Ślepnąc od świateł (2018). Recenzja serialu Krzysztofa Skoniecznego. HBO
Ślepnąc od świateł (2018). Recenzja serialu Krzysztofa Skoniecznego. HBO

Ślepnąc od świateł. Recenzja serialu HBO

Polskie seriale ruszyły z kopyta do przodu. Fakt. Oczywiście dwie czy trzy jaskółki na tle Mjakmiłości itp. wiosny nie czynią, ale nie sposób nie zauważyć, że nagle, bez pytania, z niczego wyskoczyły Rojst, Kruk i najlepszy z nich wszystkich: Ślepnąc od świateł. Serial na światowym poziomie. Fakt. Recenzja serialu Ślepnąc od świateł od HBO.

O czym jest serial Ślepnąc od świateł

Kuba Nitecki (Kamil Nożyński) to warszawski diler narkotyków. Wśród jego klienteli znajduje się elita warszawki. Gwiazdy kina, muzyki, politycy. Właśnie zbliżają się święta Bożego Narodzenia, a Kuba jedzie na narkotykowych oparach. Brakuje towaru, a klienci chętni na więcej i więcej. Pomóc w tej sprawie może Kubie jego bezpośredni zwierzchnik Jacek (Robert Więckiewicz), ale ten ma na głowie ślub córki i nie spieszy się z dostawą nowego stuffu. Z którą zresztą jest sporo kłopotów. Rozwiązaniem problemu może być dostępny na mieście za okazyjną cenę różowy towar pierwszej jakości, którego pochodzenie jest niewiadome. Kuba nie zamierza jednak z nim ryzykować. Do tej pory chadzał własnymi bezpiecznymi ścieżkami zacierając za sobą wszelkie możliwe ślady, dzięki czemu trzymał się low-profile z dala od kłopotów. Tak bardzo z dala, że jego jedynymi przyjaciółmi są niejaka Pazina (Marta Malikowska) i sąsiadka, pani Maria (Magdalena Celówna-Janikowska). Z rodzicami rozmawia tylko przez telefon, a w te święta się to nie zmieni, bo Kuba wybiera się na wakacje do Argentyny. Tymczasem z więzienia wychodzi nieobliczalny Dario (Jan Frycz), którego obecność w stolicy narobi niemałego zamieszania.

Recenzja serialu Ślepnąc od świateł

Wiele gorących dyskusji wzbudza najnowszy serial HBO, wyreżyserowany przez Krzysztofa Skoniecznego Ślepnąc od świateł, ale tematem najgorętszym z nich wszystkich jest występujący w roli głównej Kamil Nożyński. Z grubsza każdy zgodzi się z tym, że zagrał słabo, zagrał drewniano, zagrał jedną miną, polegając jedynie na ekranowej charyzmie, ale czy to dobrze czy źle, to już dyskusyjne. A może właśnie dzięki jego kreacji błyszczy cała reszta dookoła? A może właśnie dobrze się sprawdza jako diler samotnik pozbawiony uczuć wyższych? A może jest kiepski i o czym tu gadać? Ja tego dylematu nie rozstrzygnę. Myślę, że faktycznie to właśnie on jest najsłabszym elementem tej serialowej układanki, ale zarazem, gdy się już do niego przyzwyczaiłem to mi nie przeszkadzał. Choć sądzę też, że o ile na początku serialu to jego drewno jest OK, to im bliżej końca, potrzebny byłby jednak jakiś lepszy aktor. Tak czy siak twórcy podjęli ryzyko obsadzając w roli głównej nieopatrzoną i zupełnie nieznaną twarz i przegrać nie przegrali. Pewnie dlatego, że cała reszta jest prima sort.

Tak jak Ślepnąc od świateł nie wyglądał jeszcze żaden polski serial. Tak jak Ślepnąc od świateł nie wygląda większość polskich filmów. Jaki to cud się wydarzył, że realizacyjnie nagle znaleźliśmy się z naszą produkcją na światowym poziomie? Z odpowiedzią trzeba będzie poczekać na więcej podobnych produkcji, bo równie dobrze mogło to wyjść zupełnym przypadkiem. Ale wyszło i pod względem realizacji – zdjęcia, muzyka, scenografia, weselny mastershot (!), montaż; no dobra, nie znam się na montażu, więc strzelam – wszystko jest jeśli nie świetne to bardzo dobre. Obok panów Frycza i Więckiewicza, to właśnie ta realizacja sprawia, że mowa dziś o najlepszym polskim serialu od lat. Bo fabularnie, umówmy się od razu, cudów i twistów w Ślepnąc od świateł nie ma. Więcej. Zamiast niespodziewanych rozwiązań – historia prowadzona jest jak po sznurku – znajdzie się parę irytujących rzeczy i zbiegów okoliczności w tej raczej typowej historii o gangach wielkiego miasta.

