Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Ratsasan (2018), reż. Ram Kumar.
Ratsasan (2018), reż. Ram Kumar.

Ratsasan. Recenzja hitowego thrillera z Kollywood

Dawno nie było żadnej indyjskiej recenzji, a że wiem, jak bardzo je kochacie, to voila. Oto dwa słowa o kollywoodzkim thrillerze psychologicznym o seryjnym mordercy. Tytule znajdującym się na każdej szanującej się liście najlepszych indyjskich filmów 2018 roku. A przynajmniej na IMDb. Recenzja filmu Ratsasan, czyli bardziej swojsko… DEMON!

O czym jest film Ratsasan

Przypadkowi przechodnie odnajdują zmasakrowane ciało młodej dziewczyny, która zaginęła przed dwoma dniami. Niedługo potem porwana zostaje kolejna dziewczyna, a jedynym śladem po całym zdarzeniu jest upiorny prezent. Śledztwo w tej sprawie szybko przynosi pierwsze efekty, a policjanci nie mogą nadążyć z torturowaniem podejrzanych. Nie podoba się to świeżo upieczonemu policjantowi Arunowi Kumarowi (drętwy Vishnu Vishal). Dostał tę robotę po znajomości, ale przygotowany do ścigania morderczych psychopatów jest jak nikt inny. Arun od dłuższego czasu pracował nad filmem o psychopatach. Zainteresowany tematem zbierał wycinki z prasy dotyczące każdego seryjnego mordercy, jakiego tylko nosiła ziemia. Napisał też scenariusz, którego jednak żaden producent nie chce kupić. Tak jak nikt nie kupuje jego teorii o groźnym psychopacie. Kiedy jednak urzeczywistnia się wszystko, co przewidział, zostaje dołączony do śledztwa. Z mordercą przebywającym na wolności nie jest bezpieczna żadna nastolatka, w tym siostrzenica Aruna.

Zwiastun filmu Ratsasan

Recenzja filmu Ratsasan

Poszukując zaskakujących thrillerów z całego świata, ostatnio bardzo często niezłym przystankiem są Indie. Wbrew panującemu stereotypowi o ollywoodach, kino to zmieniło się już dawno i coraz częściej natrafić tam można na mocne filmy, które jeszcze jakiś czas temu nie śniłyby się miejscowym twórcom. Niestety w przypadku indyjskiego kina, nigdy tak naprawdę nie wiadomo na co się trafi. Być może na świetny film, o którym nikogo nie przekonam, że jest świetny, a być może na dzieło, co to wypada powiedzieć o nim: a czego się spodziewałeś po Bollywoodzie? (Choć tu to naprawdę Kollywood).

Ratsasan należy do tej drugiej kategorii. Doceniam starania twórców, którzy serwują sporo rzeczy zupełnie nie kojarzących się z ollywoodami, no i snują klasyczną historię pogoni za seryjnym mordercą, która musi zakończyć się obowiązkowym twistem. Jestem pewien, że tego typu kino z góry musiało przyciągnąć na miejscu tłumy spragnionych sensacji widzów i gdyby je skrócić o godzinę i poprawić to, co zgrzyta, należałaby się co najmniej solidna Siódemka.

No ale nikt tego nie skrócił i zgrzytów nie poprawił. W efekcie z intrygującego pomysłu na film powstało dzieło, które pięćdziesiąt lat temu nakręciliby we Włoszech i nazwali giallo. Ale nie to stylowe giallo Dario Argento, ale głupawy filmik z karykaturalnym mordercą balansujący na granicy parodii.

Najbardziej chyba szkoda, że nie został wykorzystany ten pomysł na policjanta filmowca. Tak po prawdzie szybko nie ma znaczenia, kim nasz główny bohater chciał zostać. Zamienia się w generycznego glinę z każdego indyjskiego filmu. Aż prosiło się, żeby wiedza wyniesiona przez niego z oglądania filmów i wycinania gazet została zastosowana w bardziej praktyczny sposób niż „sir, oglądam dużo filmów, czytam dużo o seryjnych mordercach, to na pewno psychopata!”. Ratsasan krzyczy o inteligentną zabawę motywem bohatera znającego wszystkie kruczki filmowego serial-thrillera.

Do kompletu należy dodać, że filmowy twist został sprzedany w strasznie dziecinny sposób, który całkowicie przekreśla film Rama Kumara. Gdy dla szanującego widza jest już jasne co i jak, nic co doprowadziło do tego momentu nie ma już znaczenia.

Nawet gdybym napisał, że to arcydzieło i tak byście filmu nie obejrzeli, ale dla dopełnienia informacji napiszę jeszcze, że nie tańczą (są dwie piosenki, ale ilustracyjne). No i że jak przystało na ollywood znalazło się tu trochę głupkowatego humoru, wciąż obowiązkowego w trosce o widza, który w jednym filmie chce dostać wszystkie gatunki filmowe i nic więcej go nie obchodzi.

(2313)

Dawno nie było żadnej indyjskiej recenzji, a że wiem, jak bardzo je kochacie, to voila. Oto dwa słowa o kollywoodzkim thrillerze psychologicznym o seryjnym mordercy. Tytule znajdującym się na każdej szanującej się liście najlepszych indyjskich filmów 2018 roku. A przynajmniej na IMDb. Recenzja filmu Ratsasan, czyli bardziej swojsko… DEMON! O czym jest film Ratsasan Przypadkowi przechodnie odnajdują zmasakrowane ciało młodej dziewczyny, która zaginęła przed dwoma dniami. Niedługo potem porwana zostaje kolejna dziewczyna, a jedynym śladem po całym zdarzeniu jest upiorny prezent. Śledztwo w tej sprawie szybko przynosi pierwsze efekty, a policjanci nie mogą nadążyć z torturowaniem podejrzanych. Nie podoba się…

Czas na ocenę:

Ocena: 4

4

wg Q-skali

Podsumowanie: Po wstąpieniu do policji niedoszły filmowiec trafia na ślad seryjnego mordercy. Indyjskie giallo. Ale nie to stylowe giallo Dario Argento, ale głupawy filmik z karykaturalnym mordercą balansujący na granicy parodii.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.