451° Fahrenheita, Fahrenheit 451 (2018), reż. Ramin Bahrani.
451° Fahrenheita, Fahrenheit 451 (2018), reż. Ramin Bahrani.

451° Fahrenheita. Recenzja filmu Fahrenheit 451

Walka o streamingowego klienta trwa. Póki co na czele z zylionem oryginalnych produkcji miesięcznie jest Netflix, ale kolejne platformy ruszają do walki o widza. HBO produkowało własne filmy i seriale zanim to było modne, ale teraz, wraz z udostępnieniem dla wszystkich HBO GO, raz na jakiś czas nie wystarczy, by przyciągnąć klienta. W sytuacji, kiedy raczej nie stać ich na taką ofensywę jak Netflix, warto by było powalczyć z konkurencją jakością. Pod względem jakości oryginalnych filmów Netflix na razie nie zachwyca, skupiając się na ilości. Czy 451° Fahrenheita Ramina Bahraniego (autor świetnego 99 Homes) to sygnał do walki o widza jakością? Recenzja filmu 451° Fahrenheita. HBO GO.

O czym jest film 451° Fahrenheita

Świat przyszłości jest właściwie całkowicie kontrolowany przez władzę. Władza mówi co robić, jak się zachować, kiedy chodzić spać i na jakim boku się położyć. Władza kontroluje Internet, który dawno już przestał się tak nazywać, ale przede wszystkim dba o to, by na świecie nie ostała się żadna książka. Do niszczenia słowa pisanego oddelegowane zostały specjalne oddziały straży pożarnej, które ogniem likwidują każdy rodzaj tzw. graffiti, jak aktualnie nazywają się książki. Nie dziwi jednak fakt, że każda akcja narażona jest na reakcję. Nie inaczej jest w owym dystopijnym świecie przyszłości, gdzie pamięć o książkach za wszelką cenę chcą zachować tzw. mątwy. Powstańcy, rebelianci, jak zwał tak zwał, są równie atrakcyjnym celem dla strażaków jak i same książki. Z tą różnicą, że zamiast palenia, odbiera się im tożsamość. Dowódcą jednej z najlepszych jednostek strażaków jest kapitan Beatty (Michael Shannon), wierny realizator antyksiążkowej idei fix reprezentowanej przez władzę. Beatty nie zawaha się przed użyciem miotacza płomieni na widok powieści Dostojewskiego, a równie zagorzałym (hłe hłe) zwolennikiem jedynej słusznej linii partii jest jego podwładny Montag (Michael B. Jordan). Wieść gminna niesie, że obaj wkrótce zostaną nominowani na lepsze stanowiska, co tylko daje im dodatkowego kopa do tego, by się bardziej starać. Niespodziewanie wszystko odmieni niejaka Clarisse McClellan (Sofia Boutella), która donosi Beatty’emu na znane jej mątwy, ale zarazem wie dużo więcej niż chciałaby się tym podzielić ze strażakami. Zainteresowany nią Montag zacznie zastanawiać się nad sensem swojego istnienia.

Recenzja filmu 451° Fahrenheita

Gdyby oceniać tylko po filmie 451° Fahrenheita, odpowiedzią na zadane we wstępie pytanie byłoby: nie, HBO nie zamierza walczyć z konkurencją jakością. HBO poszło po linii najmniejszego oporu wybierając do produkcji znaną książkę Raya Bradbury’ego, która już doczekała się jednej, klasycznej ekranizacji autorstwa Françoisa Truffauta. I zapewne doszła do wniosku, że rozgłos takiej decyzji wystarczy, by zainteresować widza efektem końcowym. Dla bezpieczeństwa opakowano zapowiedzi w matriksowo-bladerunnerowy sznyt zapowiadający widowisko hard sf jak się patrzy i ruszono na podbój streamingów.

Nie czytałem książki Bradbury’ego. Film Truffata również specjalnie nie przypadł mi do gustu. Oglądałem go dawno temu i nie pamiętam już dlaczego konkretnie. Chyba nie do końca byłem przekonany co do fabuły, która owszem, brzmi dramatycznie – rany julek, świat bez książek? – ale nie wydaje mi się, aby była sensowna do realizacji. Bo niby dlaczego świat bez książek? Tak zupełnie? A co z instrukcjami i poradnikami? Kalendarzem Ewy Chodakowskiej? W czym one zagrażają ludzkości i dlaczego świat bez nich byłby lepszy? Dlaczego Montag musi ukrywać pocztówkę? Jakie zagrożenie dla świata płynie z pozdrowień z Juraty?

