Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Tumbbad (2018), reż. Rahi Anil Barve, Anand Gandhi, Adesh Prasad.
Tumbbad (2018), reż. Rahi Anil Barve, Anand Gandhi, Adesh Prasad.

Tumbbad. Recenzja indyjskiego horroru

Miałem napisać, że w Indiach narodził się właśnie nowy Dario Argento, ale że pod „reżyser” figurują w Tumbbad aż trzy nazwiska, to się wstrzymam. Tak czy siak, zalecam dalsze śledzenie kariery panów o nazwiskach: Rahi Anil Barve (to jego filmowy debiut i pewnie jego karierę należy śledzić najbardziej), Anand Ghandi oraz Adesh Prasad. Recenzja filmu Tumbbad.

O czym jest film Tumbbad

Tumbbad, zapomniane przez świat miasteczko w Zachodnich Indiach. W upadającej rezydencji smaganej deszczem i wiatrem swych dni dożywa Sarkaar. Opiekę nad nim sprawuje kobieta (Jyoti Malshe), która ma nadzieję, że za wierną służbę pan wynagrodzi ją złotą monetą, której pragnie najbardziej. Życie kobiety mija pomiędzy pracą dla Sarkaara i opieką nad dwójką synów oraz sędziwą staruszką. Chłopcy, z niewiadomych przyczyn, nie mogą zbliżać się do swojej babci. Zresztą, boją się jej. Powiada się, że rezydencja w Tumbbadzie kryje w sobie niezliczone skarby, jednak nikomu nie udało się ich nigdy odnaleźć. Żywa tu jest również legenda o Hastarze, ukochanym synu Bogini Dobrobytu, który ponad wszystko ukochał sobie złoto. Skarb działa na wyobraźnię starszego syna kobiety, Vinayaka Rao (Dhundiraj Prabhakar Jogalekar). Kiedy dochodzi do tragedii, matka Vinayaka zaklina go, by nigdy nie wracał do Tumbbadu. Razem wyjeżdżają do Pune, a kilka lat później Vinayak (Sohum Shah) nie dotrzymuje danego matce słowa i znów pojawia się w Tumbbadzie. Zdeterminowany do tego, by odnaleźć mityczny skarb.

Zwiastun filmu Tumbbad

Recenzja filmu Tumbbad

Kiedy poczyta się o procesie powstawania filmu Tumbbad, nabiera się jeszcze większego szacunku do efektu, jaki udało się otrzymać indyjskim filmowcom. Kręcony w opuszczonych lokacjach Maharashtry od wieku nietkniętych ludzką ręką i poszukiwanych przez ekipę przez kilka lat – robi wrażenie niepowtarzalną atmosferą i klimatem. Z powodu ograniczeń finansowych konieczne było znalezienie takich lokacji, w których nie ma śladu współczesnej cywilizacji – akcja filmu dzieje się na początku XX wieku aż do odzyskania przez Indie niepodległości. Na potrzeby filmu zbudowano niewielkie miasteczko przylegające do świątyni Bogini Dobrobytu oraz fragmenty starego Pune. Kolejną decyzją podjętą przez filmowców było filmowanie bez światła dziennego wyłącznie w naturalnych warunkach oraz to, aby wszystkie zdjęcia kręcone były w trakcie monsunu. Jak na złość, akurat w okresie zdjęć deszcz nie padał wystarczająco często i trzeba było wspomagać się sztucznym deszczem oraz czekać na to aż niebo zasnują deszczowe chmury. W efekcie zdjęcia do filmu Tumbbad trwały w sumie przez około 120 dni w ciągu pięciu lat. Z tego około 20 dni trwały zrealizowane bez użycia efektów wizualnych zdjęcia w zbudowanym studio w Mumbaju łonie Bogini Płodności. Charakteryzacja pojawiającej się tam postaci Hastara trwała około siedmiu godzin. W sumie powstało około 200 minut filmu, które po montażu skrócono do 100.

