Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Dhuruvangal pathinaaru aka 16 Extremes, reż. Karthick Naren.
Dhuruvangal pathinaaru aka 16 Extremes, reż. Karthick Naren.

Dhuruvangal pathinaaru. Recenzja tamilskiego filmu D-16 aka 16 Extremes

Ilekroć przystępuję do pisania recenzji takich filmów jak Dhuruvangal pathinaaru jest mi Was strasznie żal. Siebie trochę też, bo prawie nikt tego nie przeczyta, ale Was bardziej. Bo wiadome jest, że nie będziecie oglądać jakiegoś głupiego indyjskiego filmu, do których Q od lat chce Was przekonać, a Wy i tak wiecie swoje. No trudno, akceptuję to bez zmrużenia oka, a recenzję napiszę i tak, bo Dhuruvangal pathinaaru jest bardzo fajnym filmem, który po serii obejrzanych nudziarstw z innych części świata okazał się w końcu seansem, na który czekałem. Recenzja filmu Dhuruvangal pathinaaru.

O czym jest film Dhuruvangal pathinaaru

Deepak był kiedyś szanowanym detektywem, ale od lat jest już na emeryturze i spędza czas kulejąc i doglądając domu. Kalectwo „załatwiła” mu ostatnia sprawa w karierze, po której zawiesił odznakę i pistolet na kołek i odszedł ze służby. Pewnego chłodnego dnia w domu Deepaka pojawia się syn jednego z byłych kolegów. Kumpel ma do Deepaka prośbę, by ten wybił synowi z głowy pomysł zostania policjantem. Siadają więc we dwójkę na podwórku, popijają chai, a dyskusja szybko schodzi na temat ostatniej sprawy w karierze Deepaka. Cofamy się kilka lat wstecz do nocy, kiedy wszystko się zaczęło (co ciekawe – dla mnie – akcja filmu częściowo dzieje się w dniu moich urodzin). I następującego po niej poranka, kiedy to Deepak pojawił się o dziewiątej rano w pracy i otrzymał informację o samobójcy znalezionym w jednym z lokalnych parków. Sprawa jest jednak grubymi nićmi szyta, bo samobójstwo wygląda na upozorowane, a gazeciarz, który odnalazł ciało twierdzi, że tuż obok zauważył tajemniczy biały samochód, który później rozpłynął się bez śladu. Deepak wyrusza do parku, gdzie z nieoczekiwaną teorią zaczepia go młody policjant Gautham, który właśnie dołączył do jego posterunku. Chłopak twierdzi, że w sprawę – nie wierzy w samobójstwo i trudno mu nie przyznać racji – mogą być zamieszani trzej miejscowi studenci znani z tego, że prowadzą zbyt rozrywkowy tryb życia, który nie przystoi młodym dżentelmenom. Ma rację, bo już na początku Dhuruvangal pathinaaru dowiadujemy się, że tej samej feralnej nocy uczestniczyli oni w zderzeniu, które wymknęło się spod kontroli. Niedługo potem Deepak odkrywa jeszcze zaginięcie mieszkającej nieopodal dziewczyny i rusza ze skomplikowanym śledztwem, które krok po kroku przynosi nowe rewelacje.

Recenzja filmu Dhuruvangal pathinaaru

Nie siedzę już tak bardzo w kinie indyjskim – zresztą nigdy nie siedziałem, tyle, że kiedyś mniej nie siedziałem, a teraz nie siedzę bardziej – i nie wiem, jak jest naprawdę, ale wydaje mi się, że sukces malayalamskiego Drishyam sprawił, że w tym roztańczonym kraju na nowo zainteresowano się kryminałami z twistem, w których kluczową jest odpowiedź na pytanie: kto zabił? Takie właśnie jak Dhuruvangal pathinaaru, który jest rasowym kryminałem tego właśnie typu. Jak przystało na gatunek są tu trupy, zaginięcia i deszczowa noc, w trakcie której rozegrała się tragedia. Jest też doświadczony policjant, który stara się połączyć wszystkie elementy układanki w całość. A układanka to misterna i prowadząca do obowiązkowego zaskakującego finału. A właściwie to kilku zaskakujących finałów, z których jednego szybko możecie się domyślić – ja się domyśliłem – ale nic nie szkodzi, film Dhuruvangal pathinaaru ma w zanadrzu jeszcze inne. Co oczywiste: za dużo więc o nim napisać nie można.

Reżyserem filmu Dhuruvangal pathinaaru jest debiutujący w długim metrażu Karthick Naren. Piszę o tym z dwóch powodów. Pierwszy, oczywisty, jest taki, że karierę chłopaka warto śledzić, drugi natomiast jest taki, że miał zaledwie 21 lat, gdy przystępował do realizacji swojego debiutu. Z powodu wieku mało kto traktował go poważnie, ale gdy tylko przedstawił swój pomysł na film, wszystko odwróciło się o 180 stopni. I znów okazało się to, co wiadomo było od zawsze – dobry film obroni się sam. Dhuruvangal pathinaaru jest dobrym filmem, a jeszcze jednym tego dowodem jest fakt, że o tym wyświetlanym początkowo w ograniczonej liczbie kin filmie szybko zaczęło być głośno wśród widzów i chwilę potem Dhuruvangal Pathinaaru trafił do większej ilości kin, by za kolejnych chwil parę zostać kasowym hitem.

