Serialowo, s12e03. The Walking Dead 9x06.
Serialowo, s12e03. The Walking Dead 9x06.

Serialowo, s12e03. The Walking Dead, Sposób na morderstwo, Skandal w angielskim stylu

Jestem już pewnie po pierwszych odcinkach Narcos s4 (piszę te słowa przeddzień premiery), więc albo już o nim przeczytaliście na Q-Blogu albo w tej notce jeszcze o nim nie przeczytacie.

Serialowo, s12e03

The Walking Dead <9×06. FOX

I kiedy już się wydawało, że Żywe trupy leżą i kwiczą, nagle w szóstym odcinku dziewiątego sezonu okazało się, że warto było być cierpliwym. Bardzo cierpliwym. Właściwie to okazało się to już w końcówce 9×05, kiedy zapowiedziano, co przed nami. Bo sam 9×05, mimo swojej przełomowości, mnie nie urzekł. Poniekąd wina to serialu, bo po tej długiej nudzie, jaką serwował, 9×05 obejrzałem podobnie jak wiele poprzednich odcinków. Jednym okiem, średnio uważnie. A teraz troszeczkę żałuję.

No i cóż. Pogłoski o rychłej śmierci The Walking Dead okazały się przesadzone. Pięć odcinków trwało sprzątanie bałaganu po poprzednich sezonach, chwilę wcześniej nowa czołówka zapowiedziała, że nadchodzi pora liftingu, aż w końcu lifting nadszedł.

I znowu największym zagrożeniem dla bohaterów będą najwyraźniej zombie, a obsada dostała zastrzyku świeżej krwi. Przesunięcie akcji o kilka lat do przodu to dobry ruch, szczególnie z mojego punktu widzenia osoby, która lubi takie historie z gatunku „gdzie po latach są bohaterowie, których zostawiliśmy”. Wygląda na to, że zdołali wiele poukładać, rozwinąć się, ale jednocześnie cały czas coś wisi w powietrzu. Serialowi potrzebne było takie rozpoczęcie od zera i chyba znów będzie się go oglądało z przyjemnością. Oby, oby.

Jak przystało na bardzo dobry odcinek, końcówka również była bardzo dobra i pozostaje tylko żałować, ze wlazłem po odcinku na jakiegoś spoilera i już wiem co i jak. Zadziwiające, że pomimo upływu lat nic się w ludziach nie zmieniło. Dalej pełno jest frajerów, którzy muszą błysnąć wiedzą o tym, co dalej, bo czytali komiksy, śledzili spoilery, bo inaczej się zesrają :/. Nawiasem mówiąc na nerwy działają mi też te ciągłe dyskusje, kto nie przedłużył kontraktu. To też psuje zabawę i mam wrażenie, że kiedyś nie było to posunięte aż na taką skalę.

Sposób na morderstwo, How to Get Away with a Murder, s04e01. Netflix

Czekałem, może nie z zapartym tchem, ale czekałem, aż wrzucą cały czwarty sezon Sposobu na morderstwo na Netfliksa i trochę cierpliwości to wymagało. W końcu HtGAwM wjechało, odpaliłem pilota czwartego sezonu i… usnąłem na nim ze trzy razy. A jeszcze zostało mi z 15 minut do końca.

Totalnie nieinteresujące są te rodzinne pierdolety Annalise (Viola Davis). Jej matka działa mi na nerwy, zresztą sama Annalise też irytuje. Weźże się laska ogarnij, rozwiązuj nowe sprawy, bądź najcwańsza w całej wsi i dowalajcie po kilka twistów na odcinek.

Ale piszę o Sposobie, bo chciałem Was zapytać: warto oglądać czwarty sezon? Skończą się te rodzinne pierdolety i zacznie coś nowego czy będą to katować do znudzenia?

Skandal w angielskim stylu, A Very English Scandal. HBO GO

Właściwie to widziałem Skandal w angielskim stylu już dawno, ale że niedawno wjechał na HBO GO, a ja nic o nim tu nie pisałem, to jedno słowo: WARTO. Serialik ma trzy odcinki, więc wleci Wam za jednym posiedzeniem i nie będziecie się nudzić. Znaczy nie powinniście, bo wiadomo, zawsze może być z Wam coś nie tak i się będziecie nudzić.

Skandal w angielskim stylu jest oparty na prawdziwej historii, jaka rozegrała się pod koniec lat 60. XX wieku. Lider brytyjskiej Partii Liberalnej, Jeremy Thorpe (Hugh Grant) lubi chłopców. Urodził się o jakieś 50 lat za wcześnie, więc musi to ukrywać i nieźle mu to wychodzi. Niestety, dla niego, chuć ukryć mu trudniej. Idealnym rozwiązaniem wydaje się poznany na wsi niewinny chłopczyna Norman Scott (Ben Whishaw). Na początku jest cudownie, ale wszystko, co piękne szybko się kończy. Kiedy Norman zagraża karierze politycznej Thorpe’a, ten postanawia zlecić jego zabójstwo.

Nie ma się co wiele rozpisywać. Historia opowiedziana w serialu Skandal w angielskim stylu jest wciągająca, ZNAKOMICIE zagrana, opowiedziana z humorem, ale i poważna tam gdzie trzeba, no i świetnie zilustrowana muzycznie. Pokazuje jak na dłoni, ile możesz będąc u władzy i jak bardzo nikogo nie obchodzisz, gdy jesteś bele kim. Całość minie Wam jak seans dobrego filmu.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.