Twin Peaks (2017), reż. David Lynch.
- Q nic nie kuma! - Twin Peaks (2017), reż. David Lynch.

Miasteczko Twin Peaks. Dwa słowa o nowym sezonie Twin Peaks

Przekot z tego Davida Lyncha. Tak bardzo zapanował nad tym, żeby przed premierą trzeciego sezonu serialu Miasteczko Twin Peaks do tzw. opinii publicznej nie przedostały się żadne szczegóły fabuły jego nowego serialu, że od razu poszedł dalej. I znów zrewolucjonizował telewizję, nie zdradzając się ani słowem na temat fabuły także i w całym, niemal dwugodzinnym podwójnym odcinku pilotowym! Recenzja… Nie, wróć, nie recenzja, chaotyczne dwa zdania na temat pilota trzeciego sezonu serialu Miasteczko Twin Peaks napisane przez całkowitego laika.

Miasteczko Twin Peaks wtedy

Nie będzie to historia małolata, który oglądając przez palce albo szparę w drzwiach urywki serialu Miasteczko Twin Peaks bał się Boba. Nie będzie to też historia nastolatka, który nagle odkrył w telewizji coś nowego, innego, fascynującego i wciągającego. Nastolatka, który dał się porwać serialowi innemu niż wszystko inne, nie tylko seriale. Ani nie będzie to nawet historia koleżki, który na dźwięk głównego motywu muzycznego autorstwa Angelo Badalamentiego, odlatywał w świeżo pokomunistyczne klimaty wąchając butapren. Nie będzie to żadna z tych historii, bo serialu Miasteczko Twin Peaks nie widziałem ani wtedy, ani teraz. Nie widziałem go nigdy, tak samo jak i nie widziałem filmowego prequela Ogniu krocz za mną. Wtedy nie oglądałem seriali w ogóle (paradoksalnie pewnie dlatego, że nie były takie jak Miasteczko Twin Peaks), a teraz traktuję go jako starocia z przeszłości tak odległej, że aż dziw, że miałem wtedy więcej niż 10 lat.

I owszem, zgadzam się, wobec powyższego nie powinienem nawet zaczynać tematu kontynuacji, bo i na jakiej podstawie mam się wypowiadać na temat serialu, którego nie znam. Mogę mieć jakieś odczucia po seansie (no nie, mogę?), ale od razu zamęczać nimi Internet? Nie powinienem, ale skoro od wczoraj wszyscy zamęczają, to ja też chwilę pomęczę. Choć nawet z filmami Lyncha jestem na bakier, co jeszcze gorsze w stosunku do tej kontynuacji niż nieznajomość serialu.

Przy czym warto dodać, że absolutnie nie mam zamiaru zabierać Miasteczku Twin Peaks tego co mu należne. Zgadzam się, że zrewolucjonizował telewizję i widzę po ludziach, że mimo upływu lat wciąż wspominają go z wypiekami na twarzach. Byle jakiego serialu by tak nie zapamiętali, więc na pewno nie był byle jaki. Choć czytając/oglądając przed seansem bryki pod tytułem: „Co powinieneś wiedzieć przed rozpoczęciem oglądania 3 sezonu serialu miasteczko Twin Peaks” (jeden ciekawszy, drugi dużo mniej – ilość podanych tam w rytmie karabinu maszynowego informacji sprawiła, że zapamiętałem z niego tylko „Laura Palmer”) widziałem, że na pewno nie był to brylant od początku do końca, a zdradzając w połowie drugiego sezonu kto zabił Laurę Palmer i spadając potem z oglądalnością prosto na ryj, zakończył się byle jak. Wystarczyło, że był inny, nostalgia zrobiła swoje – dzisiaj mógłbyś pomyśleć, że była to perfekcja od początku do końca. Nie była.

