Serialowo, s12e02. Better Call Saul. Netflix. Michael Mando as Nacho Varga; group - Better Call Saul _ Season 4, Episode 4 - Photo Credit: Nicole Wilder/AMC/Sony Pictures Television
Serialowo, s12e02. Better Call Saul. Netflix.

Serialowo, s12e02. Better Call Saul, The Walking Dead. Netflix, FOX

Jesień w pełni, seriale wyłażą z każdego kąta.

Serialowo, s12e02

Better Call Saul, s4. Netflix

Oczekiwania po świetnym s3 były bardzo duże. Przynajmniej ja takie miałem. Po dwóch sezonach nudy w końcu zaczęło się coś dziać i w czwartym sezonie miało dziać się jeszcze więcej.

Nie działo się. W czwartym sezonie serialu Better Call Saul brakowało jakiegoś wyraźnego motywu przewodniego, który trzymałby za mordę przed telewizorem. Wyraźniejszego niż odpowiedź na pytanie czy Jimmy odzyska licencję prawnika. Siła rozpędu s3 wystarczyła na początek sezonu czwartego, ale z czasem tej sympatii do serialu było coraz mniej, a Better Call Saul niebezpiecznie zmierzał w kierunku nudnej ścieżki pierwszych sezonów.

Przy czym paradoks Better Call Saul polega na tym, że przy nudzie, jaką potrafi wygenerować, jednocześnie jest jednym z najlepiej napisanych i zrealizowanych seriali w telewizji (o ile można tak jeszcze pisać w dobie Netfliksów). Z każdej, najbardziej błahej sceny potrafią tu zrobić perełkę i nie sposób machnąć ręką i olać oglądanie. Za dużo przyjemności by się straciło, nawet jeśli przynudzą raz, drugi czy setny.

Jak to bywało do tej pory, wszystko co najlepsze w Better Call Saul związane jest z Breaking Bad. Kolejne nawiązania, postaci i lokacje pojawiające się z coraz większą regularnością. Rozkładane mniej lub bardziej na czynniki pierwsze i pokazywane od strony genezy, a nie jedynie na zasadzie mrugnięcia okiem.

Tyle, że nie jestem pewien czy rzeczywiście geneza kopania dziury w ziemi pod pralnią jest tym, czego oczekiwałem po Better Call Saul s4. A już na pewno nie oczekiwałem tego, że cały sezon skończy się tak nijako bez żadnego trzęsienia ziemi.

Naturalnie jednak oglądam dalej. Taka to mordęga 😊.

The Walking Dead, s09e01. FOX

A skoro o serialowej mordędze… Chciałoby się napisać, że dziewiąty sezon The Walking Dead rozpoczął się z przytupem, ale nie rozpoczął się z przytupem. Rozpoczął się z typowym dla The Walking Dead sennym tempem i tkwieniem w tym świecie, o którym już chyba wszystko zostało opowiedziane i co się nie wydarzy – wszystko już było. Nie lepiej byłoby zdecydować, że to już ostatni sezon i zakończyć z prawdziwym przytupem? Tylko jak? Co by nas zadowoliło jako widzów? Jakaś masowa wojna ludzie vs zombie na zasadzie albo my albo oni, bo mamy już tego dosyć? Przecież kolejny super hiper duper czarny charakter, przy którym Negan to pierdziel – pachnie ziewem.

Na żadne wojny na razie co liczyć chyba nie ma. W TheWalkingDeadowie panuje pokój, który wygląda tak, że każdy ma coś do każdego. Za chwilę znów zaczną sobie skakać do oczu i okaże się, że po raz enty, że to człowiek nie zombie jest największym wrogiem drugiego człowieka.

Rick jak gadał pod nosem tak dalej gada pod nosem, ważne postaci jak nie ginęły zagryzione przez zombie tak nie giną, choć stara się udawać, że jest jakieś napięcie, gdy Ezekiel wisi w szklanej dziurze, mniej ważne postaci jak ginęły zagryzione przez zombie tak dalej giną poświęcając się bez sensu dla sprawy, a Gregory jak jątrzył tak jątrzy.

Nowy zdaje się showrunner rozpoczął sprzątanie po bałaganie z poprzednich sezonów i na koniec 9×01 zaserwował zakończenie, które powinno mieć miejsce już dużo wcześniej. Tylko dlaczego trzeba było przetrwać do niego nudną godzinę odcinka?

Piszę o tym jako wciąż przychylnie patrzący na The Walking Dead widz, który lubi ten serial i nie przeszkadzają mu mniejsze lub większe bzdury i nudności. Choć coraz bardziej zaczyna mnie to wszystko męczyć. Nie oczekuję nie wiadomo jakich sensacyjnych rozwiązań, wystarczy mi gdy nie będę się nudził.

