Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
DJ Kool Herc w serialu dokumentalnym "Hip-Hop Evolution" (2016), reż. Darby Wheeler.
DJ Kool Herc w serialu dokumentalnym "Hip-Hop Evolution" (2016), reż. Darby Wheeler.

Hip-Hop Evolution. Dokumentalny serial produkcji Netflix

Prawdopodobnie nigdy nie znajdziecie filmu/serialu z równie zajebistą obsadą jak Hip-Hop Evolution. Lista nazwisk, choć prawdopodobnie mało kto z Was je zna, po prostu ocieka zajebistością. Grandmaster Flash, Afrika Bambaataa, DJ Kool Herc, D.J. Hollywood, Grand Wizard Theodore, Grandmaster Caz, DJ Disco Wiz, Coke La Rock, Melle Mel, Kool Moe Dee… Jedno jest pewne – dla takich rzeczy jak Hip Hop Evolution warto mieć Netfliksa!

O czym jest serial Hip-Hop Evolution

Tytuł tego serialu dokumentalnego – choć raczej określenie „serial dokumentalny” jest dość naciągane, bo równie dobrze może to być też telewizyjny film podzielony na cztery części czy 4×40-minutowy program o hip-hopie – nie jest mylący i należy go interpretować dosłownie. Produkcja sygnowana nazwiskiem Darby’ego Wheelera opowiada o drodze, jaką od undergroundowych początków przebył gatunek muzyczny, jakim jest hip-hop. Czyli o jego tytułowej ewolucji. Opowiadają o niej artyści z pierwszej linii hip-hopowego frontu, którzy zabierają widza w kolorowy świat początków lat 70. ubiegłego wieku i dalej (znaczy bliżej :) ). Hip-Hop Evolution liczy sobie cztery odcinki, które kolejno opowiadają o narodzinach hip-hopu, przedostaniu się hip-hopu do mainstreamu, pierwszych supergrupach i producentach, którzy wyczuli koniunkturę oraz o narodzinach gangsta-rapu. Ten czwarty odcinek jeszcze przede mną, ale o recenzję mogę pokusić się już teraz.

Recenzja serialu Hip-Hop Evolution

Jak przystało na dobry film/serial dokumentalny, nie ma co za dużo pisać w takiej recenzji. Dobre filmy/serial dokumentalne – a Hip-Hop Evolution jest dobrym serialem dokumentalnym – może i nie różnią się jeden od drugiego zbyt wielką ilością rzeczy, ale to nie przeszkadza, bo liczy się historia. A jeśli ta jest ciekawa, to i dokument jest ciekawy. Oczywiście sporo też zależy od osób, które opowiadają daną historię, bo mogą być z lekka nudne jak ww. Coke La Roke (koleżka z gatunku tych, co to opowiadają zajebistą według siebie historię, tylko za cholerę nie rozumiesz co w niej zajebistego i zabawnego, że tak się do siebie śmieje), ale poza nim nie ma w Hip-Hop Evolution problemu, bo reszta jego bohaterów to postaci z gatunku: podstaw im mikrofon i już. Co szczególnie uderza w pionierach hip-hopu, że mimo lat na karku wciąż nie zatracili swojej młodzieńczości i choć może są dziś zapomniani i poza ich dzielnicą nikt już o nich nie pamięta, to widać, że w głębi duszy pozostali takimi, jakimi byli przed czterdziestu laty. Bo tak daleko sięga opowiedziana w Hip-Hop Evolution historia gatunku muzycznego, który jako odpowiedź na modne disco narodził się w zwyczajnej świetlicy podczas urządzanych przez DJ Kool Herca imprez. Potem swoje dołożyli Bambaata i Grandmaster Flash i się potoczyło. O początkach hip-hopu słyszymy z pierwszej ręki, odkrywając jak nierzadko bardzo skromni są bohaterowie tej historii (żart :), dobrze wiedzą, co świat im zawdzięcza i nie zamierzają się z nikim tym dzielić).

Nie ma większych wątpliwości, że Hip-Hop Evolution powstał jako, nazwijmy to nieładnie, efekt uboczny netfliksowego The Get Down i jako taki, jest idealną podkładką pod serial. Szczególnie dla osób, które nic albo niewiele wiedzą o początkach hip-hopu. Szczerze powiedziawszy byłem zaskoczony, że jednak Baz Luhrmann wcale tak dużo od siebie nie dołożył do The Get Down i teraz z przyjemnością obejrzę dalej, bo zatrzymałem się na drugim odcinku. I jeśli ktoś zbiera się do rozpoczęcia przygody z The Get Down i zebrać nie może, to mocno rekomenduję rozpoczęcie od Hip-Hop Evolution.

Zwykle historia kojarzy się nam z wydarzeniami, które miały miejsce sto, dwieście lat temu, dawno przed tym zanim się urodziliśmy. Niezmiennie jakoś tak smutno i nostalgicznie mi się robi na duszy na widok tego, że historię można też tworzyć tu i teraz na naszych oczach. Bez perspektywy czasu tego nie widać, ale wystarczy 20-30 lat, czasem mniej, żeby mieć odpowiedni pogląd na sprawę. Zazdroszczę tym chłopakom tego, że są częścią takiej historii i znów dochodzę do wniosku, że być może ominęło mnie wiele fajnych rzeczy z takim nastawieniem, że wszystko już było i wszystkie fajne historie zostały dawno opowiedziane. Nawet teraz wydaje mi się, że podobny boom jak na hip-hop nigdy się już nie powtórzy, bo czasy są inne, ludzie są inni i potrzeby są inne. Ale cholera wie, co za 50 lat będzie się mówiło o pierwszych jutuberach.

2 odpowiedzi

  1. Polarbear_pl

    Get down dalej jest tylko lepszy. Fantastyczny klimat i muzyka – finalowa (półfinałowa? Jako że to połowa sezonu) jest iście epicka.

  2. Polarbear_pl

    W końcu obejrzałem ten dokument i jestem zachwycony. Też mnie zdziwiło jak bardzo get down jest zgodny z historią. Nawet dokumentalne wstawki z Bronx maja te same. Ostatni odc. Najsłabszy ale to może dlatego że to już muszę bardziej znane czasy.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.