O czym jest trzeci sezon serialu Miasteczko Twin Peaks

Nie wiem. Obejrzałem pilota i nie wiadomo, o czym był. Ty cieciu taki i owaki, zraz usłyszę, to David Lynch, czekaj na finał, wtedy będziesz wiedział o czym to było! Być może, ale na razie nie wiem, mimo że cierpliwie patrzyłem jak jakiś koleś długimi minutami gapi się w dziurę w ścianie. Jeśli gdzieś przeczytaliście skrót fabuły pilota, to ktoś Was w bambuko zrobił – na razie nie ma żadnej.

No dobra, trochę żartuję :P. Minęło 25 lat. Agent Cooper siedzi w Poczekalni czy jak to się tam nazywa i dowiaduje się, że za chwilę z niej wyjdzie. W międzyczasie po Twin Peaks panoszy się jego doppelganger z Bobem w środku, który – jak przystało na czarnego charaktera – dużo rozrabia. Sporo jak na dwie godziny podwójnego pilota.

Miasteczko Twin Peaks dziś

No więc właśnie, byłem bardzo cierpliwy. Przez pierwsze pół godziny nawet nie sięgnąłem po telefon, żeby czegoś nie przegapić. No i nie przegapiłem jak facio gapił się w ścianę i zmieniał karty pamięci. Nie przegapiłem dziwnego gadania w Poczekalni (nawiasem mówiąc nie przeszkadza mi, że tak mówią ani że nie wiem, dlaczego tak mówią – to ciekawe nawet, bo nieszablonowe) i nie przegapiłem agenta Coopera w dwóch wcieleniach („Z długimi włosami mu lepiej” (C) Asiek). Przede wszystkim jednak nie przegapiłem świetnej Madeline Zimy w roli Tracey (uwierzylibyście, że to ta najmłodsza małolata z Pomocy domowej z Fran Drescher? no wiem, uwierzylibyście, bo niby czemu nie). Znaczy nie wiem czy świetnej, ale na pewno ładnej. Jak również nie przegapiłem dwóch osób, przy których pomyślałem: „O, to ona/on żyje?”. Pierwszy mniejszy raz przy Ashley Judd, drugi większy raz przy Matthewie Lillardzie. Rany, ale się zestarzał! Musiał grać nastolatków mając 40 lat.

Moja cierpliwość nie została nagrodzona czymkolwiek na obraz i podobieństwo czegoś, co ma jakiś sens (w słownikowym sensu znaczeniu). Znów słyszę w głowie głosy krzyczące mi: czego się spodziewałeś po Lynchu, kretynie?, ale nie zmienia to faktu, że pilotowy odcinek serialu Miasteczka Twin Peaks to dwugodzinny zbiór dziwnych randomowych obrazów z dziwnego świata i z dziwnymi ludźmi. Lynch pełnymi garściami czerpie z opinii o sobie, która pozwala mu wrzucić na ekran cokolwiek, a i tak zawsze znajdzie się ktoś, kto wyłapie tego sens, nawet jeśli go nie ma. I tak właśnie wygląda ten pilot: Lynch jest Lynchem, a ludzie, którzy myślą, że go rozumieją, tylko wydaje im się, że go rozumieją. Reszta narzeka, że WTF itd. tak jak ja, nawet mając świadomość tego, że inaczej być nie mogło.

To co jest największą słabością (w oczach laika) pilota s3 serialu Miasteczko Twin Peaks jest jednak także jego zaletą. Zapewne w każdym innym wydaniu taki zlepek psychodelicznych scen spowodowałby wyłączenie telewizora po 20 minutach. A mimo to jakoś chce się to oglądać, ciekawiąc się przy okazji, co jeszcze dziwnego Lynch wymyśli. Z jednej strony jestem przekonany, że nie ma to żadnego większego sensu poza pobieżnym, a z drugiej tak też trzeba umieć. Z jednej strony myślę sobie: bełkot, z drugiej: z jakąś tam fascynacją oglądam. Nawet jeśli po kolejny odcinek nie sięgnę.