4 odpowiedzi

  1. Dla mnie BCS to serial, który nie ma i nie miał nigdy specjalnie obniżonego poziomu, raz lepsza seria, a raz gorsza, ale zawsze jest na dobrym poziomie. W sumie to nie ma odcinka w 4 serii, który by mnie straszliwie zawiódł, ale chyba jednak podobała mi się troszkę bardziej trzecia seria. A jest to spowodowane tym co obiecywali twórcy przed emisją, że akcja mocno przyśpieszy, będziemy już prawie przy wydarzeniach znanych z Breaking Bad, czyli Jim coraz szybciej będzie przeobrażał się w wiadomo kogo i tak w sumie jest jak się weźmie pod uwagę cały sezon, a zwłaszcza ostatnią scenę, ale akcja wcale aż tak mocno nie przyśpieszyła jak twórcy mówili. A co do nic nie dziania się w BCS to jeśli nie przeszkadzało mi nic nie dzianie się w BB, a było sporo takich momentów jak choćby spotkania rodzinne, które lubiłem w przeciwieństwie do wielu fanów BB to nie narzekam na podobne tempo w BCS.

    Tempo jest wg mnie takie same jak wcześniej, ale mnie to nie przeszkadza wcale, bo lubię ten świat i tych bohaterów, i to powolne niedzianie się. Nie mam na myśli tylko tych znanych z Breaking Bad, ale też postacie nieznane z BB czyli Kim i Nacho Varga. Zresztą wątek relacji Kim i Jimmiego to jest jeden z moich ulubionych. Fajnie bawią się tym wątkiem twórcy. Kim w BB w ogóle nie było czyli logiczne, że coś się jej musi przydarzyć, ale też nie chciałbym by to nastąpiło jak najszybciej. A twórcy to wykorzystują bo przez cały sezon trollują widzów tym co się stanie z Kim i Jimmym, jak zakończą się ich relacje. Jak wcześniej podejrzewałem że wątek Kim zakończy się tragicznie to po zabawie twórców tą postacią nie jestem pewien czy skończy się dobrze (na tyle na ile może skończyć się dobrze), czy źle.

    Uwielbiam BB, ale w przeciwieństwie do Ciebie nie uważam, że nawiązania do BB to najlepsza rzecz w serialu. Oczywiście fajnie że są i wiadomo że na tym etapie serialu muszą być, ale np. w przypadku wątku Mike’a to chyba pierwszy raz w historii BCS jego wątek nie wypada lepiej od pozostałych. Powiedziałbym, że jest najsłabszy w 4 serii. Prawie w ogóle wątek z Niemcami nie trzyma w napięciu, jest zbyt rozwleczony, ale za to nadrabia w finałowym epizodzie gdzie następuje chyba definitywna przemiana w Mike znanego z BB.

    Kolejna rzecz do której bym się przyczepił to do wątku Nacho Varga, którego w tej serii było zdecydowanie za mało, a to jeden z moich ulubieńców. Niby pojawił się, ale w sumie do niczego konkretnego jego wątek nie doprowadził.

    Pojawiają się też nowe postacie jak np. Lalo Salamanca, który fajnie wypadł, ale pojawił się dopiero w ostatnich dwóch odcinkach. Więc pewnie będzie miał większą rolę w kolejnym sezonie, który już jest zamówiony. I bardzo się z tego cieszę, ale też się tak zastanawiam ile BCS może jeszcze serii trwać, bo wydaje mi się, że więcej jak 6 serii nie powinno być. Nie chodzi tylko o to, że zbliżamy się do fabuły BB, ale też o to by historia się za bardzo nie rozwodniła, nie nastąpiło zmęczenie materiału.

    Moim zdaniem podobnie jak w przypadku BB ekipa powinna zastanowić się ile serii jeszcze mogą pociągnąć by dogonić znane nam już wydarzenia. Rozplanować konkretnie ile odcinków powinni jeszcze nakręcić. Realizacyjnie czyli zdjęcia, montaż, reżyserka, scenariusz i dialogi to oczywiście wysoki typowy poziom dla seriali Gilligana i Goulda (tak na marginesie od 4 serii Gilligan całkowicie przekazał pałeczkę Gouldowi). Tak samo aktorsko wszyscy tutaj mają wiele scen popisowych jak Odenkirk, Seehorn (np. scena kłótni przyjaciół w 9 odcinku), Banks, Mando czy Esposito.

    Więc powinienem być zachwycony i przyznaję, że bardzo mi się podobał sezon, ale jak przypomnę sobie 3 sezon to jednak troszkę bardziej mi się podobał. Moim zdaniem miejscami trochę za bardzo zwolnili tempo wydarzeń i obiecywali twórcy, że dużo że będzie się działo. Ale jak się tak zastanawiam to może to jest wina tego jak widzowie obietnice twórców zrozumieli, bo w przypadku BCS to nie do końca musi oznaczać to samo co w BB co pokazała ostatnia scena 4 serii z Jimmem i Kim, która jest wybuchowa, ale w inny sposób jak chyba co niektórzy oczekiwali. Ten serial jest mniej sensacyjny, gangsterski jak BB i może to jest błędne myślenie widzów o słowach twórców, że akcja przyśpieszy mocno. Może powinnyśmy rozumieć to pod względem rozwoju psychologicznego bohaterów.

  2. Nie wiem czy szanować Cię za to, że dalej oglądasz tWD czy jednak współczuć 😉
    Osobiście żałuję, że nie skończyłem go po 5 sezonie.

  3. To oni jeszcze ciągną te Łolking Dedy? O, panie, ja sobie dałem spokój po pierwszym sezonie, ale to chyba w innej epoce jeszcze było. 😉

  4. Quentin

    Nie dziwię się. Pierwszy sezon był denny. Później zaczęło się robić ciekawie :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.