Gra o tron, sezon 8 odcinek 4.
Gra o tron, sezon 8 odcinek 4.

Gra o tron, sezon 8 odcinek 4

Czwarty odcinek ósmego sezonu Gry o tron to dobra okazja do tego, żeby w końcu trochę pokrytykować ten serial. Do tej pory  w ostatnim sezonie nie miałem ku temu większego powodu, ale epizod numer cztery w końcu trzeba uznać, za mocno przeciętny. Oczywiście dalej będą SPOILERY, ale to chyba oczywiste. Choć może nie dla wszystkich, czego nauczyła po raz kolejny sytuacja z wczoraj. Do sieci wyciekły spoilery odnośnie czwartego odcinka i dzisiaj od rana ludzie narzekają, że się na nie natknęli w tych niedobrych Internetach. A ja jestem zdania, że nic nie dzieje się przypadkiem. Co za tym idzie, wcale mi ich nie żal. Mam polajkowane różne fanpejdże typu Westeros.pl, a mimo to nie wpadłem na żaden spoiler. Jedynie na informację, że takie fruwają po necie. Uważam więc, że ci, którzy na nie wpadli, sami skusili ten los, a to zaglądając gdzieś do komci, albo na strony, na które zdrowe zmysły kazały nie zaglądać. Albo jeszcze jakoś inaczej. Ludzie mają skłonności do samodestrukcji i wpadanie na spoilery to tylko kolejny tego przykład. A wystarczy trochę chłodnej głowy i cierpliwości. Serio, nic się nie stanie, jak o czymś dowiemy się parę godzin po części ludzkości.

Czwarty odcinek ósmego sezonu Gry o tron to raczej typowy zapychacz (zadziwiające, że przy tylko sześciu odcinkach mają na to czas), który po raz kolejny udowadnia, że największym przeciwnikiem serialu są wysokie oczekiwania pod jego adresem. Każdy liczy na nie wiadomo jakie cuda i zwroty akcji, a potem jest zawiedziony. Pewnie, autorzy serialu nie pomagają swoją niechęcią do radykalnych rozwiązań, ale obiektywnie patrząc finałowy sezon tylko kończy w oczywisty sposób to, co przez siedem poprzednich sezonów rozwijało się do takiego właśnie końca. Dlatego z jednej strony można narzekać na mało zaskakujących rozwiązań, z drugiej trudno było się takich spodziewać. Nie po to konsekwentnie (mniej lub bardziej) budowana była fabuła serialu, żeby nagle Bran okazał się synem Ramseya, a Arya chłopakiem. Trzeba się z tym pogodzić przy pozostałych do końca odcinkach, kiedy znów trzeba będzie powiedzieć: no tak, tego się wszyscy spodziewali.

Na szczęście niewiadomą pozostaje wciąż, kto finalnie zasiądzie na Żelaznym Tronie. Pewnie wiele osób będzie mogło potem powiedzieć: „a nie mówiłem”, ale to tylko spekulacje, a istotą spekulacji jest to, że ktoś trafi celnie. Ja nie spekuluję i nie mam żadnego swojego typu. Nie mam ambicji do bycia tym, co to powiedział szesnaście odcinków wcześniej, kto  wygra ten serialowy wyścig o władzę. Na dobrą sprawę nie ma do tego nawet żadnego dobrego kandydata. To może rzeczywiście najlepiej, żeby zasiadł na nim Sam, o czym myślałem w żartach kilka odcinków wcześniej. Z drugiej strony po co im w ogóle jeden władca? Smok niech stopi Żelazny Tron, a oni niech sobie żyją w pokoju podzieleni na kilka królestw z samodzielnymi władcami. Byłby to dość ironiczny koniec, ale chyba wcale nie taki głupi. W The Walking Dead jakoś się dogadują :P.

Choć z punktu widzenia oglądania sercem ósmy sezon Gry o tron oferuje wiele dobra, to oglądanie go rozumem każe przyznać rację tym, którzy twierdzą, że widać spadek jakości serialu w stosunku do sezonów poprzednich. Chęć zaszokowania rozmachem bitewnym sprawia, że oszczędności szukane są gdzie się tylko da. Na biednego wilkora nie ma kasy na CGI, więc wrzuca się go na chwilę gdzie popadnie, by w końcu w dość niesympatyczny sposób się z nim pożegnać. Mógłby go Jon choćby pogłaskać na do widzenia albo powiedzieć mu, że był dobrym wilkorem. Wysłanie go z Tormundem na daleką północ to co prawda symboliczne zrzeczenie się Jona praw do bycia Starkiem, ale wilczek z poharatanym uszkiem zasłużył na trochę ciepła.