Ślepy nie jestem. Widzę nawiązania do Zagubionej autostrady (choć zmęczyłem ledwie połowę), widzę nawiązanie do Głowy do wycierania (choć nigdy nie widziałem :) ), widzę, że Lynch na razie zamiast kontynuacji Miasteczka Twin Peaks zrobił składankę swoich najlepszych kawałków, ale niestety nie należę do tego grona widzów, którzy kupują to bez wątpliwości, bo lubią takie efemerydy jak lynchowskie wytwory wyobraźni. Ja osobiście uważam, że póki co nie ma co dawać żadnego kredytu zaufania, że to wszystko dokądś prowadzi, bo gdyby David Lynch tak wielkim reżyserem był, jak to malują ci zachwyceni wczorajszą premierą s3 serialu Miasteczka Twin Peaks, to przez ostatnie 16 lat zrobiłby coś dobrego.

9 odpowiedzi

  1. Zrobił w 2001 roku Mulholland Drive, jeden z najlepszych filmów i przez niektórych nazywany arcydziełem. A później słabe Inland Empire i postanowił odejść z kina na filmową emeryturę co potwierdził dopiero miesiąc temu.

  2. Quentin

    2017-2001=16.

  3. Są kolejne dwa odcinki dostępne. Jeśli myślisz Quentinie że było dziwnie, obejrzyj chociaż odcinek trzeci. Tam to dopiero jest odlot! 😀 Dla mnie pozytywny oczywiście….

  4. Quentin

    Wiem, że są, ale już wczoraj nie zdążyłem, a muszę na Aśkę czekać z oglądaniem :). Pewnie obejrzę skoro będzie oglądała 😉

  5. Dlaczego z góry zakładasz, że część widzów jedynie udaje, że rozumie dane motywy z Twin Peaks? Nie twierdzę, że ja tak uważam, nowej odsłony serialu jeszcze nie widziałem, ale zdziwiło mnie twoje podejście do części odbiorców. Od lat słyszę od ludzi slogan jakoby Lynch nie był faktycznie zrozumiały, zaś ludzie, którzy sądzą inaczej zwyczajnie kłamią.

  6. Quentin, wiem ile wynosi 2017-2001, ale to tylko jeden rok. Przyznaj że napisałeś tak specjalnie, a nie np. 17, 18 lat, bo wiedziałeś że Mulholland Drive ma pozytywne opinie?;-)

    Gdy pojawiły się recki mówiono że to nie to co fani mogli by oczekiwać, ale też coś nowego. Klimat jest super ale inny jak w serialu i dobrze.

    Ja liczyłem też na klimaty bliższe Zagubionej Autostradzie, filmowi kinowemu i finałowi 2 seriia a nie takie jak dominują przez większość z 30 odcinków i to dostałem. Zresztą po takim a nie innym finale 2 serii serial nie mógł powrócić do początków serialu, do takiej stylistyki i klimatu, W sumie czuję się na 3 serii jakbym oglądał 3 filmy Lyncha – Głowe do wycierania (Czarna Chata), Zagubioną Autostradę (watek z dyrektorem szkoły) i Twin Peaks. 3 seria bardziej skierowana jest do fanów filmów Lyncha a nie fanów serialu. A co do narzekania niektórych to tak jest zawsze gdy wraca coś po latach że zawsze pojawi się narzekanie nawet jak jest dobrze jak w tym przypadku. Jak próbowali by zrobić to samo, powtórkę z rozrywki bez zmian to by wszyscy narzekali, że Lynch i Frost nie widzą jak się telewizja zmieniła, czyli identyczne opinie jak po emisji 10 serii XF gdy wszyscy zarzucali to Carterowi. A jak próbowali by zrobić coś innego, zmienić serial to narzekanie, że to już nie to samo co kiedyś jak w tym przypadku właśnie gdy serial się zmienił. Więc i tak źle i tak niedobrze coby nie zrobili.

