Premiery kinowe weekendu 02-04.09.2016
Premiery kinowe weekendu 02-04.09.2016

Poszedłbym, odc. 139

Nowy miesiąc, nowy Poszedłbym, nowy porywający i zachęcający do dalszego czytania wstęp.

Premiery kinowe weekendu 02-04.09.2016

 

Aż do piekła [Hell or High Water] (2016) Poszedłbym 

Zwykle zachowuję kolejność premier według kolejności filmwebowej (nie mam pojęcia jaki jest jej sens, może po prostu nie ma żadnego, bo i poza alfabetycznym trudno tu o jakieś inne kryterium), ale dla Aż do piekła zrobiłem wyjątek, bo to zdecydowanie najciekawsza kinowa propozycja weekendu. A bez tego wyjątku zniknęłaby gdzieś na szóstej, siódmej pozycji.

Aż do piekła było już w repertuarowych planach na któryś z poprzednich tygodni, ale wyleciało pewnie dlatego, żeby nie kopać się z blockbusterowymi końmi. Początek września to termin lepszy, bo już na starcie można górować nad przeciwnikami.

Czy będzie szał ciał, wow i berety z czerepów? Pewnie nie, bo choć to film scenarzysty Sicario, to z drugiej strony nie ufam zwiastunom, które mają gotową polską grafikę :P. Ale ja po prostu lubię takie proste, amerykańskie historie z zadupia Stanów, więc podejrzewam, że będę się dobrze bawił podczas seansu, nawet jeśli dostanę sztampową historię napadu na bank i jego konsekwencje.

Destrukcja [Demolition] (2015) Nie poszedłbym 

Sprawdźmy, co też ja pisałem o tym filmie… O, już mam: „Pozbawiony uczuć bankier zmienia swój świat po niespodziewanej śmierci żony. Amerykański remake polskiego Króla życia ;). Lekko gasnący z każdą minutą dramat”. 7/10. No tak, to by się z grubsza zgadzało. Destrukcja zaczyna się bardzo dobrze, ale potem nie ma żadnego pieprznięcia przez co jest dość monotonnie i spodziewanie. Gyllenhaal w roli bezdusznego cynika, do którego w końcu zaczynają docierać jakieś uczucia sprawdza się bardzo dobrze i to największa atrakcja tego filmu z gatunku: do obejrzenia w domu.

Nerve (2016) Poszedłbym 

Nie wiem. Gdyby wierzyć filmom, to okazałoby się, że Internet pełen jest dewiantów, niemiłych niespodzianek, podglądaczy, gier, które chcą cię urobić na kasę, różnych niebezpiecznych wyzwań, dzięki którym czujesz, że żyjesz dopóki nie poczujesz, że już lepiej było siedzieć w domu i nic nie robić. Pewnie jakiś jego fragment taki właśnie jest, ale ja tam mam z Internetem związane właściwie same miłe rzeczy i trudno mi się trochę wczuć w bohaterów takich filmów jak Nerve.

Nie lubię Dave’a Franco, więc musiałbym schować do kieszeni tę niechęć, jeśli już wybrałbym się do kina, ale nie byłoby raczej trudno, bo zwiastun jest sympatyczny. Ot taka niewinna wersja Cheap Thrills czy 13 Sins. Pewnie, lepiej rozegrać taką historię po bandzie, ale może ciut lżejsze podejście też się sprawdzi.

Pan Idealny [Mr. Right] (2015) Nie poszedłbym 

Są filmy, które przed premierą kinową zdąży zweryfikować Internet i wiadomo już co i jak nawet bez oglądania zwiastuna. Generalnie wygląda to tak, że jednego dnia wpadasz na zwiastun nowego filmu, który wkrótce ma być w kinach, ale tak naprawdę po upływie tego wkrótce film ląduje, ale w internecie, bo już zdążył trafić na jakieś koreańskie VOD-y. I to może oznaczać tylko jedno, bo przecież twórcy nie pchaliby czegoś do netu zanim trafi do kin albo chwilę później.

Jakkolwiek więc zwiastun wygląda sympatycznie, a Annę Kendrick lubię, to nie wydaje się, by wizyta w kinie miała tu rację bytu. Dom wystarczy na tego typu atrakcje.