Oszczędności sprawiają też konieczność skumulowania za dużej ilości wątków do możliwie jak najskromniejszym lokacji. Stąd jedna stypa w Winterfell musiała wystarczyć na pozamykanie lub rozwój za dużej ilości wątków. Z tego powodu czuć w tych pierwszych minutach odcinka chaos, a sceny poważne przeplatają się z tymi mniej poważnymi. Pijacka gra z Brienne niewiele wnosi do serialu, a za chwilę rozgrywa się jakaś inna minitragedia w obrębie komnat Winterfell. Żałosnym trzeba uznać pojawienie się znikąd Bronna i jego negocjacje w Lannisterami. To zresztą kolejny wątek, który naznaczony jest zbyt dużymi oczekiwaniami. Człowiek spodziewa się jakiejś niespodziewanej tragedii, śmierci głównego bohatera z rąk Bronna (no ja się nie spodziewałem, bo wierzę w ich przyjaźń), a tu jakieś heheszki z kolesiem, który wyłonił się z cienia i wrócił do cienia, by pewnie pojawić się za dwa kolejne odcinki na parę sekund. Coraz mniej podoba mi się to typowe dla seriali pompowanie oczekiwania na tragedię rozwiązane ratunkiem w ostatniej sekundzie. Z jednej strony w powietrzu wisi Coś, z drugiej brakuje odwagi ararmartinowego zaszokowania. Z serialu, który rzucał wyzwanie utartym schematom, Gra o tron zamieniła się w serial, który jest schematem. I powtarzam: to naturalny skutek tego, co zobaczyliśmy od początku, ale chciałoby się więcej. Można się tak uodpornić od tego bezpieczeństwa fabularnego, że potem już nawet niespodziewane śmierci nie wzbudzą zaskoczenia.

Bo choć nie spodziewałem się ubicia smoka i Missandei to nie zrobiło to na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia. Bardziej zastanawiam się, w jaki sposób Daenerys nie dostrzegła z grzbietu smoka bezszelestnie zbliżającej się floty (pozdrowienia dla zabijających znienacka bezszelestnych autobusów) oraz cóż to za niezawodny sposób ładowania grotów mają na tych statkach, że strzelają z kusz niczym z karabinów maszynowych.

I o to mam najbardziej żal do autorów Gry o tron. Że zamiast robić na mnie wrażenie, serwują mi jakieś mało emocjonujące śmierci w momencie, kiedy już nie mają wyjścia, a nie wtedy, gdy wszystko by to skomplikowało. Bo odcinki zapychacze da się z łatwością wybaczyć oglądając Grę o tron sercem.

6 odpowiedzi

  1. Niestety pogubili się kompletnie od kiedy brakuje im książek Martina, postacie się teleportują, robią durne rzeczy sprzeczne z tym jak były rozwijane przez wiele sezonów itp. Robią się ślepe (Danka) i głupie (Tyrion).
    A kto zasiądzie już wiadomo niestety, odcinek 8×04 potwierdził że spoilery które wyciekły wcześniej są prawdziwe, ale nie będę tu spoilerować, kto ciekaw niech zarzy na reddit freefolk.

  2. Mnie się podobał odcinek, łącznie z tymi romansami i tą popijawą, było to potrzebne dla bohaterów. Po bitwie musieli się odstresować i fajnie pokazane relacje były, czyli jakby ciąg dalszy drugiego odcinka. No i jak to bywa z romansami w GoT kończą się źle co pokazał każdy miłosny wątek w tym odcinku. Od sceny z Aryą gdzie dostaliśmy oświadczyny nowego lorda, gdy Arya dała mu kosza. Podobało mi się jak to rozegrano, bo pasuje to do tej postaci, jakoś ciężko mi jest ją sobie wyobrazić jako panią lordową. Mam na myśli też wątek z przyjaciółką Danki co zginęła, a powinna odcinek wcześniej, ale kupuję to, bo dzięki temu budują konsekwentnie wątek Danki, która w tej serii traci wszystkich bliskich, wszystkich komu ufa i swoje dzieci.

