Fargo s3 recenzja i podsumowanie
- Przyszła właśnie faksem. Recenzja Quentina...

Fargo s3. Coś na kształt recenzji trzeciego sezonu Fargo

Przyszło lato, pokończyły się seriale oddając miejsce innym produkcjom i czekając na jesień albo i jeszcze dalej. Skończył się Better Call Saul, skończyło się Fargo, z którym na początku łączyła mnie szorstka nieprzyjaźń, ale potem w końcu się przekonałem, by dołączyć do chóru opinii oceniających serialowe Fargo jako jedną z najlepszych rzeczy, jaką można oglądać w telewizji. Świeżo przed Fargo s3 obejrzałem po raz pierwszy sezon pierwszy (drugi oglądałem na bieżąco najpierw) i czekałem na ciąg dalszy uczty.

Fargo s3. Recenzja

O tym, że nie będzie tak kolorowo, można było przypuszczać już od pierwszego odcinka. Nie będę streszczał o czym jest sezon i co nie podobało mi się w pilocie, bo można o tym przeczytać TUTAJ. Fargo s03e01 zasiał ziarna niepewności, z których niestety nie wyrosło coś, co przysłowiowo zamknęłoby mi mordę i sprawiło, że byłoby mi wstyd za to, że narzekałem na pilota. Wątek NRD-owski pozostał trzeciosezonowym UFO (przegapiłem coś? środkowych odcinków nie oglądałem zbyt uważnie i może umknęła mi jakaś kontynuacja wątku NRD-owskiego?), trafiły się zupełnie niepotrzebne odcinki (znowu o UFO), a konkluzja kończąca podsumowanie pilota okazała się słuszna. „Gdzieś z tyłu głowy kołacze się wściekła myśl, że trzeci raz taka sama w gruncie rzeczy historia nie przejdzie już tak dobrze” – pisałem i rzeczywiście nie przeszła. Kolejne zbiegi okoliczności (bardzo grubymi nićmi szyte) prowadzące do krwawych śmierci nie wniosły niczego nowego do pomysłu na ten serial i choć wymieniły się postaci, to sedno pozostało to samo, co w poprzednich sezonach.

Sama historia braterskiego pojedynku o znaczek pocztowy, który rozrósł się do biblijnych rozmiarów (pojedynek, nie znaczek :P) za sprawą diabelskiego pierwiastka grzebiącego w zębach (naprawdę mogli sobie darować te sceny, zamykałem oczy jak dłubał na zbliżeniach) nie wciągnęła bardziej niż wypada. Z czego to wynikło nie wiem, ale domyślam się, że z tego, że nie było tu materiału na dziesięć odcinków, ani żadnego zwrotu akcji, który coś by zmienił. Szybko dowiedzieliśmy się, że grzebiący w zębach to wysokiej klasy Chuj, któremu każdy tańczy jak zagra i nic się w tej kwestii już nie zmieniło do końca. Na dobrą sprawę, gdyby nie upór nowego szefa policji, to sezon mógłby się skończyć już w połowie. I, jak dla mnie, to jeden z najsłabszych elementów Fargo s3, ten właśnie szef. Miał podsunięty pod nos całkiem mocny materiał dowodowy (czy tam poszlakowy), który układał się w sensowną całość i mocno mnie wkurzało, że ma go w dupie odrzucając go lekką ręką. Zdecydowanie za dużo takich rzeczy sprzyjało scenariuszowi, żeby się przejąć losem ludzi, których nawet do końca nie lubimy.

W pochwałach pod adresem Fargo przewija się cały czas wysoka jakość realizacji, zimowy klimat (niestety dla mnie niewystarczająco zimowy w Fargo s3), czy pomysł Hawleya na narrację odcinka z orkiestrą. Wszystko się zgadza, realizacja jest tutaj znakomita, pomysł z orkiestrą fajny, choć nic z niego nie wynikło, jest też wiele scen w Fargo s3, które pamięta się na dłużej dzięki dobrym dialogom pełnym Kozaków jedzących swoje dzieci, wielkich głodów na Ukrainie i innych takich. Tylko co z tego, skoro wystarczyło, że pojawił się Mr. Wrench (fajny powrót, oczywiście przewrotny, gdy zły bohater nagle robi za dobrego ducha), uciął łeb DJ-owi i dopiero wtedy można było poczuć, że w końcu coś ciekawego się dzieje! Dobry klimat, przedstawianie postaci instrumentami i przemyślane ujęcia – to wszystko fajne, ale co z tego, skoro dopiero rozpierducha robi robotę. To po co się męczyć?

