Premiery kinowe weekendu 25-27.05.2018. Han Solo: Gwiezdne wojny - historie, Solo: A Star Wars Story (2018).
Premiery kinowe weekendu 25-27.05.2018. Han Solo: Gwiezdne wojny - historie, Solo: A Star Wars Story (2018).

Poszedłbym, odc. 229

Klasyczny letni weekend 2018 roku: Jeden hit i reszta skazana na porażkę.

Premiery kinowe weekendu 25-27.05.2018

Han Solo: Gwiezdne wojny – historie, Solo: A Star Wars Story (2018) –  Poszedłbym 

Nie mam żadnych wymagań od Hana Solo. Być może będzie kiepski to machnę wtedy ręką i poczekam sobie na następne Star Warsy. A może będzie rozrywkowy to wtedy będę się dobrze bawił i tyle filozofii.

Ostatnie zwiastuny mnie do siebie przekonały, choć wymieniłbym w obsadzie zarówno Ehrenreicha, jak i Emilkę. Ron Howard na reżysera Star Warsów też mi nie pasuje. Ale pójdę, sprawdzę, dam znać co i jak.

PS. Świetny jest ten kawałek muzyki rozpoczynający się w poniższym zwiastunie od 1:50.

Pozycja obowiązkowa, Book Club (2018) –  Poszedłbym 

Ale że tego nie wyreżyserowała Nancy Meyers to jestem zdziwiony… Wydaje się, że Pozycja obowiązkowa to zarazem pozycja bezpieczna. Ani nie zanudzi, ani nie porwie. Różnicę robi obsada, dla której warto zobaczyć film Billa Holdermana. Choć chyba niekoniecznie w kinie.

Ella i John, The Leisure Seeker (2017) –  Poszedłbym 

Zapowiada się geriatryczny weekend tematyczny. Nie będę się rozpisywał, bo wszystko o tym filmie napisałem już odnośnie poprzedniego filmu.

Duża ryba i begonia, Da Hai (2016) –  Nie poszedłbym 

Ładnie to wygląda i pewnie warto się wybrać, żeby zobaczyć, jak też radzą sobie Chińczycy z podróbkami filmów Studia Ghibli. Jednak jako zagorzały niefan kreskówek, mówię: pass. Bez konkretnego powodu. Morał tej baśni znany jest już od czasów Frankensteina.

Devil’s Gate (2017) –  Poszedłbym 

Miałem zgnoić, ale hej, fajnie to wygląda! Znaczy się efekty wizualne są całkiem do dupy, ale wydaje się, że na VHS-ach byłoby to murowanym hitem. No i ten Jack Pearson, wiadomo, że zło go nie weźmie. W serialu trzeba było ze trzydziestu odcinków, żeby w końcu umarł.

Made in Italy (2018) –  Nie poszedłbym 

Wygląda nie mniej sympatycznie niż powyżej zawyrokowane filmy o dziadkach, ale różnica taka, że nie widzę tu nic, co miałoby przypominać interesującą fabułę. Kina więc nie ma co ryzykować.

Co? Pewnie myśleliście, że napiszę, że ile razy Kasia Smutniak łapie się za telefon to kręcą o tym film? 😛

6 odpowiedzi

  1. Obejrzałem to „Devil’s Gate”. Na początku nawet fajne, co prawda te nachalne filtry czy tam korekcja kolorystyczna w postprodukcji na siłę mająca robić większy klimat/mroczność trochę drażniące, ale do przebolenia. Kupsztalowate CGI też drażnią w sumie tylko w jednej scenie. Problemem jest fabuła, która w pewnym momencie staje się strasznie oczywista i kliszowa, takie trochę X-Files się robi bez Muldera i z młodszą Scully. Ogólnie B-klasowy przeciętniak. Ale co to robi w kinach (chyba, że trailer trafił tu na wyrost/przez pomyłkę)??

  2. PS: Nie wiem kto to Jack Pearson ale [spoiler] chyba jednak umarł [koniec spoilera], jeśli to ten o którym myślę 😛

  3. Quentin

    No i dobra, nie piszesz, że całkowity shit więc looknę. Co robi w kinach nie wiem, choć pewnie bardziej precyzyjne byłoby pytanie: co robi w filmwebowej rozpisce premier kinowych?

  4. Całkowity nie, taki połowiczny. 😛

  5. a powiesz mi kto to ten Jack jakiś tam? 😀

  6. Quentin

    Zmęczyłem na razie połowę, jednak całkowity shit. A Jack Pearson to postać z serialu This Is Us grana przez Milo Venterjakmutam :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.