    A ja mam szacun dla Frosta i Lyncha (choć więcej na razie Lyncha jest), że zrobili coś nowego, nie powtarzają się, a jednocześnie to jest pełnoprawny sequel 18godzinny.. Może za mało na razie miasteczka, ale to 18godzinny film, więc może się to zmienić. No i te wątki poza miasteczkiem są super też. Jedynie kto może być rozczarowany to hardcorowi fani serialu, którzy nie akceptują jakichkolwiek zmian.

    A Kyle MacLahlan to mistrz. W ogóle to świetny pomysł że sobowtórowi wcale się nie chce wracać do domku, ale jak nie wróci to Cooper wyjść nie może. Ale w sumie rozumie doppelangera, skoro dobrze mu się wiedzie więc po jakie licho ma wracać i siedzieć w zamknięciu z nową wersją karła. Tak w ogóle zastanawiam się co złe bliźniaki robią tak poza mordowaniem, chyba ma jakieś hobby;-D Szkoda że tylko Lynch potrafi jego talent aktorski wykorzystać dobrze.

    Jedyny zarzut mam do muzyki Angelo Badalamentiego, której prawie w ogóle nie ma. Wiadomo że takie klimaty muzyczne jak w 1 i 2 serii nie pasowały by do 3 serii, bo jest inny bardziej ponury klimat, ale sądziłem że będzie muzyka w klimatach z filmu kinowego albo Mulholland Drive, a jest inna nie tylko od tego co było w serialu, ale nie przypomina muzyki z pozostałych wspólnych filmów kompozytora i reżysera. Muzyka bardzo minimalistyczna, bardziej buczenie, że czasami można odnieść wrażenie że jej w ogóle nie ma co jest niespotykanie w filmach Lyncha.. Mam nadzieje że z czasem się to zmieni i będzie więcej nowej muzyki Badalamentiego i takiej na którą zwróci się uwagę, a nie tylko gościnne występy zespołów muzycznych na scenie w barze (a wiadomo ze wielu muzyków załapało się do obsady gdzie jest ponad 200 nazwisk i i domyślam się po końcówce 3×02 w jakim celu).

    Nie narzekam na tandetne efekty specjalne bo Lynch lubi tak kiczowate efekty co pokazał w Głowie do wycierania i krótkometrażówkach, to jego styl. Choć scena z Laurą była naprawdę żenująca pod względem efektów..

    A rozwaliło mnie jak „zemścił się” Lynch na aktorze który grał karła w oryginale. Gdy negocjacje były 3, 4 lata temu to Anderson zażyczył sobie zbyt dużo kasy niż mogli mu dać i negocjacje z nim się skończyły. No i od tej pory w internecie wyzywa reżysera od pedofila i mordercy. No i w drugim odcinku zemścił się na nim, bo jest karzeł, tylko ewoluował w… to trzeba po prostu zobaczyć:-)

    Podobno już kilka osób zapytało na twiterze Andersona jak się czuję wiedząc że w nowym odcinkiem jego postać ewoluowała w to co ewoluowała i podobno nic nie odpisał. Trochę szkoda mi gościa. Chyba albo mu palma odbiła albo chory jest.

    Wielu fanów serialu pewnie liczyło że Frost będzie Davida kontrolował a okazało się, przynajmniej na razie, że tylko scenariusz napisał, bo bardzo lynchowski to serial, a nie frosto-lynchowski jakim była 1 i 2 seria gdzie tak naprawdę Lyncha było bardzo niewiele . Pewnie nie wtrącał mu się Frost do niczego po napisaniu scenariusza. Zresztą to Frost miał pomysł na 3 sezon i on do Lyncha zadzwonił z propozycją kontynuacji.