Skonieczny maluje w swoim serialu nocną stronę Warszawy, poświęcając w kolejnych odcinkach swoją uwagę kolejnym bohaterom i następnym klientom Kuby. Krajobraz to pełen degeneratów ukrytych za dnia pod płaszczem porządnych ludzi, hip-hopowej muzyki i ichnich balang, jakich nie powstydziliby się koledzy z Ameryki, niekończących się imprez w hipsterskich klubach. Warszawa w serialu Ślepnąc od świateł nigdy nie śpi. Nie ma tu praktycznie nikogo poniżej 70 roku życia, kogo można by z czystym sumieniem nazwać porządnym. Policja dopasowuje się do powiedzenia „jeśli wejdziesz między wrony”, ale inaczej się nie da. Miastem rządzą gangsterzy, którzy eleganckimi furami rozbijają się po mieście i szyją garnitury u Chińczyka. Przekleństwa latają tu z prędkością kul wystrzeliwanych przez karabin maszynowy, ale udaje im się nie zirytować widza, jak to zwykle w takich przypadkach bywa. Sporo tu pewnie improwizacji (Więckiewicz), a sporo talentu aktorskiego. Frycz jako psychopata jest bezbłędny i rządzi ekranem.

Ślepnąc od świateł ma wady. Na pewno za bardzo próbuje być cool, przez co np. przez długi czas nie mogłem się przyzwyczaić do przesadnie gangusowatego Chabiora. Filmowi gangsterzy są gangsterami za bardzo i trzeba czasu, żeby ich kupić. Totalnie zbędne są też VHS-owe wstawki z animowanymi wężami i zbliżającą się apokalipsą. Taka „artystyczność” jest tutaj niepotrzebna. Kuba irytować może nie tylko kreacją Nożyńskiego, ale też swoim zachowaniem. Pozujący na kolesia, który swoje bezpieczeństwo ma w małym palcu, zbyt łatwo sam pakuje się w kłopoty, z których wyplątać się już nie sposób. Czasem (Co mi tam majstrujesz przy samochodzie?) w te kłopoty jest wplątywany zbyt topornie i wszyscy wiedzą co i jak oprócz niego. Paranoję, w jaką wpada, sam sobie zgotował nieprzemyślanym zachowaniem. Trudno uwierzyć, że nawet z plecami Jacka, tyle czasu utrzymał się na szczycie i nikt go nie ruszył.

Nie uważam jednak, żeby przy tak dobrej całości, te przewijające się w serialu wady miały jakiekolwiek decydujące znaczenie. Jasne, jest tutaj trochę do poprawy, ale bezapelacyjnie o wiele więcej można było koncertowo spieprzyć. A nie spieprzono.

9 odpowiedzi

  1. mi tam Kuba nie przeszkadza, beznadziejna aktorsko jest za to ruda, ale jest ładna i mało mówi więc można wybaczyć.
    Ten różowy towar jest nie tyle dostępny za okazyjną cenę co pożyczony z torby wziętej na przechowanie.

  2. Quentin

    „Hej, Kuba, sprzedam ci różowy towar za pół ceny. Mam całą walizkę nie pytaj skąd”. Dla mnie to brzmi jak okazyjna cena :).

  3. on go chce sprzedac? a nie daje mu na przechowanie skad tamten sobie podbiera? to moze mi sie z ksiazka nalozylo. (choc tam towar nie jest rozowy, to juz zrobili tylko dla serialu, dla fanów Breaking Bad?)

  4. Quentin

    Najpierw proponuje mu go Sikor(?), ale Kuba go nie chce (i tu kończy się mój opis fabuły :) ). Potem mu go podrzucają, Kuba dalej go nie chce. Potem zgadza się przechować i wtedy zaczyna podbierać. O ile ja czegoś nie pochrzaniłem. Książki nie czytałem.

