Ted - w imię miłości, Ted - För kärlekens skull (2018), reż. Hannes Holm.
Ted – w imię miłości, Ted – För kärlekens skull (2018), reż. Hannes Holm.

Ted – w imię miłości. Recenzja filmu Ted – Show Me Love. HBO GO

Kontynuujemy krótką podróż po biopicach skandynawskich muzyków i na chwilkę zatrzymujemy się obok filmu, który Aśkowi spodobał się bardzo, a mnie spodobał się tak sobie. Recenzja filmu Ted – w imię miłości aka Ted – För kärlekens skull. HBO GO.

O czym jest film Ted – w imię miłości

Ted Gärdestad (Adam Pålsson) to utalentowany szwedzki tenisista, który ma szansę na dużą karierę w sporcie. Dba o to jego trener-ojciec. Tedowi jednak co innego w duszy gra. Chłopak jest utalentowanym kompozytorem, który inspirację do kolejnych utworów potrafi znaleźć właściwie wszędzie. Razem z bratem Kennethem (Peter Viitanen), który pisze teksty jego piosenek, tworzą nierozerwalny duet. Pewny siebie Ted przekonuje brata, żeby razem ze swoimi utworami odwiedzili miejscowe studio nagraniowe. Producenci na pierwsze dźwięki jednego z kawałków padają na kolana przed przystojnym Tedem, który jest wymarzonym kandydatem na gwiazdę. Ich przypuszczenia szybko się sprawdzają, a Gärdestad podbija serca żeńskiej części publiczności. Pozostający w cieniu Kenneth coraz gorzej znosi fakt pozostawania w tle brata, co odbija się również na jego życiu prywatnym.

Zwiastun filmu Ted – w imię miłości

Recenzja filmu Ted – w imię miłości

Prawdopodobnie nigdy nie słyszeliście o Tedzie Gärdestadzie, choć chłopak w swoim bogatym życiu zdążył grać jak równy z równym przeciwko Björnowi Borgowi (Ludvig Lindblom), komponować dla Anni-Frid Lyngstad (Angelina Håkansson) i Agnety Fältskog (Amanda Gylling), współpracować z Bennym Anderssonem (Edvin Bredefeldt) i Björnem Ulvaeusem (Jonas Bane), ochajtać się z Anną Zacharias (Hanna Alström), śpiewać na Eurowizji, klęczeć przed Bhagwanem (Wild, Wild Country) i być zamieszanym w zabójstwo Olofa Palmego. Nic specjalnie dziwnego, że po tak bogatą biografię sięgnął Hannes Holm, reżyser opromieniony sławą swojego poprzedniego filmu: Mężczyzna imieniem Ove.

No i dość powiedzieć, że trochę nie udźwignął tematu. Historii Teda Gärdestada nie zepsuł, ale Ted – w imię miłości jest jedynie sympatycznym muzycznym biopiciem, który powinien bardziej chwytać za serce. Mnogość ważnych momentów w biografii piosenkarza sprawiła, że w filmie nie ma miejsca na należyte zajęcie się każdym z nich, przez co niektóre potraktowane zostały po łebkach (pierwsze małżeństwo), a inne pominięte. Jestem pewien, że Szwedzi dobrze znają historię Gärdestada i nie potrzebują na końcu napisów streszczających jej finał, ale nie wszyscy widzowie są Szwedami. Są wśród nich i tacy, którzy w filmach biograficznych szczególnie czekają na te końcowe napisy streszczające to, czego nie udało się opowiedzieć i gdy ich nie ma – są strasznie zawiedzeni :P. Szczególnie że było co w nich napisać i trzeba się potem plątać po Wikipediach.

Powodem takiego stanu rzeczy jest również fakt, że film Ted – w imię miłości kładzie główny nacisk na relacje, jakie łączyły Teda z bratem Kennethem. To one są głównym motorem napędowym fabuły, a co za tym idzie finał filmu poświęcony jest również im. Można się domyślać, że Holmowi nie zależało na zbytniej tabloidyzacji swojego dzieła, o co byłoby nietrudno biorąc pod uwagę tragiczną w ostatecznym rozrachunku historię życia Teda. Zamiast tego reżyser wolał opowiedzieć romantyczną historię o pogubionym, ale niezmiennie sympatycznym bohaterze, którego system wartości nie do końca zgadzał się z tym, czego pragnęliby od niego producenci.

W efekcie powstał kolorowy i rozśpiewany film (warto wspomnieć, że hity Gärdestada nie są jakoś specjalnie wpadające w ucho; ABBA toto nie jest, choć zaczynali w tym samym miejscu) o poczciwym, stereotypowym Szwedzie lat 70., którego realizacji nie można niczego zarzucić (realizacji filmu, a nie Szweda :P). Życzyłbym sobie jedynie, bym mógł wzruszyć się na nim bardziej, a tymczasem, w przeciwieństwie do żony, historia Teda Gärdestada nie wzruszyła mnie nic a nic. Nie można jej jednak zarzucić, żeby była nieciekawa, przez co film Ted – w imię miłości obejrzeć warto. Leży na HBO GO.

(2265)

Kontynuujemy krótką podróż po biopicach skandynawskich muzyków i na chwilkę zatrzymujemy się obok filmu, który Aśkowi spodobał się bardzo, a mnie spodobał się tak sobie. Recenzja filmu Ted – w imię miłości aka Ted - För kärlekens skull. HBO GO. O czym jest film Ted – w imię miłości Ted Gärdestad (Adam Pålsson) to utalentowany szwedzki tenisista, który ma szansę na dużą karierę w sporcie. Dba o to jego trener-ojciec. Tedowi jednak co innego w duszy gra. Chłopak jest utalentowanym kompozytorem, który inspirację do kolejnych utworów potrafi znaleźć właściwie wszędzie. Razem z bratem Kennethem (Peter Viitanen), który pisze teksty jego…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Multiutalentowany Ted Gärdestad jest na dobrej drodze do zrobienia muzycznej kariery. Jego priorytety są jednak trochę inne. Solidny, muzyczny biopic, który wszystkie ewentualne niedociągnięcia nadrabia wyjątkowo ciekawą historią życia tytułowego artysty.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.