    Z jednej strony nie miałem żadnych oczekiwań, bo nie wiadomo było co będzie, ale też 3×01 odebrałem z małym szokiem że coś nowego/innego robią w 3 serii jak w poprzednich sezonach czyli podświadomie musiałem jednak oczekiwać powrotu do klimatów z 1 i 2 serii czyli totalnego kogla mogla gatunkowego (parodia oper mydlanych, komedia, slapstick, kryminał, melodramat, SF i ogólnie ten serial to pastisz tak naprawdę był) a Frost i Lynch odważyli się pójść na przekór fanom serialu i zrobili coś zupełnie innego (przynajmniej w 3×01 i 3×02), w bardziej cięższym klimacie. Wygląda na to, że wystarczyło przetrawić 3×01, obejrzeć jeszcze raz z odcinkiem 3×02 i mogę powiedzieć, że jak wcześniej nie wiedziałem zwyczajnie jak mam podejść do tej serii po tym co zobaczyłem w 3×01, widocznie to był efekt szoku, to po 3×02 jestem kupiony całkowicie.

    Drugi odcinek to kolejny po Pilocie 3 serii, który potwierdza, że 3 seria jednak ma coś wspólnego z powieścią Sekrety Twin Peaks Frosta z zeszłego roku, bo wspomniane jest spotkanie Coopera z majorem Briggsem po wydarzeniach z finału 2 serii o którym było też mowa w książce. W tej samej scenie co o majorze wspomniano pojawiło się też nazwisko agenta FBI granego w filmie kinowym przez Davida Bowie. Choć ta postać w serii 3 się nie pojawi. Lynch pewnie nawet nie wie że są nawiązania do książki, bo jej nie czytał:-)

  7. Quentin

    @Grzesiek
    Nie udaje, tylko wydaje im się, że rozumieją. Drobna różnica między jednym a drugim. A takie przekonanie (wcale nie graniczące z pewnością, co jasne) bierze się raczej nie ze złego zdania o widzach, a ze zdania o twórczości Lyncha jako tworzonej na zasadzie: możemy władować wszystko co nam przyjdzie do głowy, jak dziwne by nie było, nawet lepiej, gdy bardzo dziwne i nie trzeba się przejmować niczym innym. Sądzę, że o ile w przypadku tego nowego Twin Peaks (żeby nie generalizować na całą twórczość) na pewno jest jakiś głębszy zamysł, który być może poskłada się na koniec w spójną całość, to oprócz niego jest też masa rzeczy wrzuconych na powyższej zasadzie, które nie mają jednej sensownej interpretacji, a każdy sobie je może interpretować po swojemu. I myślę, że Lynch gdy czyta opinie na temat swoich filmów to śmieje się pod nosem. Głównie też dlatego, że taki miał zamiar, by zmusić widza do myślenia, nawet jeśli z góry jest skazany na porażkę.

    @michax
    No myślałem, że to oczywiste, że specjalnie napisałem te 16 lat mając na myśli MD. I akurat nie dlatego, że wiedziałem, że ma pozytywne opinie, ale dlatego, że mi się podobał. Chyba nawet 6/6 mu dałem, ale tu pewności nie mam. Sprawdziłem z ciekawości reckę, ale jak na złość nie ma oceny. Może jeszcze nie dawałem wtedy, cholera wie :).

  8. W przypadku Twin Peaks starego błędne jest twierdzenie, że fabuła i wątki są niezrozumiałe i nic nie wyjaśnia się, bo wtedy Lynch jeszcze wyjaśniał cokolwiek w swoich filmach (poza Głową do wycierania). Dopiero od kinowego TP do Inland Empire zaczął nic nie wyjaśniać wprost.