Julieta (2016) Nie poszedłbym 

Nie jestem fanem filmów Pedro Almodovara i tak sobie po cichu myślę, że skoro Julieta nie wygląda jak film Almodovara, to może jednak warto byłoby go zobaczyć, bo jest szansa, że w takiej niealmodovarowej formie mi podejdzie. Ale zaraz potem myślę, że gdyby nie piosenka w tym zwiastunie, to nie zwróciłby mojej uwagi niczym i już wiem, że kino byłoby fanaberią z mojej strony.

A jak ktoś lubi filmy Almodovara to niech idzie. Ale niech potem nie narzeka, że mało Almodovara w Almodovarze.

Miles Davis i ja [Miles Ahead] (2015) Nie poszedłbym 

Ale obejrzałbym w domu. Tak powinno brzmieć motto tego kinowego weekendu, bo właściwie każdy film tego weekendu się pod takie motto łapie. Za nami lato i letnie blockbustery, czas pozarzucać kino pierdołami zanim pojawią się kandydaci do tego(przyszło)rocznego Oscara.

W sumie to zawsze byłem ciekawy co i jak z tym Milesem Davisem. Nie na tyle, żeby o nim poczytać, ale pomyśleć, że zawsze byłem ciekawy co z nim, gdy słyszałem nazwisko Miles Davis :). Film to dla mnie rozwiązanie idealne, ale nie przeżyłbym w kinie takiej dawki jazzowego rzępolenia. Szczególnie że film też wygląda na ambitniejszą próbę dobrania się do postaci zamiast po prostu opowiedzieć od A do Z co i jak, podobnie jak np. w przypadku Raya Charlesa.

Fuocoammare. Ogień na morzu [Fuocoammare] (2016) Nie poszedłbym 

Cóż mogę rzec? Typowa propozycja na TVP Kulturę, a nie do kina. Tak to widzę. Nie ma w tym niczego krzywdzącego, po prostu nie wszystkie filmy nadają się do kina i tyle filozofii.

Lo i stało się. Zaduma nad światem w sieci [Lo and Behold, Reveries of the Connected World] (2016) Poszedłbym 

Zwykle im bliżej końca kolejnego Poszedłbyma z zylionem niepotrzebnych nikomu do szczęścia filmów, tym mniej mi się chce pisać o kolejnej propozycji. Film Wernera Herzoga ma pecha, bo wygląda na taki, który obejrzeć warto i wypadałoby skrobnąć o nim ciut więcej. Ale może wcale nie? Może wystarczy zielony Poszedłbym?

Kosmiczna jazda. Hau hau mamy problem [Space Dogs: Adventure to the Moon] (2014) Nie poszedłbym 

Dla takich propozycji powstało powiedzenie: Nie lubię animków.

Wyczuwam przeciętniaka. I to by było na tyle, co mam do powiedzenia o tym filmie.

4 odpowiedzi

  1. Polarbear_pl

    Mr Righta widziałem jakiś czas temu i ogólnie bardzo miły rozrywkowy film. Można się pośmiać, dobre sceny strzelanin , Anna Kendrick, muzyka. Więc pójście do kina nie zaszkodzi, ale i w domu też się dobrze obejrzy.

  2. Przypadkiem trafiłem na tę stronę, szukając jakiegoś bloga/strony o tematyce filmowej , kawał dobrej roboty tu widzę, dzięki za włożoną pracę będę wpadał tutaj bardzo często.

  3. Quentin

    @Polarbear_pl
    Przyspieszy ta opinia domowy seans. Filmy z Anną Kendrick są o tyle dobre, że nawet jak marne to można popatrzeć na Annę Kendrick :)

    @Azakiel
    Dzięki i zapraszam.

  4. Że im się przypomniało o tym Mr. Right co wszyscy dawno na necie widzieli… 😉 Ten Nerve to mi strasznie wygląda wtórnie (takie 13 game swayang + Gra) i póki co najbardziej mnie ciekawi jak w tym się odnajdzie fajna ścieżka dźwiękowa zrobiona na modłę elektroniki lat 80.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.