Revenge (2017), reż. Coralie Fargeat.
Revenge (2017), reż. Coralie Fargeat.

Revenge. Recenzja rape-and-revenge thrillera

Nigdy nie jest dobre dla filmu, jakikolwiek gatunek by on nie reprezentował, gdy trwa prawie 110 minut, opowiada o zabijaniu, a do zabicia w nim są jedynie trzy osoby. Czasem to w zupełności wystarczy, ale często konieczność zapełnienia czymś czasu ekranowego pomiędzy jednym a drugim zabójstwem nie jest sprzymierzeńcem reżysera. Recenzja filmu Revenge.

O czym jest film Revenge

Richard (Kevin Janssens) to żonaty mężczyzna, który do eleganckiego domu leżącego na pustynnym odludziu przywozi swoją kochankę Jen (Matilda Anna Ingrid Lutz). Oboje spędzają upojny wieczór, a rankiem dołączają do nich przyjaciele Richarda: Stan (Vincent Colombe) i Dimitri (Guillaume Bouchede). Trzech facetów spotyka się tutaj każdego roku i poluje na okoliczną faunę spędzając czas na innych męskich rozrywkach. Tym razem na liście atrakcji jest niespodziewanie seksowny taniec Jen, który rozpala do czerwoności Stana. Stan nie może o nim zapomnieć i kolejnego ranka, korzystając z nieobecności Richarda, zaczyna przystawiać się do dziewczyny. Kiedy ta daje mu do zrozumienia, że jest dla niej za niski, wkurza się i ją gwałci. Niedługo potem wraca Richard, który robi co może, by uspokoić zdenerwowaną Jen. Szybko wychodzi z niego prawdziwa natura, gdy dziewczyna jest uparta, nie chce zapomnieć o całej sytuacji i wyjechać do Kanady, gdzie załatwił jej pracę. Sugeruje, że powie o wszystkim żonie Richarda, co okazuje się konarem do jej trumny. Zepchnięta podczas ucieczki z urwiska, Jen ląduje na rzeczonym konarze i ginie na miejscu. A przynajmniej tak wydaje się chłopakom, którzy zadowoleni z siebie ruszają na zaplanowane polowanie. Tyle tylko, że Jen żyje i wkrótce zapoluje na chłopaków.

Recenzja filmu Revenge

Któż nie lubi filmów o zemście? Filmy o zemście oferują prostą fabułę sprowadzającą się do: ktoś zrobił komuś coś złego, teraz komuś zrobi ktosiom z dup jesień średniowiecza. Im boleśniej, tym lepiej. Filmy z gatunku rape-and-revenge sprowadzają się do tego samego, z tym, że wszystko zaczyna się od gwałtu, po którym sprawy bierze w swoje ręce zgwałcona kobieta. Takiej zwykle kibicujemy jeszcze mocniej niż np. kolesiowi, któremu zabito całą rodzinę, a i często okazuje się, że kobieca wyobraźnia dotycząca wymyślnego zabijania jest bogata bardziej niż można by się tego było spodziewać. I dobrze, myśli se widz, gdy gwałcicielowi odcina się fiuta nożycami do żywopłotu, zasłużył na to.

Revenge nie wymyśla w tej materii niczego nowego. Gwałt-i-zemsta pojawiają się tu na swoich miejscach, a o tym, że nie będzie żadnego udziwniania informuje już oczywisty tytuł. Revenge, bo cóż tu wymyślać.

Czyli powinno być fajnie? I tak i nie. Widzicie, Revenge to reżyserski debiut Coralie Fargeat, która postanowiła podążyć drogą utartą przez wielu reżyserów przed nią. I stworzyła typowe filmowe portfolio. Film, który pokazuje jej ogromny talent, ale równocześnie nie jest dziełem, które z łatwością podbije serca widzów. Bo głównym celem autorki nie jest podbijanie serc widzów, a tylko pokazanie się w filmowym towarzystwie i zaistnienie na rynku. Udowodnienie, że warto w nią zainwestować, bo jest reżyserką niebanalną, która potrafi zamienić w coś więcej zwykłe jechanie quadem nocą przez pustynię. Wiadomo, w portfolio opowiadamy głównie o sobie i Revenge jest właśnie taką pełnometrażową reklamą osoby pani reżyser.

