Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń. recenzja odcinków 1x01-02.
Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń. recenzja odcinków 1x01-02.

Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń 1×01-02. Recenzja

Od 13 stycznia na Netflix wjeżdża nowy serial Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń, a już dzisiaj na Q-Blogu recenzja dwóch pierwszych odcinków. Od razu na początku powiem Wam, że… a zresztą, później Wam powiem, na razie przejdźmy do fabuły :). Recenzja serialu Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń, odcinki 1×01-02.

O czym jest serial Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń

To nie był najlepszy dzień dla rodzeństwa Baudelaire (Wioletki, Klausa i Słoneczka). Co prawda poszli sobie na plażę i wesoło puszczali kaczki, ale chwilę potem dowiedzieli się, że ich rodzice spłonęli razem z mieszkaniem i tym samym Baudelaire’owie zostali sierotami. Z klasycznej sytuacji „dobra i zła wiadomość” wyłania się jeszcze informacja o odziedziczonym po rodzicach ogromnym spadku, który póki co jest zarządzany przez bank, ale gdy tylko Wioletka osiągnie pełnoletność, pieniądze natychmiast trafią na jej konto. Do tego jednak jeszcze dużo czasu, a póki co trzeba znaleźć Baudelaire’om opiekę. A właściwie długo nie trzeba szukać, bo już po dzieci zgłosił się niejaki hrabia Olaf (Neil Patrick Harris), któremu rodzice Baudelaire’ów powierzyli opiekę nad latoroślami. Baudelaire’owie, którzy widzą go pierwszy raz w życiu, trafiają z deszczu pod rynnę. W obskurnej posiadłości hrabiego Olafa brud i smród, które własnoręcznie będą musieli uprzątnąć, usługując przy okazji swojemu opiekunowi. Ale nie to jest najgorsze! Najgorsze jest to, że hrabia Olaf, niespełniony aktor, zaczyna ostro knuć w celu przejęcia majątku Baudelaire’ów.

Recenzja serialu Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń

Z ust narratora serialu Lemony’ego Snicketa (w roli Snicketa Patrick Warburton; serial oparty jest na bestsellerowym cyklu książek autorstwa Daniela Handlera, sięgało już po nie kino w ekranizacji z Jimem Carreyem w roli głównej) dowiadujemy się na samym początku, że historia, którą obejrzymy nie będzie miła, właściwie to będzie niemiła, a główni dziecięcy bohaterowie będą mieli przerąbane, więc lepiej nie zabierać się za oglądanie, bo to nic przyjemnego i w ogóle czarna rozpacz. Fajnie, gdyby rzeczywiście tak było, ale trochę tak nie jest i w sumie szkoda, bo jeszcze większy mrok mógłby uatrakcyjnić serial Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń. Oczywiście Baudelaire’owie łatwo nie mają, bo śpią w jednym ciasnym łóżku, przebrudną łazienkę sprzątają swoimi szczoteczkami do zębów, a hrabia Olaf jest dla nich niemiły, ale z pewnością mogło być dużo gorzej. Egzystencję zresztą ułatwia im fakt, że są inteligentni, Wioletka ma zmysł do konstruowania różnych rzeczy, a Słoneczko… Cóż, Słoneczko ma zęby tak mocne, że bez problemu ciosa nimi kamień. Nie widzę w tym żadnego sensu i zupełnie nie wiem po co to, ale pewnie tak było w książce, a skoro ta została bestsellerem to znaczy, że ja się nie znam :).

Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń to w pierwszych dwóch odcinkach popis jednego aktora. Neil Patrick Harris jest stworzony do roli hrabiego Olafa i udowadnia to każdym swoim (częstym) pobytem na ekranie. Nagrodzony szerokim spektrum nagród filmowo-musicalowych aktor świetnie odnajduje się w mrocznej roli czarnego charaktera, który od czasu do czasu coś zaśpiewa, częściej coś poknuje i ciągle jest uroczo niemiły. Neil rządzi.

W powodzi cukrowanych produkcji przeznaczonych dla młodzieży, Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń wybija się czarnym humorem i turpizmem w granicach rozsądku. Prawdopodobnie mój stary mózg jest już spaczony różnymi pokręconymi historiami niekoniecznie dla młodszych widzów, dlatego jak dla mnie jest tu tego czarnego i wisielczego humoru za mało – tak jak wspomniałem na początku, wolałbym, gdyby Baudelaire’owie rzeczywiście mieli tak przechlapane jak twierdzi narrator Lemony Snicket. Seria niefortunnych zdarzeń to klasyczna filmowa bajka spod znaku Tima Burtona z całym dobrodziejstwem inwentarza. Nie ma się co dziwić, bo za kamerą stanął Barry Sonnenfeld (Faceci w czerni, Rodzina Addamsów). Pełno tu więc pokręconych bohaterów, dziwnych lokacji, klasycznych bajkowych krajobrazów, za których obrazkami kryje się niedopowiedziany syf i malaria. Jest ironiczny i wisielczy humor, a wszystko to sprawia, że wchodzimy w świat bajkowej metafory, która mówi o życiu jakim jest, a nie jak fajnie by było, gdyby było. Co za zdanie! Miłośnicy Soku z żuka itp. poczują się tutaj jak w domu.

No i na koniec czas na najtrudniejszy akapit tej recenzji. Najtrudniejszy, bo chciałbym jeszcze kiedyś dostać w łapy jakiś serial Netfliksa przed czasem :). Nie wciągnąłem się RUN FOR COVER! Być może nie jestem targetem serialu Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń, może jestem za stary lub zbyt wymagający, nie wiem, ale się nie wciągnąłem. Przeszkadzają mi pierdoły typu dziecko z twardymi zębami czy dziwne przy serialu z takim budżetem scenografie sprawiające wrażenie papierowych i sztucznych (zamierzone, ale mi przeszkadzało). Nic mnie nie zaskoczyło i po raz kolejny skontemplowałem sens umieszczania postaci typu trupa aktorska znajomych Olafa – stworzonych wedle klasycznego przepisu: im dziwniej wyglądający, tym lepsi. Nie dla mnie, dla mnie to pójście po linii najmniejszego oporu. Temu dajmy haki zamiast rąk, a tu dwie siedemdziesięcioletnie bliźniaczki. Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń na pewno nie jest złym serialem, ale może filmowa wersja tej historii sprzed lat nieprzypadkowo nie zrobiła kariery? A może tylko jestem starym dziadem?

Odpowiedź

  1. Książki są zajebiste bo napisane w bardzo charakterystyczny sposób i pełne humoru. Film z Carreyem był kapitalny, oglądałem kilka razy. Niestety serial też średnio do mnie trafia i po prostu nuży, zgadzam się jednak co do kapitalnego Neila.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.