W Fargo s3 zawiódł też finał, który zostawił z całą masą niedomówień (począwszy od tych najprostszych: dlaczego Mr. Wrench czekał pięć lat?), które jakoś specjalnie mi nie przeszkadzają, ale nie zauważyłem potrzeby zostawiania takiego właśnie otwartego zakończenia. Serial wcale nie jest przez to lepszy. Pal licho pan dłubiący w zębach, ale nie mogę np. przeżyć, że z dwoma jego oprychami rozprawiono się poza ekranem. Człowiek czekał aż ich spektakularnie utłuką, a tu nie dość, że tego nie zobaczył, to jeszcze nie wiadomo nawet czy zginęli czy nie. Brak pokazania strzelaniny w zasadzce przygotowanej przez Nikki Swango to już wyższy poziom kurewstwa. Przeszło raz w pierwszym sezonie (dobrze pamiętam, że nie pokazali masakry, której nie zauważyli agenci FBI siedzący pod budynkiem?) i tam zagrało, bo w sumie nie zginął nikt ważny. Tutaj aż się prosiło o schowanie artystycznej dumy do kieszeni.

BTW jeszcze jedno pytanie, bom skonfundowany :). Emmit jedzie sobie tą opustoszałą drogą pod koniec, kończy mu się benzyna(?) i auto się zatrzymuje. Pojawia się Nikki, pojawia się trooper, efekt wiadomy, Emmit wsiada do samochodu i odjeżdża. To co się właściwie stało, że stanął i nie mógł jechać dalej? Kolejna boska interwencja do wytłumaczenia słowami: bo tak?

Narzekam i narzekam i wydawałoby się, że Fargo s3 to najgorszy serial ever. Tak oczywiście nie jest, Fargo s3 to najwyższa obecnie serialowa półka i na tle słabej konkurencji może sobie przez dziesięć odcinków grzebać w zębach. Nie da się jednak ukryć rozczarowania odgrzanym po raz trzeci kotletem, do którego nie dorzucono jakieś świeżutkiej sałatki z nowalijek.

7 odpowiedzi

  1. Fakt, finał zbyt otwarty. Auto Emmita to faktycznie bardzo kłujący Deus Ex Machina – chociaż nie chodziło tu o paliwo a bardziej o jakąś nie do końca okreśłoną awarię, która chyba faktycznie spowodowana była boską interwncją tylko po to abyśmy mieli sceną na drodze… Podobnie nie podobała mi się ucieczka Dłubiącego z windy. W sumie rozumiem, że on to takie aktualne wcielenie Wszelkiego Zła, które także mieliśmy w poprzednich sezonach, ale sam fakt, że Nikki odpuszcza widząc otwarty właz jest strasznie wkurzający – no bo gdzie mógł poleżć? Winda się nie zatrzymywała, więc najpewnie jest nadal na jej dachu, na nic więcej nie miał czasu. No chyba, że miało to wywołać efek „uuuu tajemniczo znikł” – u mnie nie wywołało. Ale fakt – pomimo wad to i tak serial wybitny.

  2. frank drebin

    Można tę reckę czytać bez strachu o spojlery? Bo się boję się trochę a sezon 3 czeka.

  3. @frank drebin Troche spoilerowa jest, więc lepiej odpuścić.

  4. Quentin

    Ano, trochę spoilerowa. Przy serialach stosuję taktykę z Serialowa :), choć staram się aż tak nie spoilerować i unikać tego. Nie zmienia to faktu, że trochę tu informacji, których nie potrzeba do szczęścia tym, którzy jeszcze nie oglądali – jest.

  5. Niestety recenzja juz w pierwszym akapicie zachacza o kant chuja. Potem jest tylko gorzej. Zero zrozumienia smaczkow, glebi scen (bowling alley). Idz pan w chuj. Pan quentin widac lubi medrkowac ale horyzonty ma ograniczone (wystarczy poszperac po necie jedli czegos sie nie do kona kuma, rozumiem brak czasu i chęci). Odlubiam ta strone, zawod, plycizna niestety…

  6. Uwielbiam Fargo właśnie za tę niepokorność, dygresje, niedomówienia, metafory, to jak dużo zostawia wyobraźni widza. Oczywiście też za casting, błyskotliwy humor i dialogi z najwyższej półki. To jest cholernie inteligentny serial. Będąc szczerym, pierwsza połowa trzeciego sezonu nie chwyciła mnie tak jak w poprzednich, nie polubiłem bohaterów (szczególnie Stussych), brakowało magicznych momentów. Jestem świeżo po skończeniu sezonu i obiecuję już nigdy nie zwątpić w Fargo – od szóstego odcinka jest już wspaniale! :)

  7. Quentin

    @magus
    Co by potwierdzało – z tym szóstym odcinkiem – że co tam niepokorność, dygresje, niedomówienia i metafory, gdy i tak jest najlepiej jak się krwawo zabijają :).

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.