16 w tytule oznacza ni mniej ni więcej tylko to, że wszystkich bohaterów filmu jest dokładnie szesnastu. Doczytałem o tym gdzieś w necie, bo akurat z samego filmu ani to jakoś specjalnie nie wynika, ani nie ma znaczenia w fabule.

No i co? Jeśli szukacie satysfakcjonującego i dobrze zrealizowanego kryminału (bez tańczenia :P), Dhuruvangal Pathinaaru jest propozycją dla Was. Wszystko ładnie się tu zazębia i choć można kręcić nosem na kilka za dużych zbiegów okoliczności, to jeśli przymknąć na nie oko, dostaje się naprawdę satysfakcjonujący seans, jakiego amerykańskie kryminały z twistem już dawno nie były w stanie zapewnić, a koreańskie przestały zapewniać. Nikt tu nie sili się na nie wiadomo jak wymyślne kino. Ważna jest historia oraz to, by została dobrze opowiedziana bez niepotrzebnego udziwniania i próby oczarowania widza realizacyjnymi sztuczkami. Plus, Dhuruvangal Pathinaaru nie jest filmem długim jak na miejscowe standardy (podobnie jak i taniec dawno już ograniczane), trwa niecałe dwie godziny.

W przygotowaniu jest już kolejny film Narena: Naragasooran, który ma stanowić drugą część kryminalnej trylogii i rozgrywać się w tym samym „uniwersum” co poprzednik. Tyle, że coś tam się reżyser żre z producentem i zobaczy się, co z tego finalnie wyjdzie.

(2407)

Ilekroć przystępuję do pisania recenzji takich filmów jak Dhuruvangal pathinaaru jest mi Was strasznie żal. Siebie trochę też, bo prawie nikt tego nie przeczyta, ale Was bardziej. Bo wiadome jest, że nie będziecie oglądać jakiegoś głupiego indyjskiego filmu, do których Q od lat chce Was przekonać, a Wy i tak wiecie swoje. No trudno, akceptuję to bez zmrużenia oka, a recenzję napiszę i tak, bo Dhuruvangal pathinaaru jest bardzo fajnym filmem, który po serii obejrzanych nudziarstw z innych części świata okazał się w końcu seansem, na który czekałem. Recenzja filmu Dhuruvangal pathinaaru. O czym jest film Dhuruvangal pathinaaru Deepak był…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Emerytowany policjant wraca pamięcią do ostatniej sprawy w karierze, przez którą został kaleką. Misternie utkany tamilski kryminał, który ma w zanadrzu więcej niż kilka satysfakcjonujących zwrotów akcji.

8 odpowiedzi

  1. a śpiewają w tym filmie??

  2. Quentin

    Nie tańczą to i nie śpiewają :). Znaczy trochę śpiewają, ale tak jak na każdym amerykańskim filmie, gdzie to się nazywa ścieżką dźwiękową i nikt nie narzeka, a często wręcz chwali :).

  3. Ja chętnie bym obejrzał, gdyby były polskie napisy, albo nie umiem szukać i nie potrafię ich znaleźć, a na n24 i opensub nie widzę by były.

  4. Quentin

    Z angielskimi oglądałem, pl chyba nie ma, choć jakoś specjalnie nie szukałem.

  5. frank drebin

    Powinieneś dostać zakaz pisania o filmach do których nie ma polskich napisów. Mój inglisz jest za słaby żeby mi się chciało męczyć z angielskimi napisami.
    Narobi taki smaka a potem zonk. Już od dawna czekam choćby na napisy do dwóch japońskich filmów które tu rekomendowałeś.

  6. Quentin

    To jedna z większych tragedii współczesnego świata – fura napisów do filmowych szrotów nie do oglądania, a porządne filmy pozostają bez tłumaczeń. Też ledwo nadążam, oni w tym tamilskim nawijają jak kołowrotki.

  7. Jeżeli film ma certyfikat Q to kraj pochodzenia nie ma znaczenia. Oczywiście nie dotyczy to produkcji, gdzie wszyscy śpiewają i tańczą :)
    BTW Kacper Ruciński opowiadał kiedyś o Bollywood/Musical Porno hehe.

  8. Quentin

    Całe szczęście coraz częściej odchodzi się od śpiewania i tańczenia, a już tzw. „piosenki z dupy” to nie wiem nawet czy się zdarzają. Przynajmniej w tych filmach, którymi warto sobie zawracać gitarę :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.