z resztą jakoś to będzie.

Przez siedem odcinków zdążyło zginąć kilku głównych bohaterów, choć wiadomo jak z tym ginięciem wygląda sprawa. Tak czy siak w opałach byli już Murphy, Clarke i Octavia, której, well, uschła ręka. Nie czuć póki co żadnych niepotrzebnych zapychaczy i choć całość opiera się na standardowych dobrzy/źli, źli/dobrzy, fabuła bardzo ładnie się rozwija zapewniając atrakcyjne rozwiązania pomagające z przyjemnością oddać się tej guilty rozrywce.

Do tego wątków miłosnych jest dużo mniej, więc osoby uczulone na teen-dramę mogą odsapnąć. Z drugiej strony nigdy mi ta teen-drama tu nie przeszkadzała, więc mogę jej po prostu nie zauważać.

Reasumując, The 100 to nadal najlepszy obecnie serial postapo sci-fi. Choć nie oglądam żadnego innego, więc skąd mogę to wiedzieć? 😊

11 odpowiedzi

  1. Ty osobiscie masz urodziny czy blog?

  2. Zacznę od tego, że ja nie byłem zachwycony 1 sezonem Stranger Things, to nie było dla mnie coś nowego i świeżego. Oglądało się fajnie, dobra, a miejscami bardzo dobra rozrywka, ale ocenianie tej produkcji jako arcydzieła, to dla mnie BYŁA przesada. Seria 1 wpisała się idealnie w modę na kino oddające hołd popkulturze lat 80-ych, która wydaje mi się, że pomału mija, i teraz filmy oddają hołd popkulturze lat 90-ych (np. Captain Marvel), ale tak szczerze jak chciałbym obejrzeć dobry film w stylistyce lat 80, to puszczę sobie film z lat 80, np. Goonies, Stand by me. Więc dla mnie opinie o serii pierwszej były przehajpowane, bo to fajna rozrywka i nic więcej. Tak samo uważam, że drugi sezon był przesadnie oceniony, TYLKO w drugą stronę, bo skrytykowany za bardzo. Spotkałem się z opiniami głównie negatywnymi, a najbardziej dostało się chyba temu odcinkowi z Jedenastką gdy wyjechała i poznała inną dziewczynę o podobnych zdolnościach. Moim zdaniem to nie był zły odcinek, bardziej to taka zapowiedź spinoffa serialu, ale chyba to jak zjechali prawie wszyscy ten odcinek odbiło się na fabule 3 serii, gdzie w ogóle nie wracają do tego wątku, a jak nie mylę się, to mówiono że wątki z tego odcinka będą odgrywać istotną rolę. Ja się nie rozczarowałem 2 serią, bo dla mnie to taki sam poziom jak 1 sezon, czyli dobra rozrywka.

    Nie narzekam też na schematy, bo dla mnie od 1 serii ST to serial oparty na schematach kina lat 80, nie mający nic w sobie oryginalnego. 2 sezon to powtórka z 1 serii bo znowu walczą z łupieżcą, i w trzeciej serii też mamy ten sam wątek, czyli walki z tą samą siłą, ale po opiniach widzę, że sezon jest nawet oceniany najwyżej, lepiej nawet od 1 serii i w sumie nie wiem dlaczego, bo dla mnie serial przez trzy sezony jest na tym samym dobrym poziomie, nigdy nie było lepiej ani gorzej. Jedyna różnica to taka, że tym razem poluje łupieżca na kogo innego, dodano wątki jak z Inwazji porywaczy ciał, które są super i dodano centrum handlowe. A złych amerykanów naukowców zastąpiono złymi z ZSRR.

    No i oczywiście z serii na serię dzieciaki się zmieniają, co wychodzi w serialu różnie bo np. ci co denerwowali mnie w 1 serii, to w 2 i 3 serii nie wkurzają, jak np. Lucas, który non stop narzekał w 1 serii, a potem jest spoko, a niektórzy, których uwielbiałem w 1 serii to w 3 serii mnie denerwują swoim zachowaniem, jak Mike.

    Więc dla mnie 3 seria to ten sam poziom z oddawaniem hołdu popkulturze co raz wychodzi świetnie jak nawiązania np. do Szklanej Pułapki, innym razem słabo jak cały wątek z ruskim Elektronicznym Mordercą, ale na szczęście nie ma tych nawiązań aż tak rzucających się w oczy jak w 1 serii. Zresztą ja nie oglądam tylko dla nawiązań do lat 80, na którym to kinie się wychowałem, ale dla bohaterów, których lubię, nawet jak wnerwiają.

