Premiery kinowe weekendu 27-29.04.2018. Avengers: Wojna bez granic (2018).
Premiery kinowe weekendu 27-29.04.2018. Avengers: Wojna bez granic (2018).

Poszedłbym, odc. 225

Tymczasem do kin wjeżdża Thanos i zanim pozamiata marvelowskich superbohaterów – wcześniej pozamiatał prawie całkiem inne życie kinowe poza Avengersami.

Premiery kinowe weekendu 27-29.04.2018

Avengers: Wojna bez granic, Avengers: Infinity War (2018) –  Poszedłbym 

Nie ma co filozofować, snobować i udawać, że marvele są do dupy – trzeba iść. To główny sukces tego serialu, że zdołał osiągnąć właśnie taki status: „trzeba iść”. Trzeba iść przynajmniej z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że skoro już obejrzeliśmy te pińcet poprzednich części to żal przerywać akurat przy tej, w której lista znanych aktorów/superbohaterów jest tak długa, że brakłoby rolki papieru toaletowego, żeby ich spisać. A drugi jest taki, że nawet jeśli jakieś Marvele nam się nie podobały, to inne podobały nam się bardziej (co jak co, ale różnorodność prezentowanych przez nie „klimatów” jest coraz większa) i chętnie zobaczymy kiedyś ich kolejne odsłony. A bez zobaczenia Wojny bez granic nie będziemy w temacie.

Nie mam wątpliwości, film Avengers: Wojna bez granic nie będzie dziełem przełomowym w historii kina, ani czymś, czego jeszcze nigdy nie było. Będzie więcej niż solidną rozrywką, efektownym dziełem fajnie wyglądającym na dużym ekranie ze sporą ilością gejmczendżerów w fabule. Na pewno trafi się parę niezapomnianych scen i godnych zapamiętania tekstów. Ale będzie też klasycznym filmem Marvela, który można podsumować jednym zdaniem: „Wow. Nie mogę się doczekać kolejnej części, będzie epicka!”. Bo o to w tej serii Avengers właśnie chodzi, żeby widz poszedł na kolejny jej film.

Trzeba iść no to idę. Dzisiaj do IMAX-a.

Śmierć Stalina, The Death of Stalin (2017) –  Poszedłbym 

Jeśli macie ochotę zobaczyć film inny niż wszystkie, to Śmierć Stalina znakomicie pasuje do tej mini-definicji. Oparta na faktach groteska spod pióra Armando Iannucciego jest dokładnie takim filmem, jakiego można by się spodziewać po tym scenarzyście/reżyserze. Śmiech co chwilę więźnie tu widzowi w gardle i nie wiesz czy się oburzać, czy może akceptować konwencję zajebiście czarnej komedii ze śmiercią milionów w tle.

To film dla specyficznego widza, ale warto sprawdzić czy takim się jest. Jeśli oczywiście jeszcze tego nie wiecie.

Dorwać Gunthera, Killing Gunther (2017) –  Nie poszedłbym 

Właściwie jedynym powodem do radości w fakcie, że Arnie skończył z polityką i wrócił do aktorstwa jest to, że Arnie… wrócił do aktorstwa. Co jak co, ale „film ze Schwarzeneggerem” to zawsze coś więcej niż „film z kimkolwiek innym”. Tyle, że te filmy ze Schwarzeneggerem są już ciekawe jedynie w trakcie oglądania zwiastunów. Potem nie jest tak kolorowo i w najlepszym wypadku tak sobie.

Dobrze, że jeszcze majaczą gdzieś na horyzoncie Trojaczki, Terminator i Conan, bo istnieje prawdopodobieństwo, że Dorwać Gunthera byłoby smutnym łabędzim śpiewem 70-letniego :( aktora. Szczególnie że przez większość filmu go tu nawet nie ma.

3 odpowiedzi

  1. To fatalne Killing Gunther wchodzi do kin? 😮

  2. Quentin

    Wiesz jak jest. Słowo klucz „Arnold Schwarzenegger”. Ludzie więcej nie sprawdzają. A przynajmniej dystrybutor na to liczy :)

  3. W sumie głównie dlatego to obejrzałem, ale żeby za to płacić… ;P

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.