Od premiery filmu Truffauta minęło ponad 60 lat, świat zmienił się całkowicie, idea przyszłości bez książek nabrała jeszcze mniej sensu. W sytuacji, kiedy dowolną ilość słowa pisanego można załadować na malusieńką kartę pamięci, walka ze słowem pisanym wydaje się być z góry skazana na porażkę. Film Bahraniego reaguje na te zmiany i stara się unowocześnić przestarzałą (no sorry) książkę, ale niewiele może zrobić. Zatraca przy okazji sens powieści paląc dyski twarde zamiast książek. Dramat druku nie wywołuje żadnych większych emocji, bo przecież liczy się to, co jest tam napisane, a nie gdzie jest napisane. A film nie daje gotowego rozwiązania na to, jak niby można by pozbyć się tego raz a dobrze.

451° Fahrenheita nie daje żadnych gotowych rozwiązań, nie przedstawia nawet wystarczająco tego strasznego świata przyszłości. Zaczynamy w miejscu, w którym książki są be i trzeba je palić. Czemu trzeba je palić? Do końca nie wiadomo. Czemu trzeba je ratować? Też do końca nie wiadomo. Może świat przyszłości jest taki jak jest, bo wszyscy tracą energię na ratowanie książek zamiast próbować obalić dyktatorską władzę? Bez sensu? Może, ale film się nad tym nie pochyla. Rysuje wyraźną linię pomiędzy złem a dobrem i reprezentanci zła są źli do szpiku kości, a ci dobrzy bez zmrużenia oka giną w płomieniach za to, co jest dla nich ważne. Szlachetnie. Sednem filmu jest podróż pana Montaga za granicę tej linii i zmiana frontu, która została tu niewystarczająco umotywowana. Zaryzykował życie, bo był ciekawy? Film szybko staje się nudny i obojętny widzowi – czuć, że nie wydarzy się nic, co miałoby zburzyć spokój tak budowanej fabuły.

Realizacyjnie jest lepiej, choć wyraźnie daje się odczuć braki w budżecie. 451° Fahrenheita często przypomina teatr telewizji niż widowisko science-fiction. Dla bezpieczeństwa akcja na zewnątrz dzieje się w zupełnie opustoszałych przestrzeniach miejskich. Gdzie się podziali ci wszyscy ludzie? Czytają książki? :P. Nie, bawią się w Ready Player One’a, co widać w jednej jedynej scenie filmu. Najwyraźniej książki i filmy (tym dostaje się po łbie przy okazji) są be, ale rzeczywistość wirtualna jest już cacy. Dziwne, można w niej przecież poukrywać miliardy książek niczym jajo Hallidaya.

(2416)

Co prawda nie o HBO GO, ale więcej o Netfliksie na fejsbukowej grupie: Netflix, Netfliksie, Netfliksowi. Zapraszam.

Walka o streamingowego klienta trwa. Póki co na czele z zylionem oryginalnych produkcji miesięcznie jest Netflix, ale kolejne platformy ruszają do walki o widza. HBO produkowało własne filmy i seriale zanim to było modne, ale teraz, wraz z udostępnieniem dla wszystkich HBO GO, raz na jakiś czas nie wystarczy, by przyciągnąć klienta. W sytuacji, kiedy raczej nie stać ich na taką ofensywę jak Netflix, warto by było powalczyć z konkurencją jakością. Pod względem jakości oryginalnych filmów Netflix na razie nie zachwyca, skupiając się na ilości. Czy 451° Fahrenheita Ramina Bahraniego (autor świetnego 99 Homes) to sygnał do walki o widza…

Czas na ocenę:

Ocena: 4

4

wg Q-skali

Podsumowanie: Faszystowskie władze świata przyszłości nakazują palić wszystkie książki. Wyznaczony do tego zadania Guy Montag zaczyna mieć wątpliwości, co do słuszności tego rozwiązania. Poskrobany zaledwie po powierzchni ciekawy temat tonie w rosnącej nudzie i realizacji rodem z teatru telewizyjnego.

Odpowiedź

  1. widzę, że następny tytuł do cyklu kolejny niepotrzebny remake (tak, tak, wiem, „kolejna adaptacja już zekranizowanej książki”, tak czy siak niepotrzebna). Nawet zwiastun słaby jakiś.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.