    Wątek z Jamie i Brienne, który skończył się jak wszyscy się spodziewali, ale wiadomo było, że coś później musi się stać i nie będzie sobie siedział w domku. Więc na koniec odcinka dostaliśmy twist związany z Jamie, który nie do końca należycie został dobrze napisany, chodzi mi o dialog. Sugeruje się że Jamie znowu przeszedł na ciemną stronę mocy. A ja w to nie wierzę, bo byłaby bez sensu cała jego przemiana jaka w nim zaszła, który świetnie poprowadzono przez ileś sezonów i teraz można by go wyrzucić do kosza. A jeśli tak się stanie w kolejnych, że wywalą całą jego przemianę do kosza i okaże się na koniec czarnych charakterem to się wkurzę. Dialog do Brienne, że jest taki sam jak siostra, wypada też dlatego źle, bo tak końca nie wiadomo o co mu chodzi. Rozumiem, że scenarzyści tak to zrobili specjalnie byśmy nie wiedzieli przy następnych odcinkach co on zrobi, ale nie musiał ranić Brienne takim tekstem. Aktorzy świetnie zagrali, ale mam nadzieję, że to nie jest ostatnia scena z Jamie i Brienne, że jeszcze będą mieli wspólną scenę . Niewierzę, że jedzie do siostry, by wrócić do niej, tylko by ją namówić, by zaprzestała tego co robi, ewentualnie by ją zabić. Tego jestem prawie pewien, że to jego przeznaczenie jest. Jest to w sumie druga osoba obok Aryi, która chce Cersei zabić.

    Rozumiem narzekania jak śpieszą się z fabułą co bardzo widać, jak choćby to że tajemnice Snowa już znają wszyscy, a w poprzednich sezonach to pewnie by w finale sezonu dopiero by ją poznali i bezsensowne rozwiązania jak np. Danka nie zauważyła wroga, choć z wysoka powinna ich zauważyć. Choć ja sobie tłumaczę też tym, że może myślała, że to Yara z sojusznikami, bo wcześniej jest powiedziane, że odbiła Dragonstone dla królowej. Rozumiem że można było to przegapić bo bardzo się śpieszą z fabułą co widać też w scenie po ataku, gdy widzimy rozbitków i nagle przeskok do pokazania narady. Choć nie mam problemu z załatwieniem smoka, bo chyba mają przecież odpowiednią do tego broń, ale zaś mam problem z tym, że nie trafili w ostatniego smoka ani raz. Już w poprzedniej serii próbowali smoki załatwić, jak mnie pamięć nie myli i chyba to był Bronn.

    A co do Bronna to też w tym wątku widać jak się śpieszą. W poprzednich seriach zobaczylibyśmy jak dostał się do Winterfell. A tak to wygląda, że bardzo słabe straże mają skoro tak sobie bez niczego wszedł do komnaty i odwiedził Lannisterów i po prostu wyszedł, ale nie było czasu na pokazanie tego jak mu się udało przyjść i uciec. Musimy sobie dopowiedzieć że mu się udało.

    Mnie epizod się podobał też dlatego, że dostaliśmy typowy gadany odcinek GoT, czyli sporo potyczek politycznych, knowań, spisków, czyli to czym got było na początku, a pewnie za tydzień znowu będzie jedna wielka nawalanka, skoro odpowiada za piąty odcinek reżyser bitewnych odcinków, czyli Sapochnik.

    Mógłbym się czepiać tego też czemu nie załatwiła wszystkich Cersei w końcówce, a mogła, ale bohaterowie są nieśmiertelnico wiadomo od przynajmniej poprzedniej serii. Ale ja mam takie wrażenie, że akurat w ostatniej scenie rozmowy z Tyrionem twórcom chodziło o to by pokazać kim ona jest. Jak jej brat opowiada o dzieciach co zmarły i dziecku co się narodzi (ciekawe czy Euronowi trybiki w mózgu się załączyły, że coś tu jest nie tak z tą ciążą) , to twórcy chcieli pokazać jej resztki człowieczeństwa. Nie zabiła Tyriona, choć go nienawidzi, bo nie potrafi przez więzy rodzinne.

    Jestem mile zaskoczony aktorstwem Clarke w ostatniej scenie, a ona jak powszechnie wiadomo do najlepszych aktorów w serialu nie należy. Od kilku odcinków, a w sumie to chyba od poprzedniej serii, próbują zrobić z Danki szaloną królową i twórcy idą z tym wątkiem konsekwentnie. No i w dzisiejszym odcinku w tym jej spojrzeniu może nie widziałem jeszcze całkowitego szaleństwa, ale wkurzenie mówiąc łagodnie. Clarke dobrze zagrała oczami, a nie samymi brwiami:)

    No i Tyrion w końcu ma co robić, jest jakiś tam konflikt między nim a łysym, a nie tylko pije co zresztą mu wytknięto.