    Paru znajomych co namówiłem ostatnio na oglądanie oryginału przed emisją 3 serii jest zaskoczonych, że w serialu każdy wątek jaki się pojawia zarówno paranormalny, dziwny, ale też czysto kryminalne zagadki zostaje zakończony/wyjaśniony i to wprost. Są też tym zaskoczeni, że elementów lynchowskich, poza 5, 6 odcinkami na 30, jest bardzo mało. Jest to spowodowane tym, że oryginał to nie jest serial tylko Lyncha, ale Lyncha oraz innych scenarzystów. Do siódmego odcinka 2 serii to serial Frosta i Lyncha, a od 2×08 Frosta i pozostałych scenarzystów (odszedł bo zajęty był Dzikością serca). W 2 serii to następuje kilka restartów, tak jakby oglądało się 3 serie. 1-9 kontynuacja 1 serii, 2×10-2×16 pokazana społeczność miasteczka, 2×17-2×22 wątek Annie – Cooper – Windom Earl i Czarna Chata. Wrócił pod koniec serii ale tylko jako aktor i reżyser finału. A 3 sezon widać że jest tylko jego i Frosta. Co prawda Frost napisał scenariusz z reżyserem, to on wpadł na pomysł 3 serii, ale na razie widać, że dał Davidowi całkowicie wolną rękę do zaprezentowania jego wizji w nowych odcinkach.

    A najlepsze że jak pierwszy raz powtarzałem serial po premierze w 1991 roku, a było to z 10 lat temu to też byłem pewien tego co znajomi których ostatnio namówiłem, że serial jest taki jak 3 seria i filmy Lyncha czyli same tajemnice, coraz dziwniejsze elementy, sny/wizje, ponury klimat, a okazało się że tego jest bardzo mało w oryginale. W sumie poza kilkoma odcinkami to ten serial jest dość lajtowy i mógłby lecieć po południu w telewizji.

    Nie chodzi mi o sceny przemocy że brak i nagości, bo to serial stacji ogólnodostępnej był (choć serial jest perwersyjny, przesycony erotyką), tylko o to, że to nie jest Dzikość serca czy Zagubiona Autostrada lub MD. Elementów Lyncha jest bardzo mało. Pewnie dlatego tak myślałem przez to że widziałem w czasie pierwszej powtorki większość filmów Lyncha i tego spodziewalem się jak zasiadałem do powtórki. Zapamiętałem z serialu głównie mrok, horror i tajemnice, które są nie wyjaśnianie a to tylko z jeden z wielu elementów serialu tak naprawdę i wcale nie najwaźnieszy element przez większość epizodów.

    Jedynie jakie nie zakończyli wątki to te z finału 2 serii co zrozumiałe, których kontynuacje mamy w 3 serii (choć paru rzeczy nie dowiedzieliśmy się w premierze co z niektórymi postaciami jak np. Annie, ale zakładam że pewnie nie żyje biorąc pod uwagę co dzieje sie w 3 serii z Cooperem i skoro Heather Graham nie wróciła na 3 serię).

    Stacja wymuszała decyzję na Froscie i Lynchu jak np. ujawnienie mordercy Laury, którego Lynch i Frost nie mieli zamiaru nigdy ujawniać. No i po odcinku gdzie poznaliśmy mordercę napisanym przez samego Frosta i wyreżyserowanego przez Davida (bodaj 2×07) odszedł z serialu i sam Frost został od ósmego odcinka 2 serii. Musieli szukać nowych wątków i pojedynkować się wciąż ze stacją która ciągle sie wtrącała, mieszała, robiła przerwy miesięczne w emisji (a TP to taki serial że każdy kolejny odcinek to kolejny dzień śledztwa). Trochę błądzili co widać w 2×10-2×16 które są słabe z żenującymi wątkami a od 2×17 robi się dobry poziom (wątek Annie – Cooper uwielbiam), mitologia wychodzi na pierwszy plan i na koniec świetny finał na który wrócił reżyser do serialu. W przypadku finału 2 serii jest ciekawe to, że scenariusz napisał Frost z innymi scenarzystami, ale Lynchowi gdy przeczytał skrypt to się tak nie spodobał, iż przepisał skrypt i powstał odcinek jeden z najlepszych w serialu.

  9. Zapomniałem dodać że podobno w 3 lub 4 odcinku sam Lynch mówi, że nie ma pojęcia co tu się dzieje:-)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.