Kiefer Sutherland w serialu Designated Survivor.
Kiefer Sutherland w serialu Designated Survivor.

Designated Survivor, recenzja serialu, odcinki 1×01-1×06

Nie wstawajcie!

Jakie to jest proste. Człowiek szuka dla siebie jakiegoś fajnego serialu do oglądania, próbuje różnych tytułów, niektóre kasuje po pilocie, inne po trzech odcinkach, jeszcze inne zaczyna oglądać w miarę regularnie, choć nie wszystko mu się tam podoba. A nawet jak wszystko się podoba, to i tak czasem się zatnie i odpuszcza oglądanie bez żalu, by wrócić po dłuższym czasie lub w ogóle nie wrócić. Czasem w trakcie odcinka spojrzy w telefon, czasem ledwo dotrze do końca odcinka, nawet jeśli w trakcie coś go zachwyci i sam sobie wmawia, że jest nieźle, że jest dobrze, że jest super i chętnie obejrzy kolejny odcinek. Czuje, że coś go w serialu mierzi, ale przecież nie ma lepszych, a ten akurat podoba mu się z całej reszty najbardziej. Ale cała sprawa oglądania seriali nie jest taka skomplikowana, jest całkiem prosta. Nie trzeba się męczyć i coś sobie wmawiać, dobry serial – nawet jeśli ma wady – po prostu musi chcieć się oglądać. Nie zastanawiać się czy oglądać kolejny odcinek czy nie, tylko po prostu oglądać. Wtedy śmiało można powiedzieć, że w końcu coś utrafiło w gust i znalazło się ten serial do przyjemnego oglądania odcinek po odcinku. Dokładnie tak miałem z Designated Survivor. Wczoraj po meczu zapuściłem pierwszy odcinek, następnego dnia koło południa byłem już na bieżąco, żałując, że nie ma więcej odcinków

O czym jest serial Designated Survivor

Pomysł na Designated Survivor jest prosty. W Kapitolu trwa uroczyste przemówienie prezydenta Stanów Zjednoczonych, na którym są wszyscy jego współpracownicy, członkowie rządu, senatorzy, cały sztab od góry do dołu i jeszcze kilku innych dygnitarzy. Jak zawsze w takim przypadku, na wszelki wypadek do roli tytułowego Designated Survivor (wyznaczony do przeżycia) wybrana zostaje jedna osoba, którą umieszcza się z dala od Kapitolu. Pada na podrzędnego urzędnika do spraw urbanizacji Toma Kirkmana (Kiefer Sutherland). Co dalej, wiadomo. Kapitol zostaje puszczony z dymem, wszystkie najważniejsze osoby u szczytów amerykańskiej władzy giną pod jego gruzami, a nowym prezydentem USA mianowany zostaje Kirkman, który oszołomiony rozwojem sytuacji podejmuje rękawicę. Oczywiście łatwo nie jest, bo nie dość, że trzeba uspokoić naród, załagodzić rosnące zagrożenie dla mieszkających w Stanach imigrantów pochodzenia islamskiego, odnaleźć się w świecie, w którym każdy coś od ciebie chce, to jeszcze nikt nie chce cię widzieć w fotelu najważniejszej osoby w państwie. Bo czemu niby miałoby się zmienić to, że już wcześniej zupełnie nikt Toma Kirkmana nie poważał? Szczególnie że Kirkman ma swoje zdanie na temat wszystkiego i szybko staje okoniem przeciwko propozycjom jego doświadczonych doradców.

Recenzja pierwszych odcinków Designated Survivor

Klasyka. Poczytałem sobie teraz chwilę IMDb i prawie każdy jedzie po Designated Survivor jak po łysej kobyle :). Oczywiście sami specjaliści od polityki i wszechwiedzący internauci, którzy przecież już nie raz znaleźli się w sytuacji podobnej z serialu i mają pojęcie jak by to naprawdę wyglądało. Nie wątpię, że Designated Survivor w kwestiach amerykańskiej polityki często mija się (mniej lub bardziej) ze stanem faktycznym i pewnie trochę rzeczy w celu udramatyzowania wydarzeń zostało naciągniętych (mniej lub bardziej), ale skoro nie jestem specem od tejże polityki, to wybaczam tego typu rzeczy (bo ich przecież nie zauważam, poza tym jestem świadomym widzem, który nie ogląda takiego serialu po to, by z niego czerpać wiedzę), jeśli cierpią kosztem szybkiego tempa i braku przynudzania.