    Co do tego jak swojego wilkora potraktował Snow to rzeczywiście mógł go pogłaskać czy coś. Trochę szkoda Ducha.

    Pewnie że są wady, ale jak pisałem nie raz dla mnie ten serial od kilku sezonów to fantasy bardzo schematyczne. Rozumiem czemu obrywa się twórcom serialu od fandomu, ale dzięki takiemu mojemu podejściu że nie traktuję serialu jak arcydzieło, to nie cierpię po każdym nowym odcinki jak 99.9% fanów i nie narzekam po każdym odcinku mimo wielu wad, które widzę. Ocena 7/10.

  3. Zapomniałem dodać, że kolejny odcinek nim się zaczął pokazał jak showrunnerzy mieli gdzieś Nocnego Króla, choć rozbudowywali jego wątek przez 8 lat, jako jeden z najważniejszych w serialu. Przed czołówką jest jak zawsze streszczenie poprzednich epizodów i z odcinka bitewnego nie pokazano w ogóle NK ani sceny jego śmierci.

  4. Quentin

    Romanse i popijawa mi w niczym nie przeszkadzają. Problem, że za ich sprawą, głównie popijawy, stara się za dużo rzeczy ogarnąć. Za dużo wątków, za dużo przeskoków: poważnie – zabawnie – poważnie – romantycznie – poważnie… Szybciej, szybciej, mamy dwa i pół odcinka do końca! Zresztą sam o tym potem piszesz. Podobał Ci się, ale widzisz, co zgrzyta. To w sumie podobnie jak i u mnie zresztą, choć ten próg wyrozumiałości mi się zmniejsza, bo coraz więcej zapowiada sezon, w którym zupełnie nic nie zaskoczy.
    Jaime i Brienne, cóż, no wkurza mnie, że znowu kadrowanie od obojczyków w górę. Ja to wszystko rozumiem, sam nie chciałbym gołą dupą świecić przed milionami, ale wkurza.
    Z rozbitkami to chciałbym zobaczyć jak oni tę Missandei tak bezbłędnie wyselekcjonowali i wyłowili. Wiedzieli, że akurat ona jest ważna, znaleźli, zabrali, resztę olali. Tu był duży potencjał do sceny z jednego z pierwszych sezonów, gdy nie tę, pardon, kurwę, wzięli do niewoli myśląc, że to Shae (czy jak to się tam pisze) Tyriona :). – Patrzcie Szary Robaku, Tyrionie, Daenerys, mamy w niewoli dziewczynę, na której wam zależy! – Co? Nie znam laski, skąd ją w ogóle wytrzasnęliście?
    Co by nie gadać o postaciach, to jakiś tam honor mają, nawet jeśli o tym nie wiedzą. Nawet nie przeszło mi przez myśl, że mogliby pozabijać Dankę i resztę w trakcie pokojowych negocjacji. I tak lepiej niż z Neganem, którego mogli zabić zylion razy bez problemu i bez żadnych negocjacji :).

  5. Mój próg wyrozumiałości dla głupot scenariuszowych i szybkim przeskakiwaniu od wątku do wątku, z pomijaniem tego co było w pierwszych seriach, jest od kilku poprzednich serii gdzie też się spieszyli z fabułą i większość bohaterów potrafiła w jednym odcinku przebyć podróż która w pierwszych sezonach by trwała 8 odcinków (to taki przytyk do Bronna w odcinku). Najlepsze że sami showrunnerzy przyznali, że HBO chciało w finałowej serii więcej odcinków, więc te 10 by mogło być, ale powiedzieli szefom HBO, że te sześć, w tym cztery 80 minutowe to wystarczy im, nie chcą rozwadniać fabuły. A teraz zaczynam myśleć że tak pędzą z fabułą, bo chcieli serial jak najszybciej skończyć.

    Oglądałem też jedną z recek jednego z polskich kanałów i powiedzieli coś z czym zgadzam się, że nocny, bitewny odcinek idealnie nadawał by się na finał poprzedniej serii, gdzie było siedem epizodów, i skończyło by się zabiciem NK przez Aryę. Przez dwa lata by się o tym mówiło, a tak to troche te sześć odcinków ogląda się jak dwa różne sezony w jednym, pierwsze trzy o Nocnym Królu i ostanie trzy walka o Tron. O wiele lepiej czwarty odcinek tej serii oglądąłoby się jako premiere 8 serii i cała seria skupiła by się na walce o ten niewygodny tron.

