Kinowe premiery weekendu 01-03.04.2016
Kinowe premiery weekendu 01-03.04.2016

Poszedłbym, odc. 117

Dziś jest ten rzadki dzień, w którym Poszedłbym pojawia się w czwartek.

Kinowe premiery weekendu 01-03.04.2016

 

Batman v Superman: Świt sprawiedliwości [Batman v Superman: Dawn of Justice] (2016) Nie poszedłbym 

Choć filmu jeszcze nie widziałem – uciekł mi przedpremierowy seans we wtorek, kiedy to pół blogerskiego Internetu niezależnie od tego czy pisze o filmie, złych książkach czy o modzie, wieczorem chwaliło się, że już widzieli! to najważniejsze w internetowym życiu, pochwalić się, że już się coś widziało! – to wszystko co mam na jego temat do powiedzenia rzekłem już chyba w przypadku zwiastunów (choć ostatni zdaje się mi się podobał).

Przypuszczenia o tym, że będzie to kolejny nudny shit zepsuty przez Zacka Snydera znajdują swoje potwierdzenie w słabych recenzjach i wydaje mi się, że nie są one przesadzone. Zgodnie z prawdą walę więc Nieposzedłbymem, choć wiadomo, że do kina i tak pójdę. Niestety wiedzą o tym producenci filmu i dlatego Batek kontra Superak jest jaki jest. Nie szkodzi, że będzie nędzny, głupi lud i tak do kina pójdzie. #MaxKolonkMówiJakJest. Nawet Gal Gadot mu nie pomoże.

Kung Fu Panda 3 (2016) Poszedłbym 

Tzn. ja to bym nie poszedł, ale gdybym był zmuszony wybrać do obejrzenia jakieś animki to bym poszedł. Ale nie jestem zmuszony.

Zdaje mi się, czy animacja jakaś taka gorsza? Bo jeśli mi się zdaje to nie mam zastrzeżeń. Wiadomo czego się spodziewać i co się dostanie za cenę biletu. Animki dzielimy z grubsza na te rzadsze, które warto obejrzeć i te częstsze, czyli tanio zanimowane żuwna, którymi dystrybutorzy chcą naciągnąć rodziców. Kung Fu Panda 3 należy do tych pierwszych.

Na dwójce zdarzyło mi się być w kinie na 3D i wtedy odkryłem, że 3D zostało stworzone dla filmów animowanych. Dlatego, jeśli tylko będą grali trójkę w trójwymiarze to #wybierałbym właśnie taki seans.

Dope (2015) Poszedłbym 

I to lubimy. Recka dawno sieknięta, nie ma się co wysilać – wystarczy skopiować parę zdań i dopisać: resztę przeczytacie se TUTAJ. I sru do następnego filmu.

Bohaterem Dope jest kujon Malcolm oraz jego dwoje przyjaciół kujonów. Co ich łączy to uwielbienie dla hiphopowych lat 90. Pewnego dnia Malcolmowi wpada w oko dziewczyna lokalnego handlarza prochami. = kłopoty. (…) Dope wygląda jak film nakręcony przez Quentina Tarantino gdyby był Spike’iem Lee. Nie jest to film rewolucyjny, nie odmienia kina i nie wprowadza go na nowe ścieżki. Ale zarazem jest coś w sposobie jego opowiedzenia, że ma się wrażenie obcowania z czymś nowym i świeżym. (…) Jest w Dope dużo humoru, parę niespodziewanych tarantinowskich dialogów, wpadająca w ucho muzyka, a nawet gołe cycki. Choć można ich nie zauważyć, bo są niewielkie ;).

Resztę przeczytacie se TUTAJ.

Opowieść o miłości i mroku [A Tale of Love and Darkness] (2015) Nie poszedłbym 

Bardzo dobrze, że powyższy film nakręcony został w języku hebrajskim (to hebrajski, nie? :) ), bo po angielsku natychmiast ubyłoby mu połowę uroku. A kogo być może dziwi, że Natalie szprecha po hebrajsku, to niech przestanie, bo przecież urodziła się w Jerozolimie.

Ale nie oszukujmy się, nie ma żadnych powodów do tego, żeby napalać się na debiut reżyserski Natalie Portman (napisała też scenariusz, tylko zdjęć nie zrobiła, bo tymi zajął się Sławomir Idziak), bo i czemu? To sympatyczna dziewczyna, fajna aktorka, ale zwykle takie debiuty fajnych dziewczyn kończą się w ten sam sposób. Czyli niezbyt ciekawie. Ot fanaberia gwiazdy, która ubzdurała sobie, że skoro od 12 roku życia ciora się po planach, to będzie umiała zrobić dobry film.

