Sharp Objects, Ostre przedmioty. Recenzja serialu.
Sharp Objects, Ostre przedmioty. Recenzja serialu.

Sharp Objects, sezon 1. Recenzja serialu Ostre przedmioty. HBO GO

Zmagająca się z uzależnieniem alkoholowym dziennikarka (Amy Adams) wraca do rodzinnego miasteczka, by zająć się dziennikarskim śledztwem w sprawie brutalnych morderstw młodych dziewcząt. Demony przeszłości wracają wraz z przekroczeniem progu rodzinnego domu. Z nie do końca otwartymi ramionami witają ją tam matka (Patricia Clarkson) oraz siostra (Eliza Scanlen). O sprawie zaczyna być coraz głośniej za sprawą rozchodzących się jak świeże bułeczki artykułów naszej dziennikarki. Tak głośno, że przez cały serial w mieście nie pojawi się już ani jeden dziennikarz.

Cóż. Zdecydowanie nie dołączam do grona fanów najnowszej produkcji HBO. Serialu wykorzystującego najłatwiejszy (nie twierdzę, że to źle, lubię takie) sposób przyciągnięcia widza przed telewizor. Znana aktorka + seryjny morderca. Na podstawie prozy facetki od Zaginionej dziewczyny. Houston, mamy hita!

Recenzja serialu Sharp Objects, Ostre przedmioty. HBO GO

Pomijając moją opinię końcową o serialu (w porządku, ale bez szału), zawsze w przypadku takich sytuacji zastanawiam się nad jedną rzeczą. Czy serial nie podszedł mi, bo nieuważnie go oglądałem, czy może nieuważnie go oglądałem, bo nie był za ciekawy? Jajko czy kura? Bywa, że choć bardzo nie chcę, to w trakcie seansu chwycę za komórkę i coś tam mimochodem sprawdzę. I teraz nie wiem czy gdybym nie spojrzał, to serial wszedłby mi bardziej? A może spoglądam, bo nie ma zadatków na wciągnięcie mnie bez reszty?

Ostre przedmioty nie wciągnęły mnie bez reszty. Nawet biorąc pod uwagę, że zamiast polowania na seryjnego mordercę ostatecznie dostaliśmy jednak dramat psychologiczny, w którym liczą się postaci i to, co w ich głowach, a nie ich czyny. Uważam, że to taki sam serial jak dziesiątki innych kryminałów, których akcja rozgrywa się w zapomnianym przez Boga świecie zabójców świń. I wykorzystujący te same sztuczki fabularne polegające na równomiernym rozrzucaniu podejrzeń pomiędzy wszystkich. Nagle każdy mieszkaniec małego miasteczka jest dziwny, ma sekrety i przy odrobinie dobrej woli scenarzysty może zostać psychopatą. Nie wiem, pochodzę z małego miasteczka i jakoś nie mam wrażenia, że w każdym jego domu kryje się szkielet. Najgłośniejsze sprawy kryminalne mają tam postać bójki dwóch pijanych kolesi na festynie.

Różnica z konkurencją jest taka, że Sharp Objects poprzetykany jest chaotycznymi migawkami z przeszłości, które sprawiają wrażenie wepchniętych po to, aby oszukać widza, że ma do czynienia z czymś lepszym. Uwiarygodnia się tę „lepszość” Amą Adams w obsadzie. Przecież nie wybrałaby standardowej kryminalnej kiszki, prawda? Nie przeczę, aktorsko Sharp Objects to dla niej godne wyzwanie i z zawodowego punktu widzenia zdecydowanie wybrała dobrze. Ale dla widza wcale nie musi być dobre to, co dobre dla aktora. Ostatecznie te migawki mogłyby być po prostu jednym z odcinków Sharp Objects i wielkiej różnicy by to nie sprawiło. Zdecydowano się rozbić je na setki drobnych kawałeczków utkanych randomowo w każdym z odcinków. Nie zrobiło to na mnie wrażenia.

Fabuła Sharp Objects posuwa się do przodu powoli. Skupienie twórców podąża w kierunku sprawienia, że każda postać, każda scena i każdy urywek dialogu mają sprawiać wrażenie maksymalnie tajemniczych. Wszystko jest tutaj tajemnicze do tego stopnia, że przestaje być tajemnicze. I zaczyna dziwić to przyzwolenie na kolejne fanaberie matki w szpilkach. W ostatnim odcinku rozwiązują ci zagadkę, ale wiesz, że to jeszcze nie rozwiązanie, bo pozostało 20 minut do końca. I dopiero wtedy tempo przyspiesza. W takim pędzie, że migawki, z których też dałoby się sklecić cały odcinek, pojawiają się jeszcze po napisach. Przez dziesięć sekund.

Obejrzałem Sharp Objects z umiarkowanym zainteresowaniem. Nie twierdzę, że zasługuje na przesadną krytykę, ale zdecydowanie nie jest to serial, na którego kolejny odcinek czekałbym z niecierpliwością. Z tego względu nie płaczę, że nie będzie sezonu numer dwa. Choć w to nie wierzę.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.