Bezapelacyjnie Revenge wyróżnia się pod względem wizualnym. Przemyślane i nasycone kolorem kadry cieszą oczy, a współgrająca z nimi dobrze dobrana muzyka zamienia ten rape-and-revenge thriller w doznanie artystyczne. Gdyby porównywać Revenge do jakiegoś innego filmu, to z pewnością nie byłyby to prostackie dzieła typu I Spit on Your Grave, a kino pokroju Niech opalają się ciała, Let the Corpses Tan. Podobnie i tutaj jednym z bohaterów filmu jest upał, choć Revenge to dzieło o wiele mniej surrealistyczne.

Bo mimo wszystko to nadal kino sprowadzające się do gwałtu i surowej kary za niego. Polowanie na skrajnie niesympatycznych koleżków zajmuje większą jego część, dlatego tutaj oprócz kończyn przydałoby się jeszcze trochę obciąć metraż filmu Revenge. Jest on zdecydowanie za długi na to, co ma do opowiedzenia Coralie i w pewnym momencie widz zaczyna zapominać, że czekał na to, żeby w końcu zadźgała grubego, a zaczyna się nudzić. Nie zaszkodziłoby też trochę więcej realizmu, choć mnie akurat nie przeszkadzała wytrzymałość głównych bohaterów, których jakiś tam upadek z 20 metrów na ostry konar czy postrzał z shotguna w brzuch nie były w stanie powstrzymać. Często właśnie to sprawia, że utożsamiamy się z bohaterami filmów o zemście i odczuwamy w ich trakcie (filmów, nie bohaterów :P) tak wiele emocji – że jesteśmy w stanie utożsamić się z ich bólem psychicznym i fizycznym. Kiedy reżyser od razu ustawia swoich bohaterów w pozycji supermanów, chyba gdzieś się traci to coś, co sprawia, że przeżywamy tego typu filmy bardziej.

W innych recenzjach filmu Revenge podkreśla się obrazowo pokazaną przemoc, jaką można tu zobaczyć. Czy ja wiem, Revenge nie oferuje żadnych oryginalnych atrakcji w tym temacie. Można wręcz powiedzieć, że ww. zabicie grubego zostało całkiem zmarnowane. Wina z pewnością leży po stronie kiepskich gore-efektów, które na nikim zaprawionym w bojach z filmową makabrą nie zrobią żadnego wrażenia. Z drugiej strony bohaterka filmu Revenge miała świetne kolczyki.

(2412)

Nigdy nie jest dobre dla filmu, jakikolwiek gatunek by on nie reprezentował, gdy trwa prawie 110 minut, opowiada o zabijaniu, a do zabicia w nim są jedynie trzy osoby. Czasem to w zupełności wystarczy, ale często konieczność zapełnienia czymś czasu ekranowego pomiędzy jednym a drugim zabójstwem nie jest sprzymierzeńcem reżysera. Recenzja filmu Revenge. O czym jest film Revenge Richard (Kevin Janssens) to żonaty mężczyzna, który do eleganckiego domu leżącego na pustynnym odludziu przywozi swoją kochankę Jen (Matilda Anna Ingrid Lutz). Oboje spędzają upojny wieczór, a rankiem dołączają do nich przyjaciele Richarda: Stan (Vincent Colombe) i Dimitri (Guillaume Bouchede). Trzech facetów…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Zgwałcona dziewczyna, której cudem udaje się przeżyć, przystępuje do krwawej zemsty na swoich oprawcach. Piękny wizualnie rape-and-revenge thriller z bardzo dobrą ścieżką dźwiękową, który kuleje pod względem pełnego zaangażowania widza w opowiadaną historię i efektownej makabry.

2 odpowiedzi

  1. Również mam mieszane odczucia. Świetne kadry i momenty przeplatane dłużyznami. No ale cóż, tak bywa, i tak zdecydowanie wolę taką sytuację niż hollywoodzkie, rzemieślnicze-solidne, odmierzone od linijki średniaki.

  2. Moim zdaniem to ciekawy film, na pewno warty obejrzenia. Dałbym więcej niż 6 – powiedzmy, że 7 😛

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.