Przychodzi po nas noc, The Night Comes for Us (2018), reż. Timo Tjahjanto.
Przychodzi po nas noc, The Night Comes for Us (2018), reż. Timo Tjahjanto.

The Night Comes for Us. Recenzja filmu Przychodzi po nas noc. Netflix

21 stycznia 2014 roku. Tego dnia do facebookowego albumu na Q-Fejsie zawierającego filmy z Listy Do Obejrzenia dodany został plakat filmu The Night Comes for Us. Od tamtej pory stanowił jego okładkę, zastępując na tym miejscu film Big Bad Wolves. Niemal pięć lat później The Night Comes for Us trafił w końcu do ludzi i wylądował na Netfliksie. Recenzja filmu The Night Comes for Us.

O czym jest film The Night Comes for Us

Nie wiem. Banda facetów i kilka babek napierdala się jedni z drugimi bez żadnego większego sensu.

Lub. Do ochrony Złotego Trójkąta wyznaczony zostaje przez Triady oddział tajemniczych Sześciu Mórz. Pięciu facetów i jedna babka. Nikt nie zna ich tożsamości. Kiedy ktoś przeszkadza w handlu narkotykami, pojawia się Sześć Mórz i tworzący ich skład twardziele zabijają bezbronnych. AŻ TU NAGLE jeden z nich, chyba Ito (Joe Taslim) sprzeciwia się i nie zabija małej dziewczynki, którą przemyca do swojej przyjaciółki Shinty (Salvita Decorte). Wkrótce u Shinty pojawia się kilku kolesi, byłych kolegów Ito. Kiedyś kręcili interesy razem, potem ich drogi się rozeszły. Wspólnie bronią dziewczynki przed kolejnymi tabunami oprychów, którzy z bliżej niewiadomych powodów koniecznie chcą ich zabić. Wśród nich jest jeszcze jeden były przyjaciel Ita i spółki: Arian (Iko Uwais).

Recenzja filmu The Night Comes for Us

The Night Comes for Us nie wziął się na Liście Do Obejrzenia z dupy. Trafił tam dzięki reżyserowi Timo Tjahjanto (Timowi Tjahjancie? Późno jest, gdy to piszę :P), który pozamiatał segmentem Safe Haven w drugim V/H/S-ie. Każdy jego kolejny projekt zyskał u mnie zielone światło, by potem za każdym razem – Killers, Headshotzawodzić. Nie inaczej jest w przypadku The Night Comes for Us.

Timo Tjahjanto ma talent do reżyserowania krwawego kina akcji. Niestety. Timo Tjahjanto nie ma talentu do pisania scenariuszy. A że pisze scenariusz do każdego swojego filmu… The Night Comes for Us scenariusza nie ma. Fabuła trzyma się na złamanej kości, a gdy się nie biją, nudzą jak w drugim Raidzie. Jakieś zwolnione tempa, myślące miny, rzewne piosenki, które mają wzruszyć widza przed zabiciem jakiegoś bohatera. No po prostu koszmar. Gdy się zaś biją, główni bohaterowie potrafią przeżyć wszystko. Postrzały z kałacha, nawalanie metalowym kijem baseballowym w łeb, przecinanie nożem każdej możliwej kończyny. Ich przeciwnicy nie mają takiej wytrzymałości.

I w zasadzie mi to nie przeszkadza. Znaczy nie uważam nieśmiertelności bohaterów za część wadliwego scenariusza. Rozumiem, że taki Timo Tjahjanto ma styl i jeśli nawalanki są efektowne, sceny śmierci przesadnie krwawe, a flaki fruwają na lewo i prawo przy dźwięku łamanych łokci – niech se Iko Uwais i Joe Taslim będą nieśmiertelni.

Tyle że po tym co z kinem akcji zrobili Koreańczycy w The Villainess, wszystko inne nie ma już właściwie żadnego sensu. Cokolwiek mniej efektownego niż rozróba w The Villainess nie zrobi już wrażenia. Szczególnie, że Azjaci zatracili gdzieś finezję Ong-Bak i Tom Yum Goong oraz „coolność” The Raid. Ich kolejne propozycje są toporne, PRZERAŻAJĄCO POWAŻNE i nie ma w nich żadnej zabawy. A przynajmniej ja dostrzegam w nich wysiloną krwawą rozpierduchę, która tylko momentami potrafi zaowocować wybitną sceną (to przecinanie ręki wzdłuż przedramienia, brrrr). Na dodatek choreografie walk są często niechlujne i widać jak ciosy zatrzymują się przed celem albo aktorzy niczym niewprawni tancerze powtarzają w myślach: lewa lewa raz, prawa lewa dwa. W połączeniu z brakiem scenariusza nie da się tego oglądać bez przewijania.

Dlatego moja końcowa ocena jest trochę na wyrost, no ale mimo wszystko jest The Night Comes for Us lepszy od Headshot i nie mógł dostać takiej samej noty.

(2202)

21 stycznia 2014 roku. Tego dnia do facebookowego albumu na Q-Fejsie zawierającego filmy z Listy Do Obejrzenia dodany został plakat filmu The Night Comes for Us. Od tamtej pory stanowił jego okładkę, zastępując na tym miejscu film Big Bad Wolves. Niemal pięć lat później The Night Comes for Us trafił w końcu do ludzi i wylądował na Netfliksie. Recenzja filmu The Night Comes for Us. O czym jest film The Night Comes for Us Nie wiem. Banda facetów i kilka babek napierdala się jedni z drugimi bez żadnego większego sensu. Lub. Do ochrony Złotego Trójkąta wyznaczony zostaje przez Triady oddział…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Grupa mężczyzn stara się ochronić dziewczynkę, na którą poluje elita zabójców Triady. Bardzo krwawa nawalanka – co dobre. Momentami zbyt toporna i pozbawiona kartki scenariusza – co złe.

Odpowiedź

  1. Takie mordobicie gore wyszło trochę. :) W sumie jak się leją, to jest fajnie, jak reżyser bawi się w jakąś (strasznie pretekstową i dziurawą) fabułę to wychodzi kicha. Na szczęście 3/4 czasu filmu się napieprzają, to można obejrzeć bezboleśnie. Nawet znośna rozrywka. :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.