Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Lucid Dream (2017), reż. Kim Joon-Sung.
Lucid Dream (2017), reż. Kim Joon-Sung.

Lucid Dream. Recenzja koreańskiego thrillera. Netflix

Fajnie, że na Netfliksie pojawiają się nowe produkcje z Korei Południowej (szczególnie fajnie, że z lektorem; jak już kiedyś pisałem, jakieś takie normalniejsze mi się wydają z lektorem niż z napisami :) ). Mniej fajnie, że pojawiają się marne. Recenzja filmu Lucid Dream.

O czym jest film Lucid Dream

Dae-ho (Soo Go) to dziennikarz śledczy, który nie pęka, gdy trafia na dobry temat. Nie boi się narobić sobie wrogów i nie ustępuje, gdy naciśnie na odcisk komuś wpływowemu. Prywatnie Dae-ho samotnie wychowuje małego synka, którego mamusia prawdopodobnie jest już z aniołkami. Kocha go i opiekuje się nim nawet trochę za bardzo. Jednak nie na tyle bardzo, żeby pewnego dnia upilnować go przed porwaniem. Maluch znika bez śladu, a ugodzony usypiającą strzałką ojciec nie może zrobić nic, by go uratować. Mijają trzy lata. Dzieciak ciągle jest zaginiony, policja zaczyna zastanawiać się nad tym, czy nie umorzyć sprawy. Co innego Dae-ho, który nie pogodził się ani trochę ze stratą i cały czas szuka syna na własną rękę. Pewnego dnia zapoznaje się z ideą świadomego śnienia. Dzięki tej metodzie rozwiązano już parę nierozwiązanych do tej pory spraw, więć warto spróbować i teraz. Wystarczy wprowadzić się w odpowiedni stan i śniąc o wydarzeniach, jakie doprowadziły bezpośrednio do zniknięcia chłopca, przypomnieć sobie szczegóły, których się nie pamięta. Za pomocą znajomej pani doktor i przyjaznego gliniarza, który tak jak Dae-ho nie poddaje się w znalezieniu porwanego dziecka, strapiony ojciec ucieka w świat świadomego snu, w którym szybko natrafia na pierwsze tropy. Nie będzie jednak łatwo odsiać ziarno od plew w sytuacji, gdy w wieloletniej karierze dziennikarza śledczego Dae-ho narobił sobie więcej wrogów niż by tego chciał.

Recenzja filmu Lucid Dream

Gdyby taki film jak Lucid Dream powstał w Polsce to można by spróbować pokiwać z uznaniem głową, że coś kombinują, próbują, świadomi ograniczeń finansowych starają się zapewnić taką historię ocierającą się o sci-fi, żeby te ograniczenia w niczym nie przeszkadzały. Jeśli jednak mowa o filmie z Korei Południowej, to nie ma już co być taki pobłażliwym, bo oni potrafią kręcić o wiele lepsze filmy niż ta mocno telewizyjna produkcja, jaką jest Lucid Dream. Ciutkę przesadzam, bo nie jest to film telewizyjny, ale też do maestrii technicznej, jaką prezentują koreańscy filmowcy mu daleko.

Sama historia opowiedziana w filmie też nie została pokazana w sposób na tyle zajmujący, żeby zapewnić odpowiednią dawkę emocji. Porwanie dziecka i zrozpaczony ojciec szukający latami swojej pociechy mógłby być podstawą do porządnego thrillera o jakimś seryjnym mordercy czy innej mrocznej tajemnicy, ale Lucid Dream bardziej skupia się na kolejnych świadomych snach, w które wprowadzani są coraz to nowi bohaterowie, niż na zepchnięciu tego na potrzebny margines i zajęciu się sensacyjnym sednem. Z tego powodu trudno jakoś specjalnie poważnie traktować Lucid Dream i nie zirytować się, że to skakanie po snach czy włamywanie się na senne częstotliwości itp. to już przesada na obraz i podobieństwo filmów opartych na faktach (tak, ktoś kiedyś zrobił coś tam, reszta to wytwór wyobraźni). To, że świadome śnienie nie jest sci-fi wynalazkiem jeszcze nie oznacza, że pod jego pozorem można popuścić wodze fantazji o wiele za daleko. W efekcie ciężko jest bowiem wczuć się w dramat ojca, kiedy czujesz, że to tylko film, a na dodatek taki ocierający się o zbytnią fantazję.

Miałem narzekać na to, że akurat bohaterom za każdym razem śni się to, co im potrzebne, ale przecież na tym polega idea świadomego snu. Nie będę więc narzekał. Choć zdaje się, że mógłbym przynajmniej na sen koleżki, który od dwóch lat jest w śpiączce. O ile czegoś nie przegapiłem, to on akurat nie oddawał się świadomemu śnieniu tylko po prostu spał. Co za tym idzie chyba mogłoby mu się śnić cokolwiek, nie? Chłopaki włamują się do jego snu, a tam zamiast spodziewanych epizodów z jego życia śni mu się lekcja fizyki. Załóżmy więc dla dobra sprawy, że już akceptujemy, że do snów można się włamywać, ale wypadałoby oprócz tego zachować więcej sensu. A zresztą pomijając już zupełnie świadome śnienie, innym słabym punktem fabuły Lucid Dream jest fakt, że tylko jakieś 20 osób w całej Korei ma coś tam (nie chcę zbytnio spoilerować) i akurat większość się zna. Takie zbiegi okoliczności napędzają fabułę, a wiadomo, że tym lepsza intryga im mniej zbiegów okoliczności.

Finalnie więc pozostaje taki sobie thriller z kiepskim zakończeniem (jak już zrzynać z Incepcji to na całego) i zbyt małą ilością wonów, żeby choć efektownie wyglądał. Nie polecam zaczynać przygody z koreańskim kinem od Lucid Dream.

()

Fajnie, że na Netfliksie pojawiają się nowe produkcje z Korei Południowej (szczególnie fajnie, że z lektorem; jak już kiedyś pisałem, jakieś takie normalniejsze mi się wydają z lektorem niż z napisami :) ). Mniej fajnie, że pojawiają się marne. Recenzja filmu Lucid Dream. O czym jest film Lucid Dream Dae-ho (Soo Go) to dziennikarz śledczy, który nie pęka, gdy trafia na dobry temat. Nie boi się narobić sobie wrogów i nie ustępuje, gdy naciśnie na odcisk komuś wpływowemu. Prywatnie Dae-ho samotnie wychowuje małego synka, którego mamusia prawdopodobnie jest już z aniołkami. Kocha go i opiekuje się nim nawet trochę za…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Trzy lata po porwaniu syna, ojciec za pomocą świadomego śnienia próbuje odnaleźć jego sprawcę. Przeciętny koreański thriller ze zbyt wieloma zbiegami okoliczności, by traktować go poważnie.

2 odpowiedzi

  1. Dużo masz jeszcze do wklejenia recenzji przeciętniaków i słabizn? ;D

  2. Quentin

    Jeszcze zatęsknisz za recenzjami słabizn jak w sierpniu wybędę na trzy tygodnie i nie zostawię nic w zapasie tak jak przez ubiegły weselny tydzień :P.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.