  5. a no tak, Sikor proponuje ale Kuba nie bierze. Dobra, juz mi sie wszystko zgadza! Dzieki :)

  6. To ja pozwolę sobie odnieść się do niektórych „zarzutów” zawartych w recenzji. Na wstępie zaznaczam, że nie czytałem książki. Tak nie po kolei, zacznijmy od niepotrzebnych według Ciebie wrzutek a’la VHS. A mi się to podobało proszę Ciebie :) W dodatku całe te łatwopalne reminiscencjo wizje to równoległa opowieść o Dario i Kubie, czyli o nadejściu apokalipsy, która wygodne życie dilera zamieni w piekło. Zauważ, że już w pierwszej scenie, kiedy chłopcy stają przed windą i pierwszymi drzwiami (pierwszym wyborem), które mają otworzyć, widnieje na nich taki sam symbol, jaki ma wytatuowany Dario – widać to w scenie w orientalnym barze. Tych dwóch chłopców to oczywiście dwojaka natura naszego głównego bohatera – może nie tyle ciemna i jasna jego strona – bo nic przecież nie jest po prostu czarne lub białe. Ta równoległa opowieść w sposób symboliczny tłumaczy pewne zawiłości tym co nie lubią kawy na ławę, na przykład dla mnie te wypływające czarne gluty to alegoria coraz większego osaczania Kuby przez Daria etc. Zresztą znamy podobne myki z wielu seriali, choćby z „Detektywa”, również produkcji HBO, czy z „Paktu”. Tak czy siak, serial bardzo dobry, ale jeden odcinek potrafi aktywować podziemną rzekę różowego szlamu. Co do gry Kamila Nożyńskiego – kupuję to, tak samo jak niby przerysowanego Chabiora. Kupuję i się nawet nie targuję:)

  7. Quentin

    Ano właśnie, ja jestem prosty chłopak i zdarzy się, że tego typu wstawki są dla mnie zbędne i odciągają uwagę od sedna. Przy czym zbędne wcale nie znaczy, że bez sensu itp. Zwyczajnie zbędne, bez ideologii :). Poza tym moja opinia o serialu pewnie i tak nijak by się nie zmieniła, gdyby tych reminiscencji VHS-owych nie było. Nie sądzę, że podobałby mi się bardziej, skoro i tak już mi się bardzo podoba. Nie oddzielają bardzo dobrego serialu od wybitnego, po prostu są… zbędne. Dla mnie of koz.

  8. frank drebin

    Książkę czytałem tuż przed serialem więc napiszę, że jest bardzo wierna za wyjątkiem kilku epizodów więcej (w serialu) ale epizody te nie miały żadnego wpływu na fabułę. Nożyński wizualnie idealnie pasował do postaci nakreślonej w książce i mam to samo zdanie co ty, że na początku mnie nie drażnił tak bardzo tym swoim „wypychaniem na bezdechu słów” ale po 3-4 epizodach już miałem go dość. Wstawki o których piszesz były identycznie opisane w książce. Dosłownie chyba scena do sceny, słowo do słowa.

    Aktorsko, już gdzieś o tym pisałem, stara gwardia mnie nie zaskoczyła bo to stara gwardia :) Frycz, Więckiewicz, Chabior to ekstraklasa sama w sobie. Co do Chabiora to brak mi słów (w pozytywnym sensie) bo dla mnie nie przeszarżował. Zagrał brutalnego debila, takiego totalnie nieobliczalnego a zaskoczył mnie jego wygląd bo to raczej suchar jest a tu, momentami, jak byk wyglądał. Bardzo mi się podobała rola rapera, zagrał rewelacyjnie a szczęka mi opadła bo myślałem że to prawdziwy raper a to reżyser był :)
    Za to naprawdę zaczyna mnie irytować Eryk Lubos, czy on potrafi zagrać jakąś inną postać? Jak sięgam pamięcią zawsze gra identycznie i takie same postacie.
    Na koniec co do mastershota weselnego – rewelacja, ale ja wypatrzyłem jeszcze jednego (prawie 5 minut), w momencie jak Kuba przychodzi do klubu do rapera, tuż przed scenami z raperem i Dariem (chyba ep 5). Też dobrze nakręcone.

  9. Quentin

    Aż musiałem sprawdzić, kogo zagrał Lubos, bo za chiny nie pamiętałem. Nawet gdy sprawdziłem, to dalej potrzebowałem chwili, żeby go zlokalizować w serialu. Dziwne, bo to spora rola była, ale też chyba dużo mówi o jego kreacji/kreacjach – a i owszem, zawsze taki sam.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.