A Designated Survivor ma szybkie tempo i nie przynudza. Łyknąłem lata temu bliźniaczo podobną polską Ekipę, tym bardziej nie mam problemu z łyknięciem amerykańskiego Designated Survivor. Lubie takie podejście do seriali (prosty konkretny pomysł i szybkie tempo) i dlatego nie narzekam jak inni, że brakuje Designated Survivor głębi takiej, jaką ma House of Cards. Ziew, ledwo przebrnąłem przez pierwszy sezon House of Cards przez tę głębię i brak konkretnego pomysłu na serial. Jakiś koleś coś tam kombinuje, ale do końca nie wiadomo co i czego chce poza pokazaniem z offu jaki to jest cool i przebiegły. Dla mnie nuda, wolę konkrety. Wiemy, że zajmował się pan urbanizacją, ale trzeba wysłać lotniskowce nad Algierię, zbombardować brodaczy, powstrzymać policjantów przed skopywaniem muzułmanów i zająć się tą przebiegłą panią senator (Virginia Madsen), która knuje za plecami, bo myśli, że jest lepsza. To jest konkret, a nie snujący opowieści z offu Underwood. I to jest ta różnica, o której pisałem na początku. Co z tego, że House of Cards obiektywnie patrząc jest o kilka poziomów lepszy od Designated Survivor, skoro to jednak ten drugi lepiej mi się ogląda?

Designated Survivor to trochę taki Homeland rozgrywany w tempie 24 tyle że w gabinetach politycznych, a nie za sprawą strzelanin, pościgów i zbuntowanych dronów. Sprawy, które w Homeland zajęłyby cały sezon są w Designated Survivor rozwiązywane w pół odcinka. Porównanie do 24 tym bardziej oczywiste, że główne skrzypce gra w Designated Survivor Kiefer Sutherland. I, niestety, znów widać, jak dużą krzywdę sobie narobił tym Jackiem Bauerem. Trudno go kupić w roli prezydenta, który zamiast własnoręcznie przesłuchać podejrzanego czy zinfiltrować algierski szpital – wysyła w tym celu innych, a sam przygląda się akcji na monitorze. Choć może to po prostu wina aktorstwa Sutherlanda, który nie potrafi wydobyć się z dawnej szufladki. Choć się stara, szczególnie gdy jest stanowczy i przebiegły. Gorzej, gdy chce być dowcipny czy czuły.

I to właściwie jedyne zastrzeżenie do Designated Survivor, jakie mam – nie tylko Sutherland, ale w ogóle cała obsada została dobrana kiepsko i mało kto pasuje mi do swojej roli. Najgorzej wstrzelili się z Maggie Q, która w roli agentki FBI pokazuje aktorstwo gorsze od Stevena Seagala, bo nawet tej jednej miny nie ma. Bubba z Forresta Gumpa dopiero się pojawił, ale generał jest z niego kiepski. Wkurza też syn Kirkmana (niby siedemnastolatek, ale wygląda na czternaście) i właśnie, to druga słabość Designated Survivor – sztampowe, zbuntowane dzieci przysparzające bohaterom kłopotów. Poza tym, jak na razie, jestem zadowolony, że w końcu trafiłem na serial, który mogę oglądać z marszu jeden odcinek po drugim.

8 odpowiedzi

  1. Ciekawy pomysł.
    Szkoda, że serial mi się nie spodoba. :(

  2. No dobra – też mnie wciągnął.
    Przypadło mi do gustu to samo co Quentinowi? Koniec świata musi być blisko!

  3. Od teraz nic już nie będzie takie samo! A przynajmniej do kolejnej recenzji :)

  4. frank drebin

    Panie, nie masz co oglądać to weź się za Fargo, dwa sezony po 10 odcinków, w sam raz.
    Pierwszemu dałem 9/10, drugiemu też, choć przez kilka pierwszych odcinków szło 10/10, potem trochę osłabło na dwa odcinki a te kilka ostatnich – sam miód.
    Wszystko na plus – historia (fikcja ofkors), zdjęcia cudo, postacie, reżyseria, dialogi, eh, długo by pisać.

  5. Quentin

    Dawno mam s2 obejrzane.

  6. frank drebin

    No a gdzie notka? :(

  7. Kocham ten serial

    Ogladnijcie ten serial mega bomba uwielbiam go kurde juz niemoge sie doczekac 2 sezonu 😉

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.