    W 3 serii też zaczyna być widać po dzieciakach, którzy mają naprawdę talent aktorski, a którzy stracili urok dziecięcy i są słabymi aktorami. Lubię w serialach i filmach obserwować dziecięcych aktorów jak dorastają i jak ich kariera się rozwija i czy talent aktorski dojrzewa czy znika przez lata, kiedyś tak miałem z Elijahem Woodem choćby, którego znam jeszcze z np. Synalka, sprzed Władcy Pierścieni.

    Moim zdaniem najgorszym elementem 3 sezonu serialu jest aktorstwo Harboura, zwłaszcza w dwóch pierwszych odcinkach, który bardzo szarżuje. Facet szarżuje bardziej jak Ryder w 1 i 2 serii, a zaś ona w 3 serii gra spokojniejszą postać jak wcześniej. Dlatego dwa pierwsze odcinki mi średnio podeszły. Choć Hoppera muszę obronić, bo jak nie szarżuje, nie idzie w komedię, to wtedy dostajemy starego dobrego Hoppera. Podobała mi się też gruba wersja Rambo, jeden z niewielu udanych żartów z Harbourem:)

    Zgadzam się z tymi co twierdzą, że pierwsze dwa odcinki są aż za bardzo komediowe, ale mają fajne elementy jak przyjaźń dziewczyn, a gdzieś od 3 odcinka, a dokładnie od sceny w okolicach 30 minuty z Harbourem i Ryder w starym laboratorium robi się poważniej, a przynajmniej zrównoważona jest komedia z elementami kina młodzieżowego, SF, horroru. W tym momencie robi się o wiele lepiej, każdy odcinek zlatuje bardzo szybko, chce się załączyć od razu następny i ogląda się bardzo dobrze. Oczywiście jest wciąż humor, który wypada raz słabo, jak chyba każda scena komediowa z Harbourem (choć humor się poprawia jak dołącza do niego rusek i znajomy znający rosyjski), a innym razem dobrze jak trio Dustin, Steve, Robin (no i siostra Lucasa), ale Dustin i Steve już w 2 serii pokazali, że mają fajną chemie, więc nie dziwne, że tutaj też są świetni. Z nowych postaci super jest Robin, grana przez córkę Ethana Hawke’a i Umy Thurman. Fajnie wypadł też Cary Elwes jako burmistrz.

    Podoba mi się, że pokazano też w serialu jak dzieciaki się zmieniają i jak paczka się sypie, jak mają inne rzeczy na głowie, typowe dla nastolatków, wiec jest to też o dorastaniu sezon. Choć wrócono w przypadku Willa do 1 serii, bo w 2 sezonie miał co grać, a w 1 serii nie, i tak samo jest w 3 sezonie gdzie poza dobrą sceną wkurzenia na przyjaciół jego postać tak naprawdę nie istnieje.

    Szkoda też, że Bobby Brown ma mniej do grania jak wcześniej, choć fajnie że w pierwszych dwóch odcinkach, w wątku pójścia na zakupy, pokazali jej weselszą wersję, która nie jest ciągle zamyślona i poważna. Ale tak to głównie pokazują jak używa mocy.

    Więc ogólnie jestem zadowolony z 3 serii, ale nie uważam jak sporo osób za najlepszy sezon ze wszystkich, tak jak 1 sezonu też nie uważam za objawienie serialowe i tak samo jak 2 sezon nie zjechałem jak inni, bo wszystkie sezon stoją na tym samym dobrym poziomie. Więc podobnie jest z 3 sezonem, który jest dobry i jedyna różnica to taka, że ma szybsze tempo jak poprzedni sezon. Ale pochwalić muszę speców od ef. specjalnych, które wygladają jak w blockbusterze z Hollywood, chyba jeszcze większy budżet jak w 2 serii. Nie ogląda się jak serialu, ale jak długi rozrywkowy film z lat 80-ych. Ogólnie realizacyjnie, zdjęciowo, montaż, muzyka, ef. specjalne, wszystko jest na wysokim poziomie. Cały sezon, nie licząc pierwszych dwóch odcinków, trzyma dobry poziom i kończy się znakomitym finałem.

    Nie mogę się doczekać na 4 sezon tak jak na poprzednie, ale też liczę, że twórcy będą się trzymać planu, czyli czwarta seria to będzie pożegnanie, a chyba tyle planują.