    Ale po oglądalności wnoskuję, że większość widzów jest tak samo wyrozumiała jak ja co do głupot scenariuszowych i szybkiego tempa wydarzeń, gdy widzimy nie całą podróż bohaterów, ale tylko początek wyprawy i jej finał (można wymienić Bronna, ale pewnie tak samo będzie z Aryą, Jamim, Jonem że zobaczymy ich w następnym odcinku tam gdzie zmierzają). Bitewny odcinek miał 12 mln, a po tym jaka gównoburza się przelała w fandomie po tym odcinku myślałem, że poleci widownia, a czwarty miał 11 mln, czyli wciaż bardzo dobry wynik. Jest to jeden z tych seriali który na razie z serii na serię bije rekordy oglądalności, ciągle przybywa widzów, i podobnie było z 7 serią, na którą narzekano tak samo jak na ósmą, czyli na showrunnerów, którzy bez książek Martina piszą słaby jeśli chodzi o scenariusz serial, a i tak w 7 serii widownia się zwiększała. Ja sam bym lepiej wymyślił, np. zabił Tyriona w ostatniej scenie, czy Dankę to by było jak w pierwszych seriach (choć lubię te postacie z różnych powodów), szok i zaskoczenie. Serial ogląda się fajnie jako rozrywkę, ale najlepsze, że w recenzjach polskich i zagranicznych każdy z odcinków o wiele cieplej jest przyjmowany jak przez fandom. Raczej spotykam się z dobrymi ocenami np. na denofgeek, indiewire, avclub, naekranie, serialowej, a napewno nie jest jechany aż tak, nawet jak widzą wady dziennikarze, że to chała nad chałami. Widocznie dziennikarze, krytycy, i ja i Ty uważamy serial za dobrą rozrywkę i nic więcej, my już dawno zaakceptowaliśmy że to nie jest goT Martina ale showrunnerów, i bawimy się całkiem dobrze. Fani tak nie mogą się pogodzić z tym, że męczą się z każdym odcinkiem coraz bardziej.

    A najlepsze że podobno zakończenie ma być zbliżone do tego jakie wymyślił sobie w przypadku powieści pisarz, przynajmniej co do głównych postaci. W ogóle to ja nie zdziwię się jak Martin książki napisał dawno, ale przez umowe z HBO musiał poczekać do zakończenia serialu. A jak serial sie skonczy to wyda i fani się na powieści rzucą by sprawdzić czy podobnie rozwijane są wątki jak w serialu, tak jak mówił pisarz. A jest też możliwość, że jak będzie rozczarowanie zakończeniem seriaowym to na szybko przerobi zakończenie książkowe by jemu się nie oberwało:)

  6. A co do świecenia tyłkiem to możliwe że już o tym pisałem, od dawna w GoT można zauważyć, że to nie serial gdy na początku każdego aktora i aktorkę rozbierano całkowicie. I nie chodzi o to jak są popularni aktorzy, tylko o to, że serial się zmienił, i od kilku serii zauważyłęm, że ograniczają się z seksem, a nawet jak ktoś pokazuje cycka a facet penisa to są to stażyści grający sceny w burdelu jak w drugim odcinku choćby. Kiedyś to był serial co nazywano seks i przemoc, a teraz to została sama przemoc, a każda scena z ważniejszymi bohaterami, w sensie erotyczna, od dawna jest pokazywana bardzo delikatnie, jak się wHBO nie pokazuje. Pokazują tak by nic nie pokazać, zarówno gwałty, ale też sceny erotyczne gdzie obie strony chcą seksu, czyli bardzo romantycznie i grzecznie. Pewnie przez tą krytykę jaka wylewała się dawno temu że niepotrzebne sceny zabierające czas to ograniczają seks do nawet nie minimum, ale do epizodów w których nic nie widać. Jestem pewien, że jakby było więcej odcinków w serii i nie śpieszyli się to też by tak robiono, chyba to zaczęło się od gwałtu na Sansie którego w ogóle nie pokazano. Nie mówię że każda aktorka na początku serialu się rozbierała, ale wydaje mi się, żę EMilia Clarke na początku więcej pokazywała jak teraz. Inna sprawa żę aktorki które lubią pokazać trochę ciała to w serialu już nie żyją jak prostytutką Tyriona którą grała gwiazda porno, czy aktorka co grała Melissandre, czyli Van Houte, która nie ma problemu z rozbieraniem się w filmach.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.