Dość więc powiedzieć, że autorzy filmu Tumbbad wiedzieli, czego chcą i nie zrobili swojego filmu byle szybciej. Opłaciło się. Posępny Tumbbad został pierwszym indyjskim filmem w historii, który otworzył Critic’s Week na Festiwalu Filmowym w Wenecji. A potem sypnęło pozytywnymi recenzjami.

Tumbbad stawia na klimat i oniryczną atmosferę zapomnianego przez ludzi świata, w którym zatrzymał się czas. Opustoszałego niczym tuż po stworzeniu pierwszego człowieka, bądź tuż po upadku ludzkości. W trzewiach tego świata kryje się argentowsko czerwone piekło, do którego co jakiś czas schodzą bohaterowie filmu. Pchani do działania przez chciwość, zrobią wszystko, by odnaleźć legendarny skarb. Odkryją, że miejscowe legendy, sięgające zarania dziejów, nie są tylko opowiastkami z zamierzchłej przeszłości. Staną oko w oko z demonem, którego postarają się przechytrzyć.

Fabularnie Tumbbad to duchowy spadkobierca legendy o Bazyliszku. Indyjska baśń o Hastarze, którego imię przepadło na wieki i zniknęło spośród panteonu bogów z powodu jego niezmierzonej chciwości. Vinayak Rao, niczym Szewczyk Dratewka, wyrusza na spotkanie z przeznaczeniem i gotów jest zaryzykować wszystko. W przerwach pomiędzy eksploracjami tajemnic Tumbbadu śledzimy jego życie w Pune, co dopełnia opowiadaną historię i daje nieco oddechu. Indyjski Tumbbad śmiało mógłby sobie przybić piątkę z amerykańskim Mandy, będąc zarazem kinem dużo mniej alegorycznym niż film Cosmatosa. A przez to bardziej przystępnym.

(2260)

Miałem napisać, że w Indiach narodził się właśnie nowy Dario Argento, ale że pod „reżyser” figurują w Tumbbad aż trzy nazwiska, to się wstrzymam. Tak czy siak, zalecam dalsze śledzenie kariery panów o nazwiskach: Rahi Anil Barve (to jego filmowy debiut i pewnie jego karierę należy śledzić najbardziej), Anand Ghandi oraz Adesh Prasad. Recenzja filmu Tumbbad. O czym jest film Tumbbad Tumbbad, zapomniane przez świat miasteczko w Zachodnich Indiach. W upadającej rezydencji smaganej deszczem i wiatrem swych dni dożywa Sarkaar. Opiekę nad nim sprawuje kobieta (), która ma nadzieję, że za wierną służbę pan wynagrodzi ją złotą monetą, której…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Marzący o bogactwie Vinayak Rao gotów jest zejść do piekła, by odnaleźć legendarny skarb. Duchowy spadkobierca legendy o Bazyliszku, Tumbbad to film, którego nie powstydziłby się Dario Argento.

11 odpowiedzi

  1. Quentin

    Nie, nie wiem, dlaczego Jyoti zaznaczyła się na żółto.

  2. Tak mnie zachęciłeś że zacząłem szukać, ale wpierw na HBO GO, Netflixie i Prime. No i cud się zdarzył, bo okazało się, że jest dostępny ten film na Amazon Prime, ale niestety bez polskiego tłumaczenia. Fajnie że Prime od kilku m-cy daje napisy od razu do każdego serialu co wrzuca, ale mogli by też filmy tłumaczyć. Wiem że indyjskie filmy są tłumaczone, ale do tej produkcji nie udało mi się znaleźć polskich napisów. Najwyżej obejrzę z angielskimi. Ale muszę zapytać największego fana indyjskiego kina jakiego znam – są strony gdzie można znaleźć napisy tylko do filmów z Indii? Bo przyznam, że z takimi stronami się nie spotkałem, a są strony z napisami pl tylko do anime.