    Zapomniałem dodać że uwielbiam scenę z piosenką z Niekończącej się opowieści. Może wydaje się nie pasować do akurat tego momentu, a znam wiele osób co narzekają na ten moment, ale mnie to zupełnie nie przeszkadza. Kupiła mnie ta scena. No w końcu dali się okazję chłopakowi, który występuje na Broadwayu wykazać w serialu:)

  3. O kurczę, faktycznie będzie czwarty sezon…
    A dla mnie zakończenie trzeciego było satysfakcjonujące i przyjąłem jako koniec serialu…

    Co do różnych ocen sezonu pierwszego oraz dwóch kolejnych to poniekąd się zgadzam. Sezon drugi i trzeci oglądałem przy okazji premiery tego ostatniego i w trakcie seansu byłem dość mocno rozczarowany. A to dlatego, że jednak klimat w serialu dość istotnie się zmienił pomiędzy jedynką a dwójką. Nie umiem nazwać tego, czy chodziło o tajemnicę, niewiadomą czy po prostu było poważniej, ale lekki ton kolejnych sezonów w odbiorze mi przeszkadzał.
    Im więcej jednak czasu minęło od obejrzenia, oraz biorąc pod uwagę z jaką chęcią sięgałem po kolejne odcinki, przyznaję rację, że sezony dwa i trzy również były bardzo udane.

    ps.
    odcinek z siostrą jest zjechany, moim zdaniem, nie za to, że jest słąby (przeciętny, bez szału), tylko że pojawił się po bezsprzecznie najlepszym odcinku s02, odrywając od wątku i będąc typową ślepą uliczką – zapychaczem.

  4. Quentin

    @loki
    Moi osobiście. Blog 1 sierpnia.

  5. frank drebin

    https://www.youtube.com/watch?v=n8n-PDVYgu4
    Jestem siedemnasty?

    A propos „Stranger Things” to pierwszy sezon był bardzo dobry i udanie nawiązywał do lat mojej młodości i sympatii do kina ejtis ale do tego całego „hajpu” się nie przyłączyłem. Po prostu wiem, że jest to tylko produkt zrobiony dla pieniędzy a nie z miłości do kina. Sezon drugi był przeciętny a trzeciego nie będę oglądał bo mi się nie chce. A tak btw uważam jak inni, że na filmwebie sezony powinny mieć rozdzieloną ocenę.

  6. frank drebin

    „Blog 1 sierpnia.”
    Hłe, hłe, dobra data, mua urodziny :)

  7. Mi tam się sezon trzeci ST bardzo podobał. Uważam, że jest lepszy niż drugi. Oczywiście Rosjanie paradujący 30 pięter pod ziemią (i jak coś takiego w ogóle wybudowali, że nikt się nie zorientował) w pełnym rosyjskim umundurowaniu to mocna przesada, ale poza tym jest spoko. Fakt, nawiązań mogłoby być więcej, ale akurat rozpadanie się paczki przez problemy sercowe jest bardzo trafione. Z reguły właśnie tak się dzieje w życiu.
    Tylko coś mało Winonie dali do grania w tym sezonie.

  8. Quentin

    I stanowczo za dużo w tym mundurze, w którym wyglądała okropnie!

  9. A to też mnie zastanawiało – laska 1.50m, mundur ściągnięty z gości co najmniej o głowę wyższy i pasuje. Powinna wyglądać w nim jak w worku. Nawet jakiegoś komenta powinni rzucić w tej sprawie, a tu nic. Jak się przypatrzyłem, to rękawy miała zawinięte, ale już kroku w kolanach nie było, ani podwójnej szerokości w pasie.

  10. hmm, dużo ludzi chwali ten „the 100”, ja w sumie skreśliłem ich po pierwszym odcinku, bo irytowała mnie aktorska maniera tej całej młodzieży i trochę patrzyłem na to jak na „Beverly Hills w kosmosie”
    może trzeba dać drugą szansę, bo przecież mogę się nie znać

    co do stranger things – nie załapałem się ani na hype i sentyment (trudno o sentyment do kina, którego raczej nie oglądałem), ani na jakąś nienawiść, bo „dla kasy i to już było”, podobała mi się pierwsza seria, ale potem jak musiałem wybierać to z reguły wybierałem coś innego, bo niespecjalnie mnie ciekawiło co tam dalej (a przecież jak wiemy ze „świata wg garpa”, to jest ostateczny powód zapoznawania się z książkami – co chyba można też zastosować do seriali)

  11. Quentin

    Mnie akurat „The 100” spodobało się od pierwszego odcinka, więc trudno mi powiedzieć, czy warto próbować dalej, jeśli było odwrotnie. To bezapelacyjnie takie Beverly Hills w kosmosie – szczególnie w pierwszych sezonach – ale potem poszło to już bardziej w stronę postapo i zwrotów akcji co odcinek. Na pewno serialowi pomogłoby wywalenie romantycznych wątków i skupienie się na całej reszcie, ale mnie to zupełnie nie przeszkadza. Jestem jednak zdania, że jak coś nie leży to nie leży i nie ma się co męczyć.

    No to pomogłem :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.