No i największy problem – po raz pierwszy słyszę nazwisko „jednego z najwybitniejszych pisarzy XXI wieku”, o którym opowiada ten film: Amosa Oza. Na jego autobiografię więc siłą rzeczy też się nie napalam. Oczywiście niby nie jest problemem filmu widz ignorant, ale może jednak jest, bo nie poszedłby :P.

Głośniej od bomb [Louder Than Bombs] (2015) Nie poszedłbym 

Nie lubię filmów Terrence’a Malicka, więc werdykt jest prosty. Tak, wiem, to nie jest film Terrence’a Malicka, ale wygląda na właśnie taki.

Przeglądam recenzje i widzę w nich słowa, które dodatkowo utwierdzają mnie w przekonaniu o niepójściu i potwierdzają to, co można zobaczyć w zwiastunie. Symboliczny, uduchowiony, polifoniczny, poetycki, metafizyczny. Plus całość wygląda na kolejną opowieść z gatunku „coś wiem, ale ci nie powiem przynajmniej do połowy filmu”.

Oczywiście nie znaczy to wszystko, że Głośniej od bomb będzie kiepskie, ale musi trafić na odpowiedni grunt.

Moje wielkie greckie wesele 2 [My Big Fat Greek Wedding 2] (2016) Poszedłbym 

Pierwsza część Mojego wielkiego greckiego wesela nie podobała mi się za bardzo – ot komedyjka, skąd te setki milionów zysków? Nie wiem. Pewnie spory udział w tym fakcie (że mi się nie podobała, a nie że dużo zarobiła :P) miał występ Johna Corbetta, którego wyjątkowo nie lubię, ale i tak cały film zawsze uważałem za typowy przykład wielkiego hałasu o nic.

To czemu poszedłbym na drugą część? Nie ma jakichś wielkich greckich powodów, dla których bym to zrobił. Ani nie będzie to arcydzieło, ani niezapomniana komedia, ani nic wielce specjalnego. Ot rozrywkowa komedia bez nadęcia (to drugie mam nadzieję). I nawet, jeśli greccy krewni dalej będą wkurzać zamiast śmieszyć, to i tak powinien to być lekki i normalny film, jakich wbrew pozorom wcale tak dużo na ekranach kin nie ma.

Pasolini (2014) Nie poszedłbym 

Ja się tam nie znam, ale w moim prostym zrozumieniu sprawy historia śmierci (i życia zresztą też) Piera Paolo Pasoliniego zasługiwałaby bardziej na w miarę normalny biopic, a nie na film dawno przebrzmiałego artysty Abla Ferrary, który kiedyś, dawno temu się zgubił i potem już nie odnalazł. Bo taki dawno przebrzmiały artysta dalej myśli, że jest artystą i zamęcza widza swoją interpretacją wszechświata. A widz wolałby się normalnie dowiedzieć, dlaczego reżysera znaleziono martwego, połamanego i pociętego niż męczyć na pseudosztuce. A przynajmniej ten niżej podpisany widz.

PS. Odnalazła się Fabienne!

Niesamowita Marguerite [Marguerite] (2015) Nie poszedłbym 

Drugie podejście do wprowadzenia tego filmu do kin. O pierwszym pisałem tak:

Nie lubię takiego barbarzyństwa, tylko bym się męczył. OK, jeszcze jestem w stanie uwierzyć, że bohaterka nie dopuszcza do siebie myśli, że fałszuje i nie słyszy co wydobywa się z jej ust, ale nie wierzę w tak przychylne dla scenariusza rozwiązanie, że nikt do niej nie pójdzie i nie powie jej wprost: babo, fałszujesz przeokropnie!

Pewnie też to znacie, że choćby sto osób Was chwaliło, a jedna powie, że jesteście beznadziejni, to rozpamiętujecie tylko tę jedną opinię? No właśnie. Wystarczyło się zebrać w pięć osób i jej powiedzieć prawdę i wtedy nie pomogłoby nawet to, że:

Dziennikarz pisze ironiczny artykuł wychwalający talent muzyczny bardzo bogatej kobiety. Ta nie zdając sobie sprawy, że to prowokacja, postanawia wystąpić przed szeroką publicznością. (Opis dystr.)

Najlepsze przyjaciółki [Les Oiseaux de Passage] (2015) Nie poszedłbym 

Ale Asiek by na pewno poszła. W sumie wystarczyłaby jej sama kaczka bez dziewczynek.

Nie wiem o co chodzi z dubbingiem z poniższego zwiastuna, ale myślę, że to jakaś amatorska „produkcja” po prostu. Bo jeśli nie, to lepiej dla filmu, żeby pokazywali go bez dubbingu. A sam film wygląda bardzo sympatycznie. Nie na tyle, żeby iść na niego do kina, ale mam wrażenie, że w końcu zawitał do nas jakiś wartościowy film dla młodzieży. Prosty i wzruszający.

Dajcie znać, czy kaczka ginie na końcu! :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.