Rellik s01e01. Recenzja pilotowego odcinka serialu.
Rellik s01e01. Recenzja pilotowego odcinka serialu.

Rellik s01e01. Recenzja pilota nowego serialu twórców The Missing

W poszukiwaniu metod zainteresowania telewizyjnego widza, twórcy sięgają po arsenał sztuczek, które mają sprawić, że dana produkcja wyróżni się na tle ogromnej konkurencji. Bracia Williamsowie od bardzo dobrego The Missing, które przebojem zdobyło ekrany, sięgnęli po eksploatowany już wcześniej na dużym ekranie motyw prowadzenia akcji wstecz. Trudno oceniać całość po zaledwie pierwszym odcinku, ale nie ma wątpliwości, że gdyby nie zastosowany w Rellik zabieg, mielibyśmy do czynienia z zaledwie kolejnym przeciętnym mrocznym serialem kryminalnym. A tak przynajmniej jest ciekawie na tyle, żeby zobaczyć, co przyniesie odcinek numer dwa. Recenzja pilotowego odcinka brytyjskiego serialu Rellik s01e01.

Miałem ją napisać od końca do początku, ale chyba nie będę kombinował, bo i po co.

O czym jest Rellik s01e01

Detektyw Gabriel Markham (Richard Dormer) nie może spać. Dręczy go drażniąca myśl o tym, że coś przeoczył. A przecież powinien być zadowolony i spać spokojnie. Zakończyło się przecież polowanie na niebezpiecznego seryjnego zabójcę, z którego rąk straciło życie już siedem osób. Bezwzględny morderca oblewał twarze swoich ofiar kwasem, by zapobiec ich identyfikacji, ale koszmar zakończył się dziesięć godzin wcześniej w niewielkim parku przylegającym do szkoły podstawowej. Wtedy to główny podejrzany w sprawie morderstw, cierpiący na schizofrenię Steven Mills (Michael Shaeffer) zakończył swój żywot padając od kuli snajpera. W winę Millsa nie wierzy jego żona, która uważa, że mężczyzna nie byłby w stanie popełnić tak odrażających zbrodni. Tyle tylko, że dowody mówią inaczej, a odnalezione na miejscu ostatniej zbrodni ślady jednoznacznie prowadzą do Millsa. Jednak Markhamowi cała sprawa nie daje spokoju, a jeden z tropów prowadzi go na cmentarz, na którym odnajduje fiolkę z tajemniczą zawartością.

Recenzja pilota serialu Rellik s01e01

Wydaje się, że kluczowy dla całego serialu będzie dopiero odcinek numer dwa, bo trudno przypuszczać, że już do końca będziemy podążać z bohaterami wstecz. Pierwsza scena pilotowego odcinka Rellik (teoretycznie; bo tak teraz o tym myślę i w sumie, czemu nie) nie może być jego ostatnią sceną, a co za tym idzie, kiedyś autorzy serialu będą musieli zejść z obranej przez siebie ścieżki. Od tego, jak to zrobią, może zależeć cała reszta, bo może się też okazać, że ta cała zabawa w cofanie się to zaledwie sztuka dla sztuki i każdy sąd uniewinni widza, który z powodu zmiany takiego prowadzenia akcji poczuje się oszukany.

A póki co narracja wsteczna sprawdza się w Rellik bardzo dobrze i mimo niestandardowego opowiadania historii dość łatwo ją śledzić, choć wymaga to jakiejś tam uwagi i nie rozpraszania się na sprawdzanie fejsa na telefonie. To na pewno plus Rellik, który lepiej śledzić uważnie, obserwując jak autorzy serialu wykorzystują swój pomysł na przedstawienie fabuły. To najlepsze co ma do zaoferowania Rellik, bo w umiejętny sposób odkrywane są kolejne części układanki, które rzucają światło na to, co już się wydarzyło wcześniej/później. Trafiają się też standardowe zagrywki w postaci niby nieznaczących wydarzeń (koleżka z psem), które w następnej scenie okazują się wcale nie takie nieznaczące. Pod tym względem Rellik daje radę, a jednocześnie szybko można zapomnieć, że akcja przedstawiana jest wstecz. Nawet jeśli do fabuły wprowadzane są elementy, które ewidentnie zostaną wyjaśnione później, bo wydarzyły się wcześniej :). To zresztą też dobry sposób na zainteresowanie widza, który widzi spalone drzwi komendy i automatycznie zastanawia się nad tym, co też się wydarzyło, że doprowadziło do takiego efektu.

Gdyby to jednak wykastrować, nie byłoby raczej o czym rozmawiać, bo Rellik został zrealizowany przeciętnie, a i historia w nim przedstawiona nie jest aż tak zajmująca. Ot kolejne śledztwo w sprawie mordercy, nic poza tym. No może jeszcze ciekawe i nieszablonowe jest to, że kilka postaci Rellik w wyniku wcześniejszych wypadków ma teraz zdeformowane twarze, co sprawia, że dodaje to serialowi tajemniczości. Niby nic, ale zawsze to coś innego niż w przypadku konkurencji. Szczególnie że obsada nie powala na kolana ani nazwiskami ani aktorsko. Telewizyjne rzemiosło i tyle.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.