Premiery kinowe weekendu 14-16.09.2018. Predator, The Predator (2018).
Premiery kinowe weekendu 14-16.09.2018. Predator, The Predator (2018).

Poszedłbym, odc. 245

Takie weekendy kinowe lubię – mało, ale konkretnie.

Premiery kinowe weekendu 14-16.09.2018

Predator, The Predator (2018) –  Poszedłbym 

Narobili dużo złego pierwszym zwiastunem z dzieciaczkiem bawiącym się modelem statku kosmicznego (zawsze taki sam Jacob Tremblay przy końcu swojej kariery aktorskiej) i teraz próbują się jakoś wykaraskać z tej sytuacji. W poniższym zwiastunie wszystko krwawi na lewo i prawo, co zawsze jest plusem i – poza psami Predatora i Keeganem-Michaelem Keyem – nie ma tu nic, co kazałoby olać seans kinowy i nie dać szansy kolejnemu nowemu Predatorowi. Nawet taki Randall Pearson jest jakby inny niż zwykle, nie tylko dlatego, że klnie.

No bo to Predator, sprawdzić trzeba niezależnie od wszystkiego. I sprawdzić czy płacz za oryginałem będzie prawdziwym szlochem czy tylko lekkim pociąganiem nosem.

Czarne bractwo. BlacKkKlansman, BlacKkKlansman (2018) –  Poszedłbym 

Szczerze powiedziawszy to nie miałbym żadnych zastrzeżeń, gdyby wyreżyserował to ktoś inny niż Spike Lee. Ze Spikiem na reżyserce Czarne bractwo może za bardzo cierpieć na zbyt wygórowane ambicje, których tu nie potrzeba. Historia wydaje się być ciekawa, styliza na kino spod znaku blaxpoitaton wpada w oko – dajmy więc spokój ambicjom zrobienia czegoś więcej niż solidne i z jajem opowiedzenie tej historii. Oby tak właśnie było.

Dogman (2018) –  Poszedłbym 

Nie lubię takich niezachęcających zwiastunów. Wolę standardowe „In a world…” i opowiedzenie w skrócie, o czym będzie film. Co to komu przeszkadza? Po co takie muzyczne impresje ze śladowymi ilościami dialogu? Nie wiadomo czy to będzie „normalny” film, czy może artystyczny eksperyment?

No ale Matteo Garrone (Gomorra) ma kredyt zaufania.

Juliusz (2018) –  Poszedłbym 

Tak trochę wstyd ładować zielonego Poszedłbyma dla polskiej komedii, a i fakt, że została wymyślona przez polskich standuperów nie jest dla mnie żadną specjalną wartością. Ale zwiastun wygląda zachęcająco. Zachęcająco na tyle, że można zielonego Poszedłbyma zaryzykować.

Po przemyśleniu sprawy dałem żółtego :P. Może gdyby miał mniejszą konkurencję, ale wybrał sobie naprawdę ciężki weekend.

Smak zemsty. Peppermint, Peppermint (2018) –  Poszedłbym 

A oto kolejny film, którego nie będzie dane zobaczyć w kinach sieci Cinema City. Czas leci, a beef pomiędzy CC a Monolithem jest coraz bardziej niepoważny. Posiadacze karty CC Unlimited mogą czuć się kopnięci w dupę. Szczególnie że CC nie daje żadnego „zadośćuczynienia”.

Co się zaś tyczy filmu Smak zemsty. Peppermint to mam nadzieję, że będzie taki, jak wszyscy chcielibyśmy, żeby był. To kino zemsty, więc po takim oczekuje się tylko jednego. Kategoria R daje nadzieję na satysfakcję, a Jennifer Garner umie dokopać.

Odpowiedź

  1. „I sprawdzić czy płacz za oryginałem będzie prawdziwym szlochem czy tylko lekkim pociąganiem nosem.” – ja się obawiam, że po tym czymś to nie tylko za I i II, ale i za „Predators” z Pianistą będziemy szlochać. 😛

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.