  3. Na APrime wrzucają tonę indyjskich filmów, ale z napisami jest kiepsko.
    Co do stron z bollynapisami to wypadłem z obiegu. Kiedyś to był towar deficytowy (jakieś babskie gierki typu jej nie lubię, nie dawać jej napisów, bo przestanę tłumaczyć 😉 ) i bywały tajne strony na hasło, ale nie wiem czy dalej istnieją. Najprędzej chyba na Chomiku można znaleźć bez większego problemu.

  4. A to już wiem gdzie będę sprawdzał każdy indyjski film jaki będziesz polecał lub odradzał od tej pory:)

  5. :) Do Tumbbadu chyba nie ma, ale nie patrzyłem. A do Andha coś tam są z translatora.

  6. Znakomity film i żałuję, że skrócili do ponad 90 minut z 200, co w przypadku Indyjskich produkcji jest aż dziwne, że film nie trwa 2-3 godzin. Obstawiam że w dłuższej wersji byłoby więcej rozdziałów w filmie. I domyślam się, że przez skrócenie filmu to czasami akcja zbyt szybko leci i zbyt szybkie przejścia są między scenami, jak np. moment gdy syn martwi się o ojca, który wspomina mamę, a za chwile widzimy jak syn obrywa od ojca, że go nie posłuchał i go leje. Też nie pokazano co dokładnie stało się z bratem głównego bohatera i co mamę spotkało, czemu tak płacze za nią Vinayak przy swoim synu pod koniec filmu.

    Inna rzecz jest typowa dla większości horrorów, czyli głupota dzieciaków – młody Vinayak oczywiście idzie tam gdzie ma nie iść i zdejmuje kłódkę, tak samo jego syn robi to czego nie powinien. Odniosłem wrażenie, że tylko po to, by popchnąć fabułę do przodu. Ale tak poza tym to bardzo fajna rozrywka.

  7. Z braciakiem załatwili sprawę wybitnym tekstem: Dalej jechać do szpitala czy na cmentarz? :)

    Gdy dzieci idą tam, gdzie nie trzeba to się wybacza, co innego dorośli :)

    Film nie trwa 3 godzin, bo to już nie Bollywod, a po prostu kino indyjskie. Od dłuższego czasu już idą w „normalne” kino, choć of koz typowego Bollywoodu też jest fura.

  8. Świetny tekst, prawda.

    A ja cały film miałem w głowie myśl „ciekawe, czy będą śpiewać i tańczyć”. No i fajnie z tego wybrnęli, bo były piosenki ale chyba nie aktorzy śpiewali, tylko w tle i domyślam się że napisane specjalnie dla filmu. A jak tańczyli to na imprezie:)

  9. Quentin

    Coraz częściej tak załatwiają sprawę. Piosenki są jak w amerykańskich filmach – ilustracyjnie. Jak w „Notting Hill” zmieniały się pory roku pod „Ain’t No Sunshin”e to nikt nie mówił, że Bollywood :). W indyjskich filmach, o których tu pisuję, coraz rzadziej można się natknąć na piosenki zaśpiewane i zatańczone „z dupy”.

  10. Szczerze to Tumbbad jest moim drugim filmem z Indii jaki oglądałem w pełni świadomy:) Miałem napisać bollywoodzki, ale po tym co odpisałeś mi w jednym z komentarzy w tym temacie od teraz jestem mądrzejszy i już wiem, że nie każdy film z Indii to Bollywood i nie każdy film indyjski równa się taniec i śpiewanie. Może jak byłem młodszym to coś tam widziałem, jakieś fragmenty, tych bardziej znanych produkcji, ale przyznam, że ta estetyka mnie odstraszała, czyli przerysowane aktorstwo, śpiew i tańce. Pamiętam jak kilka lat temu znajomy mi wysłał trailer jakiegoś filmu indyjskiego o superbohaterze, który pojawił się na Netflixie i odpadłem. Pamiętam tylko tyle, że główny bohater zamieniał się w muchę (?), jakąś scenę z samochodem i szybą, i na pewno scenę śpiewania i tańców, ale mogę coś mieszać.
    Pamiętam, że to była taka trochę indyjska wersja Antmana. Teraz próbowałem znaleźć gdy wpisałem w google „kino superbohaterskie z Indii”, ale nie udało mi się. Znalazło mi jedynie Krrish, ale to nie to, choć też kino superbohaterskie.

    Choć najlepsze, że ja akurat lubię jak w filmach śpiewają i tańczą, lubię amerykańskie musicale choćby, ale jakoś nie było mi po drodze z indyjskim kinem. Co innego kino azjatyckie, którego jestem wielkim fanem od dzieciństwa, zwłaszcza produkcji z Korei Południowej. Może dlatego, że najbliższe te filmy są produkcjom amerykańskim i europejskim jeśli chodzi o grę aktorów, która nie jest tak ekspresyjna. Choć nieważne czy film z Japonii, Chin, czy Korei, to płakać aktorzy z Azji nie umieją. Po prostu nie mogę patrzeć jak płaczą, dotyczy to też aktorów, którzy mieli chwilową przygodę z kinem hollywoodzkim. Może jedynie Andy Lau nie płacze tak, że strzelam facepalmy co chwilę, tylko w sposób amerykański/europejski co mnie nie odrzuca:)

    A wracając do kina z Indii to napisałem Tumbbad to mój drugi raz z Indiami, a moim pierwszym świadomym seansem było „Thugs of Hindostan”. Nie szukałem filmu z Indii, ale miałem ochotę na kino przygodowe, jakiś film o piratach, niekoniecznie z Indii, po prostu cokolwiek. No i jak szukałem to na youtube wypatrzyłem trailer superprodukcji w stylu Piratów z Karaibów. Więc postanowiłem sprawdzić. Mogę powiedzieć, że nie zawiodłem się, to była dobra rozrywka, oczywiście jak zaakceptuje się grę aktorów z Indii i piosenki, których co mnie zaskoczyło było bardzo mało. Dosłownie trzy, a film trwa prawie 3 godziny. Zaryzykowałbym nawet, że też może ta produkcja spodobać się osobom co za Bollywood nie przepadają.

    Wspomniałem wcześniej o Piratach z Karaibów nie przypadkowo, bo Firangi przypomina mocno Deppa z pirackiej serii. Khan świetnie się spisał w roli oszusta i cwaniaczka. Domyślam się, że to jak film wygląda to normalne dla produkcji z Indii – przepych się wylewa z ekranu. Przepiękne i bajkowe zdjęcia, świetna muzyka i dobre piosenki oraz sporo humoru. Jak na mój pierwszy film bollywoodzki to nie nudziłem się, a nawet mnie historia zainteresowała i miło spędziłem seans mimo prawie 3 godzin seansu.

  11. Quentin

    „Thugs” w ogóle mi się nie podoba. Nie było recenzji, bo zmęczyliśmy z żoną tylko godzinę. Rozmachu nie można mu odmówić i kilku fajnych rozwiązań, ale poza tym to takie maksymalnie stereotypowe bollywoodzkie kino pełne bollywoodzkich schematów i głupotek. Silące się na dodatek na zachodni film, czego u nich nie lubię. Dla mnie porażka, a szkoda, bo dużo się po nim spodziewałem. Lubię Aamira Khana, to chyba najlepszy indyjski aktor, ale nie przepadam gdy małpuje jak tutaj. Obczaj „Lagaan”, to jest dopiero Kino.
    A co do filmu o musze to piszesz o filmie „Eega” (na NF jest jego zdubbingowana na hindi wersja „Makkhi”). Nie znalazłeś jako film superbohaterski, bo to nie jest film superbohaterski :). Nie będę Ci zdradzał szczegółów, bo polecam go zobaczyć. Jest znakomity i nie wierzę, żeby Ci nie podszedł, skoro przeżyłeś „Thugs” :D. Nie pamiętam dokładnie, ale chyba tańce i piosenki można przewijać. Tylko kto by chciał przewinąć piosenkę z tańczącą muchą? :). Ale serio, to świetny scenariuszowo film i pomysłowy temat ma wyciśnięty do oporu.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.